Od Demokrtyta do Hegla - inspiracje filozoficzne Karola Marksa Drukuj Email
Napisał(a): Karolina Białkowska [socjalizm.org]   
18.02.2004.

Narodziny materialistycznej filozofii Karola Marksa w dobie wciąż jeszcze żywego romantyzmu niemieckiego można by nazwać prawdziwym fenomenem, o ile spojrzymy na to tylko i wyłącznie ze strony filozofii właśnie oraz trendów panujących w ówczesnej Europie. Jednak wbrew pozorom nie odciął się on zupełnie od bujających w obłokach teoretyków, ale odniósł się do ich poglądów w sposób wybiórczy. Myślenie Marksa miało bowiem – w przeciwieństwie do większości jemu współczesnych – cel praktyczny. Był on przecież nie tylko filozofem, lecz także historykiem, socjologiem i ekonomistą. Ale korzenie jego idei sięgają daleko w głąb historii filozofii. Krótki rys filozoficzno-historyczny przedstawia red. Karolina Białkowska.

Narodziny materialistycznej filozofii Karola Marksa w dobie wciąż jeszcze żywego romantyzmu niemieckiego można by nazwać prawdziwym fenomenem, o ile spojrzymy na to tylko i wyłącznie ze strony filozofii właśnie oraz trendów panujących w ówczesnej Europie. Jednak wbrew pozorom nie odciął się on zupełnie od bujających w obłokach teoretyków, ale odniósł się do ich poglądów w sposób wybiórczy. Myślenie Marksa miało bowiem – w przeciwieństwie do większości jemu współczesnych – cel praktyczny. Był on przecież nie tylko filozofem, lecz także historykiem, socjologiem i ekonomistą. Ale korzenie jego idei sięgają daleko w głąb historii filozofii.

Jednym z głównych punktów wyjścia dla myśli marksistowskiej były – jak powszechnie wiadomo – założenia Georga Hegla. Jednak, o czym nie wspomina się już tak chętnie, były one punktem wyjścia dla prawie wszystkich filozofów, których wypluła z siebie europejska ziemia w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. Już za życia nie zbywało mu na popularności, ale kiedy w 1831 roku zmarł na cholerę, kult jego osoby osiągnął istne apogeum. Po kilku latach ekipa znajomych, znajomych znajomych tudzież powinowatych Georga wpadła w kompletny szał organizowania cotygodniowych wykładów, na których wygłaszano przede wszystkim liczne wariacje tej samej syntezy poglądów własnych i wielbionego nieboszczyka. Z tego grona najbardziej wsławił się Friedriech Schelling, który współpracował z Heglem na Uniwersytecie w Jenie. Friedriech miał wyraźną skłonność do pogłębiania wiedzy na temat tego, co Hegel nazwał „duchem świata”, chociaż nadawał temu pojęciu zupełnie inne znaczenie. Ogólnie rzecz ujmując jego założenia, w przeciwieństwie do heglowskich, miały oddźwięk głównie w sferze metafizycznej. Niemniej w dziesięć lat po śmierci Hegla berlińskie wykłady Schellinga cieszyły się niesłabnącą popularnością. Tam też spotkali się dwaj mężczyźni, którzy czerpiąc z dorobku jednego filozofa wyznaczyli dwa zupełnie odmienne kierunki myśli europejskiej. Był to Duńczyk Sorren Kirkegaard i Niemiec Karol Marks. Oboje odwoływali się jednocześnie do myśli klasycznej, tyle że Kirkegaard za obiekt badań wybrał Sokratesa, natomiast praca doktorska Marksa dotyczyła Demokryta i Epikura, czyli starożytnego materializmu. Tym samym wytyczyli kurs swych filozofii; Duńczyk stal się prekursorem późniejszego egzystencjalizmu, a Marks - materialistą. Nie był materialistą „filozoficznym”, jak atomiści antyku, ale główny rdzeń jego myśli opiera się w dużej mierze właśnie na poglądach Demokryta. Przede wszystkim, podobnie jak Grek, Marks wyszedł z założenia, że nic nie dzieje się bez przyczyny, wszystko natomiast – z konieczności. Innymi słowy wszystko jest skutkiem i przyczyną czegoś innego. To dlatego uznał, że sposób naszego myślenia nie jest owocem przypadku, ale w największym stopniu powodowany jest środowiskiem, w jakim się obracamy. W pewnym sensie stanowi ono właśnie ową konieczność. W tej sytuacji nie może ulec zmianie sposób zapatrywania się na historię i jej rozwój, który, jak zauważył Hegel, wywołany jest tylko przez napięcia między przeciwieństwami. Ten sam filozof wysnuł wkrótce przypuszczenie, że założenia duchowe prowadzą do ewolucji zmian materialnych. Było to silnie związane z charakterystycznym dla Hegla idealizmem, ostro skrytykowanym przez Marksa, który nazwał to „stawianiem rzeczy na głowie”. On sam dowodził, że to właśnie zmiany materialne stwarzają nowe założenia duchowe. I tutaj spostrzeżenie swe opierał nie tylko na doświadczeniach własnej epoki, ale na doktrynie Demokryta, który, jak przystało na prekursora materializmu, nie dopuszczał możliwości wpływu „ducha” czy w ogóle wszelkich sfer nienamacalnych na warunki życia doczesnego, nie wykluczył natomiast sytuacji odwrotnej. Przyjmując takie założenie Marks ostatecznie przekreślił słuszność idealizmu Hegla, chociaż nie zrobił tego zupełnie samodzielnie. Pierwszy raz pogląd ten został skrytykowany przez Kirkegaarda, który zwrócił uwagę Marksa na jałowość tez Hegla mówiąc: „ Podczas gdy oddający się spekulacjom Pan Profesor wysokiego rodu wyjaśnia całe istnienie, w roztargnieniu zapomniał, jak sam się nazywa: że jest człowiekiem, tylko człowiekiem, a nie fantastycznym punktem 3/8 jakiegoś paragrafu”. Jakkolwiek jednak w późniejszym okresie Kirkegaard zupełnie zanegował słuszność „mody” na Hegla i ostatecznie zerwał z jego dorobkiem intelektualnym, tak dla filozofii Marksa część heglowskich założeń okazała się istnym kamieniem milowym. Wielką wagę nadał twierdzeniu, że jedyną stałą, której chwycić się może filozof, jest historia. W ten sposób stał się materialistą historycznym; w skrócie jego zapatrywanie się na większość spraw wypływało bezpośrednio z założenia, iż zarówno myśli napływające jako tradycja od ludzi, którzy żyli wcześniej, jak i warunki materialne panujące w danym czasie współuczestniczą w określaniu systemu myślenia. Poza tym, co równie istotne, nie można oderwać żadnej myśli od warunków, w jakich się ona ukształtowała. Dlatego Marks, w przeciwieństwie do Demokryta czy nawet Kanta, uznawał takie wartości jak prawo moralne za właściwe lub niewłaściwe w odniesieniu do rzeczonej bazy społeczeństwa. Podobnie żadna klasa społeczna nie może, i nie będzie, spełniać takiej samej funkcji przez cały czas, ale nie możemy powiedzieć, że którakolwiek z nich jest zła czy dobra. Wszystko bowiem, jak rzekł Hegel, może być złe lub dobre w zależności od warunków historycznych. Ten sam filozof wyprowadził wzór opisujący metodę formowania się kompromisów myślowych, który to wzór Marks wykorzystał przy omawianiu mechanizmu walki klas. W skrócie przedstawia się on następująco: teza + antyteza à synteza, gdzie synteza jest automatycznie kolejną tezą, w opozycji do której pojawia się antyteza itd. Z punktu widzenia socjologa tezą jest tu pewna klasa społeczna, której interesy prowokują powstanie antytezy, czyli klasy przeciwstawnej. W wyniku napięć między nimi niezbędna jest neutralizująca synteza. W przeciwnym razie konflikt może rozwiązać jedynie rewolucja. W ten sposób powstały podwaliny późniejszego szeroko rozwiniętego marksistowskiego materializmu dialektycznego.

Ciekawość Marksa wzbudzało też heglowskie pojmowanie jednostki. Człowiek był tu postrzegany przede wszystkim jako część składowa społeczeństwa, społeczeństwa, z którego nie można się „wypisać”. Ten, kto nie znajdzie swojego miejsca w państwie, jest człowiekiem niehistorycznym; miejsce owo można zaś znaleźć jedynie poprzez pracę. Hegel zauważył, że kiedy człowiek pracuje, ingeruje w przyrodę i tym samym ma na nią wpływ, ona natomiast ingeruje w człowieka i wpływa na niego. Twierdzenie to Marks podchwycił i zmodyfikował. Uznał, że sposób, w jaki pracujemy ma wpływ na naszą świadomość, a nasza świadomość wywiera wpływ na metodę naszej pracy. Innymi słowy, pokaż mi swoją pracę, a powiem ci, kim jesteś. Dla obu, i dla Hegla, i dla Marksa, praca była czymś blisko związanym z tym, co znaczy być człowiekiem, o ile człowiek pracuje dla siebie. W systemie kapitalistycznym praca staje się czymś zewnętrznym, żeby nie powiedzieć obcym. W tej sytuacji Marks posłużył się nawet heglowskim wyrażeniem – robotnik jest wyalienowany.

Marks był z pewnością najbardziej znaczącym dla polityki filozofem, a jego poglądy – punktem zwrotnym w filozofii nowożytnego świata. Świadczą o tym chociażby rewolucje europejskie w latach 1917 – 1919. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że jego dywagacje i działalność w ogóle, wynikały przede wszystkim z poszukiwania recepty na społeczeństwo sprawiedliwe, którego za życia nie zastał. Zainspirowany marksizmem filozof John Rawls próbował powiedzieć coś o tym, posługując się następującym przykładem:

„Wyobraź sobie, że jesteś członkiem wysokiej rady, która miałaby stworzyć wszelkie prawa dla przyszłego społeczeństwa. Członkowie tej rady powinni przewidzieć i uwzględnić absolutnie wszystkie okoliczności, a gdy tylko uzgodnią i podpiszą wszystkie prawa – padną martwi. Ale potem wrócą do życia właśnie w tym społeczeństwie, dla którego sami ustanowili prawa. Chodzi o to, by tworząc je nie mieli żadnych podejrzeń co do tego, jakie miejsce przypadnie im w tym społeczeństwie. I takie społeczeństwo byłoby społeczeństwem sprawiedliwym. Bo powstałoby wśród równych.”

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing