|
W 1996 roku 4,6% ludności Polski żyło poniżej poziomu zapewniającego zaspokojenie potrzeb biologicznych, w 2005 roku było to już 12,3%. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| Rospudnicy, czyli czego bronią polscy ekolodzy? |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 26.02.2007. | |
|
Nagle z pierwszych stron gazet zniknęły teczki. Oczywiście – nie zupełnie, ale IPN ze swoimi skarbami został zepchnięty w jeden z dolnych rogów, a Macierewicz i jego raporty nagle stały się z lekka passe. Czyżby władze IV RP dać swym poddanym odrobinę wytchnienia? Czyżby litość i zmiłowanie ogarnęły medialny establishment? Nic podobnego. Po prostu tym razem w sukurs władzy przyszła „Gazet Wyborcza”, która obmyśla coraz to nowe idee jakby tu zaszkodzić Kaczyńskim. Okazuje się jednak, że w swej gorliwości, elitka z ul. Czerskiej w Warszawie, cokolwiek się ostatnio przeliczyła. Najnowszy fortel spowodował efekt dokładnie odwrotny do zamierzonego. Po raporcie-niewypale, który GW mogła sobie eksploatować jako klęskę do woli, agoralni notable poczuli chyba jakiś swoisty niedosyt i postanowili rozpętać histerię zabarwioną syntetycznie nutką społecznego niezadowolenia. Nagle prasa, telewizja, radio i Internet zapełniły się panicznym lamentem pozorującym troskę o przyrodniczy dobytek Podlasia – dolinę rzeki Rospudy. Jak na złość „Gazecie Wyborczej” rząd jednak nie upadł, a nawet ma się od tego lepiej, gdyż może spokojnie eksploatować ten temat in plus dla siebie i nie musi się już tłumaczyć z postępowania Naczelnego Likwidatora Rzeczpospolitej. Histeria jaką rozkręciła „Gazeta Wyborcza” doprawdy godna jest większej sprawy. Osoba z zewnątrz, gdyby wprowadzić ją w temat, pomyślałaby zapewne (sądząc po intensywności lamentu), że Kaczyńscy kazali spalić pół polski napalmem. Tymczasem chodzi o drogę, której szlak wytyczono właśnie przez dolinę rzeki Rospudy. Owa dolina to miły oku i krzepiący serce krajobraz, ale – co ważniejsze – unikalny ekosystem. Z jego dóbr korzystają rozmaite ptaszki i inne zwierzątka. W wielu wypadkach od istnienia tego ekosystemu zależy być-albo-nie-być niektórych gatunków. Budowa drogi w tym miejscu, zwłaszcza obwodnicy, po której będą mknęły TIRy, zniszczy go bezpowrotnie. Jest to oczywiście pomysł, który zrodzić mógł się wyłącznie u bezmózgowca, którego brak wyobraźni na wszelki wypadek wsparto stosowną sumą pieniędzy podaną tylnymi drzwiami. Decyzja budowy okołoaugostowskiej drogi w tym właśnie miejscu jest decyzją skandaliczną. Tylko czy ekolodzy proponują coś lepszego? Nie. Proponują coś gorszego, bo według ich planów obwodnica ta miałaby podążać szlakiem nieporównywalnie cenniejszym i dewastacja, jakiej by dokonano, byłaby nieporównywalnie większa. Najważniejsze jednak jest to, iż za zasłoną tych oczywistości kryje się gąszcz niuansów nieco bardziej skomplikowany niż budowa cepa. Wiszący na drzewach radykalni ekolodzy urządzają cyrkowe doprawdy spektakle, a medialna transmisja i przejęcie komentatorów tworzą obrazek tak żenujący, że nawet próba jego opisania napawa uczuciem, którego doświadcza pięciolatek, który w przedszkolu popuścił cokolwiek w majteczki i musi teraz o tym powiadomić opiekuna. W miejscu gdzie miały rozpocząć się roboty koczują w tej chwili wszystkie środowiska, które konstytuują charakterystyczne polskie zjawisko – bunt spod znaku „Gazety Wyborczej”. Jest to specyficzna forma wołania o zmiany, której celem jest utrzymanie status quo. Wszystkich, którzy taką „rebelię” uprawiają łączy jedno – neoliberalizm. I choć nie jest to element nadmiernie eksponowany, to jest to w rzeczywistości wspólny rytm, którym biją zjednoczone serca Doroty Masłowskiej, zespołu Cool Kids of Death oraz dziewcząt i chłopców z polskiego Greenpeace i Amnesty International. Ekolodzy i wszelkie wspierające ich autorytety teraz fikają ze zmarzniętymi nosami po drzewach i fotografują się namiętnie na tle namiotów i ognisk mówiąc o bohaterskości i wytrwałości jaką prezentują obrońcy doliny Rospudy. Szkoda tylko, że nikt nie zapytał ich gdzie oni byli i dlaczego nie posunęli się do takich akrobacji gdy rzekę Rospudę przemieniono kilka lat temu w ściek. Rospuda to rzeka o trzecim stopniu czystości – czyli, praktycznie rzecz biorąc, toksyczna. Wtedy nie było jednak spektakularnego alpinizmu wysokodrzewnego, nie było zawodów w odmrażaniu pośladków w namiotach rozbitych na śniegu. Było to bowiem dawno temu, a wtedy… A wtedy mili państwo inne były wytyczne. Wtedy „Gazeta Wyborcza” nie była zajęta dowalaniem Kaczorom, wtedy zajmowała się szlochaniem nad łamaniem praw człowieka na Białorusi i prowadzeniem prywatnej wojny Adama Michnika z Fidelem Castro. Wtedy posłuszni buntownicy latali po ulicach większych miast wrzeszcząc o poparcie dla nieudanych wciąż prób emancypacji dolara na Karaibach i we władztwie Aleksandra Łukaszenki. Teraz jednak, gdy Agora dała zielone światło w dolinie Rospudy można realizować jej interesy również i tam. A że zależało jej na szumie – mamy to co mamy. A co mamy? Mamy sterowany mini-ruch obywatelski. Ludzie podwieszający się pod gałęziami drzew w dolinie Rospudy z pewnością bronią słusznej sprawy. Nie wolno bowiem dopuścić do planowanej dewastacji tego przyrodniczego kompleksu. Problem jednak w tym, że „Gazecie Wyborczej” wcale na tym nie zależy. Agory nie interesuje ani Rospuda, ani ruch społeczny. Ona jest zainteresowana bezkompromisową promocją Platformy Obywatelskiej i neoliberalizmu, i po temu właśnie wykorzysta każdy pretekst. Walka przeciwko Kaczyńskim, w stylu „Gazety Wyborczej”, nie ma na celu zrzucenia z polskiego społeczeństwa prawicowego jarzma, lecz jego jeszcze bardziej stanowcze utrwalenie. Anty-kaczyzm (podobnie jak anty-giertychizm) – tak dziś przecież popularny – jest tylko częścią bitwy o wpływy, w której ekologia nie ma żadnego znaczenia. To, że Agora opowiedziała się za obroną doliny Rospudy jest zwyczajny przypadkiem. Po prostu ktoś uznał, że to będzie ciekawy element rozgrywki i tyle. Gdyby rządzili stronnicy „Gazety Wyborczej” z PO ostrze ataku szło by w odwrotnym kierunku (o ile ktoś w ogóle zawróciłby sobie tym tematem głowę). „Ekolodzy zagrażają polskiej demokracji” pohukiwali by redaktorzy z Czerskiej. „Ekolodzy chcą, by augustowskie dzieci miażdżyły TIRy” grzmiałby zapewne „Super Express” czy inny „Fakt”. Kwestia konfiguracji politycznej, w którą ekolodzy dali się wplątać. Radykalny ekologizm, podobnie jak ostentacyjny wegetarianizm i pozorowany antyfaszyzm oraz dudnienie o prawach człowieka bez chwili refleksji to zwykła pułapka, w którą lewica nie powinna dać się złapać. Są to bowiem systemowe nisze. Tematy, które na pozór kontestują rzeczywistość, a tak naprawdę ją tworzą. Mało tego – są jednym z jej fundamentów. Jedyna droga do lepszego świata, w którym przyroda nie jest podporządkowana zyskowi wiedzie po trupie „Gazety Wyboczej”. Warto by zapamiętali to Ci, którym zależy na realnych zmianach i sensownym politycznym działaniu. Kapitalizm zawsze niesie pożogę… |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |