Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty
Praca na Cyprze, czyli wyspa miłości nieodwzajemnionej Drukuj Email
Napisał(a): Paweł Sikorski [socjalizm.org]   
12.12.2006.

"Reprezentuję firmę poszukującą chętnych do pracy w cypryjskich hotelach i restauracjach, a także w sektorze budowlanym. Będziesz zarabiał 250- 300 funtów miesięcznie, w zależności od doświadczenia i umiejętności. Funt kosztuje niecałe 7 złotych. Dzień pracy to na ogół 8-10 godzin, z tym, że w trakcie zawsze jest przerwa. Każda dodatkowo przepracowana godzina jest płatna ekstra. Ile? To już zależy od konkretnej oferty. W tygodniu masz jeden dzień wolny. Pracodawca zapewni ci mieszkanie i wyżywienie. Czy masz ze sobą jakieś CV?"

Miłe złego początki

Tak mniej więcej wygląda początek standardowej rozmowy, interview, z przedstawicielem agencji rekrutującej do pracy na Cyprze ludzi, mających nieszczęście zamieszkiwać kraj, w którym, według optymistycznych danych, 15% ludności czynnej zawodowo nie ma zatrudnienia i stanowi nielichy problem dla polityków, ekonomistów, socjologów etc. Rozmowa ta jest na ogół bardzo miła i sympatyczna. Każdy zostaje wypytany o wykształcenie, doświadczenie wyniesione z poprzednich miejsc pracy. Zazwyczaj ważna jest także znajomość języków obcych. Mile widziana jest umiejętność posługiwania się angielskim, ale przydatny jest także rosyjski. Jednak, z punktu widzenia agencji rekrutującej, najważniejsza jest chęć wyjazdu i pełna dyspozycyjność w pracy. Śmiało można zatem stwierdzić, że wymagania nie są nadmiernie wygórowane i zarobkowy wyjazd na Cypr, zwany też Wyspą Miłości lub Wyspą Afrodyty, może stosunkowo łatwo dojść do skutku.

Liczba Polaków poszukujących zatrudnienia zagranicą nie jest nikomu bliżej znana. Wielka to szkoda, gdyż tym samym umyka z pola widzenia cała rzesza pracowników oszukanych przez pośredników oraz tych, którzy nieświadomi swych praw, padają ofiarą nieuczciwych pracodawców na Cyprze.

Jest to zjawisko niezwykle częste. Na Cyprze nie ma kodeksu pracy. Zatem prawa pracownicze wynikają bezpośrednio z kontraktów zawartych pomiędzy zatrudnianym i zatrudniającym. Ważną rolę w tym systemie odgrywają też układy zbiorowe negocjowane przy udziale cypryjskich central związkowych. Z całą pewnością swą treścią nie odbiegają zasadniczo od tzw. europejskich standardów. Wychodzi bowiem na to, że normalny dzień pracy trwa osiem godzin, w tygodniu zaś przepracowuje się ich 40. Dopuszczalne są też umowy zobowiązujące pracowników do wykonywania swych obowiązków dłużej, ale za to mają być oni wynagradzani dodatkowo. Mogłoby się wydawać: całkiem dobrze.

Piekło w zasięgu ręki

Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona. Po pierwsze, niezwykle często, pracodawca cypryjski zrobi absolutnie wszystko, co w jego mocy, by przekonać podwładnego, że podpisany kontrakt nie obowiązuje („ja tego dokumentu na oczy nie widziałem”), wbić pracownikowi do głowy, że nie przysługują mu żadne prawa, wypłata wynagrodzenia jest dobrą wolą szefa, a związki zawodowe powinien omijać szerokim kołem.

Znajdując się na południowo- wschodnich rubieżach Europy, będąc kilka tysięcy kilometrów od miejsca zamieszkania, nie znając języka greckiego, polski pracownik znaleźć może się w dramatycznym wręcz położeniu. Cypr okazuje się prawdziwym piekłem. Bynajmniej nie ze względu na temperatury sięgające 45 st. Celsjusza w cieniu. Dzieje się tak dlatego, że dzień pracy trwać może 12 godzin; nierzadko przez kilka tygodni z rzędu nie ma mowy o dniu wolnym. Ma to miejsce szczególnie w okresie natężonego ruchu turystycznego, czyli w okresie od maja do września. Piękną plażę i morze oglądać można jedynie z okna swego miejsca pracy. Po jej zakończeniu na ogół zwyczajnie nie ma się siły ani ochoty na nic innego, niż pójść czym prędzej spać, gdyż następnego dnia trzeba będzie równie intensywnie i ciężko pracować. Hotele, bary, restauracje zmieniają się w małe piekiełka dla pracowników. Właściciele geszeftów zatracają jakiekolwiek ludzkie odruchy. Jedyne co ma dla nich znaczenie, to maksymalizacja zysków i minimalizacja kosztów. Najgorsze jest jednak to, że kiedy sezon się kończy, mamy do czynienia z sytuacją, którą najlepiej określa powiedzenie: sługa zrobił swoje, sługa może odejść. Czyli, po półrocznej harówce na budowie, przy zbieraniu owoców, w kuchni, jako barman, w upale czy w tropikalnym deszczu, nie ma mowy o przedłużeniu umowy o pracę. Naturalnie, jeśli pracownik sprawdził się na swym stanowisku, może liczyć na zatrudnienie w następnym roku, ale większość kończy swą cypryjską eskapadę pod koniec października. Jak żyć w taki sposób? Jak zaplanować swą przyszłość i karierę? Jak ośmielić się pomyśleć o założeniu rodziny?

Powrót do przeszłości

Niewielu cypryjskich pracodawców ośmieliłoby się traktować rodzimych pracowników w podobny sposób co Polaków; żaden autochton nie zgodziłby się na stawki finansowe oferowane ludziom z Europy Środkowej, nie mówiąc o tym, że płacenie poborów na czas, czy wynagradzanie nadgodzin nie jest bynajmniej regułą. Cypryjscy pracodawcy wiedzą jednak, co skłoniło Polaków, Słowaków czy Czechów do wyjazdu zarobkowego za granicę i perfidnie to wykorzystują. 

Czy można zaradzić podobnym sytuacjom? Na pewno nie wyeliminujemy ich do końca, ale z cała pewnością niezbędne jest zacieśnienie współpracy polskich central związkowych i ich odpowiedników na Cyprze, by przynajmniej ograniczyć to zjawisko. Niezbędne jest uświadomienie wyjeżdżających Polaków, że związki zawodowe są na miejscu po to, by w razie konieczności im pomóc i że nie należy się obawiać zwrócić o pomoc. Możemy bowiem zaryzykować twierdzenie, że to co ma często miejsce na Cyprze, przypomina najgorsze formy wilczego kapitalizmu rodem z XIX wieku, a powrót do przeszłości nikomu na zdrowie jeszcze nie wyszedł. 

PS – autor poniższego artykułu pracował na Cyprze w Andreas Diavastos Pepperoni Pizza ltd. w Limassol. Miało to miejsce od kwietnia do listopada 2005 roku.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing