Dni czerwcowe Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
24.06.2007.
 
W dniach 22- 26 czerwca przypada rocznica największego robotniczego wystąpienia przed Komuną Paryską – tzw. dni czerwcowych w Paryżu w 1848 r. Mimo istotnego dystansu czasowego, jaki dzieli nas od tego wydarzenia, i ogromnego rozwoju ruchu pracowniczego na świecie, tragedia proletariatu francuskiego kończąca Wiosnę Ludów pozostaje dla lewicy niezwykle ważnym doświadczeniem. Płynące z niego wnioski pozostają aktualne do tej pory.

Rok 1848 rozpoczął się we Francji tzw. kampanią bankietową, zorganizowaną przez partię umiarkowanych republikanów. Jej reprezentanci, wywodzący się na ogół ze środowisk średnich posiadaczy, domagali się zmian w prawie wyborczym. Dotychczasowe przepisy pozwalały na udział w wyborach tylko tym, którzy płacili ponad 200 franków podatku. Doprowadziło to do absurdalnej sytuacji, w której wpływ na politykę państwa miał 1% najbardziej majętnych obywateli. W ten sposób u władzy od lat utrzymywali się skrajni konserwatyści, po cichu szykujący powrót monarchii w dawnym stylu, z królem otoczonym dziedziczną arystokracją – z tą różnicą, że zamiast arystokracji z urodzenia byłaby to arystokracja pieniądza. Przedstawicielom drobnej i średniej burżuazji nie było to w smak. Marzyli oni o liberalnej republice, w której łatwo będzie dochodzić do wielkich fortun (po trupach i nie zawsze uczciwie, ale co to szkodzi). Reforma w prawie wyborczym miała być pierwszym krokiem na drodze do całkowitej rezygnacji z monarchii we Francji.

O republice marzyli też inni obywatele nadsekwańskiego kraju. Dla robotników, studentów i części drobnomieszczan słowo to było synonimem miejsca, gdzie zrealizowano ideały wolności i równości powszechnej. Panowało przekonanie, że obalenie władzy królewskiej wystarczy, by rozwiązać większość społecznych problemów. Liczne nielegalne organizacje lewicowe nawiązywały do demokratycznej konstytucji z 1793 r. i do haseł głoszonych niegdyś przez jakobinów. Organizatorzy kampanii bankietowych wiedzieli o tym doskonale. Dlatego nie mieli nic przeciwko masowemu udziałowi radykalnie nastawionych grup społecznych w przygotowywanych przez siebie spotkaniach. Nie oponowali również, gdy przeradzały się one w antyrojalistyczne manifestacje. Kiedy w lutym 1848 r. paryskie masy ludowe spontanicznie obaliły Ludwik Filipa I umiarkowani republikanie błyskawicznie sformowali Rząd Tymczasowy, pozwolili – jak pół wieku wcześniej – na otwieranie radykalnych klubów, wyciągnięcie z lamusa starych rewolucyjnych symboli, a nawet przeprowadzanie niektórych laickich świąt republikańskich. Początkowo zapewniano robotników, prawdziwych twórców przewrotu, że za swój wysiłek zostaną wynagrodzeni. Że nowy rząd zapewni każdemu pracę, zacznie egzekwować przepisy o zakazie zatrudniania kobiet i dzieci na określonych stanowiskach, podniesie płacę minimalną, pozwoli na organizację zrzeszeń pracowniczych (zabronione od 1792 r.), zagwarantuje w przepisach odszkodowania za wypadki przy pracy. Dla jeszcze większego propagandowego efektu, Rząd Tymczasowy przyjął w swoje szeregi robotnika Alberta, aktywnego uczestnika obalenia monarchii. W Paryżu i w całym kraju panowała euforia. Zdawało się, że wielki cel Rewolucji Francuskiej zostanie wreszcie zrealizowany. W końcu II Republika oficjalnie ogłosiła za swój cel wyzwolenie całej ludzkości.

Jednak wprowadzenie w życie oczekiwań większości Francuzów godziłoby w interesy rozwijającego się kapitalizmu. Dlatego w jednym z pierwszych dokumentów wydanych przez nowy rząd republikanie odżegnywali się od jakichkolwiek zamiarów zwiększenia państwowych świadczeń socjalnych kosztem najbogatszych. Dziurę budżetową postanowiono załatać, podnosząc podatki... chłopom (i to po dwóch kryzysach rolniczych z lat 1846 i 1847). Walkę z bezrobociem podjęto - poprzez założenie Warsztatów Narodowych, gdzie 100 tys. ludzi za głodową pensję mogło pracować przy najprostszych robotach ziemnych... Aby jednak zachować pozory, rząd (i to pod wpływem wielotysięcznych manifestacji) zadekretował powstanie Komisji ds. Robotniczych, zwanej Komisją Luksemburską, do której oddelegowano najbardziej lewicowych członków Rządu Tymczasowego, skutecznie eliminując ich z wpływu na dalsze losy kraju. Oczywiście ze względu na brak pieniędzy projekty komisji pozostawały na papierze. Do tego jej członkowie zwyczajnie pogubili się w całej sytuacji. Najbardziej znany, Louis Blanc, historyk i przedstawiciel socjalizmu utopijnego, zachęcał robotników do dalszej ugody z burżuazją, licząc na to, że jej przedstawiciele po przezwyciężeniu pierwszych trudności finansowych odwdzięczą się w końcu za ofiarną walkę pracowników w 1848 r. i wcześniej. Tymczasem rząd skupiał się na innych działaniach. Dokonawszy już skłócenia ze sobą proletariatu miejskiego i chłopstwa, zaczął rozbijać również i solidarność wśród samych robotników. Spośród tych najgorzej płatnych sformował paramilitarną gwardię ruchomą, nie kryjąc się wcale, że ma ona służyć głównie do tłumienia przyszłych rozruchów. Jej członkowie, dla których gwardia stała się szansą na podniesienie pozycji społecznej i zarobku, naturalną koleją rzeczy identyfikowali się z rządem. Ponadto w celu skompromitowania orędowników rewolucji socjalnej i samym pracowników rząd posuwał się do prowokacji. Gdy 16 kwietnia robotnicy po raz kolejny wyszli na ulice, coraz bardziej rozczarowani i zdenerwowani rozwojem sytuacji, sfery rządowe rozgłosiły, że to ultralewica komunistyczna ze słynnym Augustem Blanquim na czele szykuje zamach stanu, a w jego bezpośrednim następstwie natychmiastowe zniesienie wszelkiej własności prywatnej. Alarm udał się. Na ulicach pojawiły się kontrmanifestacje oburzonego mieszczaństwa. Miało to też wpływ na wyniki wyborów powszechnych do Konstytuanty, które miały miejsce 4 maja 1848 r. Zwyciężyli w nich umiarkowani republikanie w koalicji ze zwolennikami monarchii w dotychczasowym konstytucyjnym kształcie. Wynik ten jest najlepszym dowodem na prawdziwe intencje burżuazji w roku 1848. Zależało jej wyłącznie na uzyskanie jak najlepszych warunków do nieograniczonego bogacenia się; do realizacji tego celu cynicznie wykorzystano entuzjazm bojowy i niezadowolenie pracujących. Teraz nikt już nie krył się ze swoją niechęcią dla idei rewolucji socjalnej. Powołany po wyborach Komitet Wykonawczy nie miał już w swoim składzie socjalistów. Zaczęto zamykanie radykalnych klubów i gazet, a czołowi działacze lewicy dostali się do więzienia za udział w kolejnej ogromnej manifestacji 15 maja. Wtedy tłum paryżan wdarł się na salę obrad Konstytuanty. Jeszcze w lutym analogiczna sytuacja sprawiła, że francuski parlament zrezygnował z obrony monarchii i proklamował republikę. Ale teraz posiadacze mieli już wszystko, czego chcieli. Nie zamierzali zatem wspierać dalszych zmian.

I tak 21 czerwca rozwiązana zostaje Komisja Luksemburska i Warsztaty Narodowe. Zaś 100 tys. pracujących w nich ludzi dostaje do wyboru: pobór do armii albo wyjazd na prowincję, do jeszcze gorzej płatnej pracy przy karczowaniu lasów i osuszaniu bagien. Czy można się dziwić, że mieli dość upokorzeń? 23 czerwca kilkadziesiąt tysięcy robotników staje do powstania, które od początku nie miało szans. W ludowych dzielnicach Paryża wyrastają setki barykad. Walka trwa do ostatniego naboju, pod czerwonymi sztandarami z napisem “Żyć pracując albo umrzeć walcząc”. To walka już tylko o godność człowieka. Robotnicy nie mają ani przywódców, ani konkretnego planu działania. Po drugiej stronie barykady rząd posiadaczy ustanawia w kraju stan wojenny, a generałowi Eugeniuszowi Cavaignakowi daje wolną rękę w doborze środków stłumienia powstania. Na gmachach publicznych nadal widnieją napisy “Wolność, Równość, Braterstwo” – a w dowód tego braterstwa wojsko i gwardia ruchoma zabijają w walkach i doraźnych egzekucjach trzy tysiące uczestników powstania. Dalsze 15 000 zostanie później skazane na deportację do zamorskiej Cayenne. 26 czerwca pada ostatnia barykada. W całym kraju zaczyna się polowanie na radykałów. Niecały miesiąc później wolność prasy i organizowania się odchodzi do przeszłości. Do czasów Komuny Paryskiej nie przelano we Francji tyle krwi.

Robotnicy nie mogli w 1848 odnieść zwycięstwa. Jeszcze nie byli w stanie. Wiedzieli, że ich położenie społeczne jest skrajne niesprawiedliwe i byli gotowi walczyć o jego zmianę. Brakowało im jednak konkretnego planu działania, łatwo było o rozbicie ich solidarności, pokutowało również wiele mitów: o możliwości współpracy między pracodawcami i pracownikami przy budowie sprawiedliwego świata czy o harmonijnym charakterze społeczeństwa. Dopiero kolejne doświadczenia i rozwój teorii socjalistycznej pozwoliły na zmiany w pojmowaniu kształtu społeczeństwa i taktyki pracowników w celu poprawy swojej sytuacji. To na barykadach czerwca 1848 r. zaczyna się samodzielna walka francuskich pracowników o sprawiedliwe zarobki, godne warunki pracy i odpowiednią pozycję społeczną. Walka, która przez dziesięciolecia będzie inspiracją i przykładem dla walczących pracowników w całej Europie, która poprzez Komunę Paryską, niezliczone strajki i bunty pozwoli na stworzenie francuskiego modelu socjalnego – który teraz usiłuje rozmontować konserwatywno – nacjonalistyczna ekipa Nicolasa Sarkozy’ego. Nie można do tego dopuścić. Zadaniem współczesnej lewicy jest zachowanie w pamięci tej walki, wyciągnięcie z niej wniosków – i obrona jej owoców.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing