Co z Hondurasem? Drukuj Email
Napisał(a): Kamil   
29.08.2009.
 
Atmosfera ponownie zagęszcza się na kontynencie Ameryki Łacińskiej. Prócz odrodzenia się sporu między Wenezuelą, a Kolumbią, mającego źródła w przyzwoleniu tego drugiego kraju na rozmieszczenie nowych amerykańskich baz na swoim terytorium, wciąż nie rozwiązana jest sprawa puczu w Hondurasie i wydalenia przez juntę z kraju  urzędującego prezydenta Manuela Zelayi.

Gdy pod koniec czerwca doszło do zamachu stanu, na myśl przychodziły analogie tak dobrze tutaj znanych krwawych przewrotów sponsorowanych przez USA.  Honduras leżący na peryferiach kapitalizmu, umożliwiający amerykańskim towarom swobodny dostęp do lokalnego rynku (z negatywnym skutkiem dla rodzimych producentów), oraz co najważniejsze, posiadający na swoim terytorium – w Soto Cano – amerykańską bazę wojskową, służącą podczas zimnej wojny za przyczółek  do amerykańskich działań w Ameryce Środkowej, uznać należało za jeden z wielu przykładów zależności słabego państwa od wielkiego hegemona. Sytuacja ta zaczęła zmieniać się za prezydentury „Mela” Zelayi, który rozpoczął proces odzyskiwania niezależności od obcych wpływów i kształtowania rzeczywistości zgodnie z potrzebami honduraskiego społeczeństwa. Zbliżenie się z Wenezuelą, oraz wstąpienie do ALBA w oczach stronników Wuja Sama spowodowało obawy przed trwałym wpadnięciem w orbitę Hugo Chaveza, co równocześnie oznaczać musiało koniec samowolki USA i ponadnarodowych korporacji w tym małym kraju. Wojsko, którego dowódcy szkoleni są w amerykańskich instytucjach, wykorzystało plany „Mela” przeprowadzenia referendum konstytucyjnego w sprawie możliwości ubiegania się przez głowę państwa o drugą kadencję, jako pretekst do jego usunięcia. Pucz miał rozwiązać problem Zalayi i dać wszystkim do zrozumienia, iż zamysł wstąpienia na drogę, po której kroczy już Wenezuela należy wybić sobie z głowy. Jednakże, (rzekoma) przemiana zagranicznej polityki USA i słowa Obamy dystansującego się od sposobu prowadzenia dyplomacji poprzedniej administracji Białego Domu skomplikowała plany rebeliantów. Polityka puczystów doprowadziła do wybuchu protestów w obronie wypędzonego, legalnego prezydenta, zaś sam zamach stanu został skrytykowany przez opinię międzynarodową. Mediacje z nową władzą nie doprowadziły jednak do rozwiązania sytuacji. Skądinąd Manuel Zelaya słusznie uważa, iż “Kryzys honduraski może być rozwiązany przez jego prawowite władze i rząd USA w pięć minut”. Jak na razie sytuacja w Hondurasie zdaje się patowa.

Obecnie rośnie wewnętrzny nacisk na powrót do relacji sprzed  zamachu stanu. Stronnicy usuniętego przez wojsko prezydenta wezwali, aby w najbliższy piątek (28.8) na całym świecie odbyły się protesty przeciwko obaleniu legalnie wybranych władz kraju. Główna manifestacja ma odbyć się już jutro, w stolicy kraju, Tegucigalpie przed ambasadą USA.  Stronnicy obalonego  Manuela Zelaya, skupieni we Froncie Narodowym, chcą zaprotestować przeciwko poparciu jakie Biały Dom udziela przeciwnikom prawowitej władzy, oraz braku zdecydowanego potępienia zamachu. “Apelujemy do ludzi na całym świecie, którym leży na sercu obrona demokracji do dołączenia do naszych protestów i wyrażenia solidarności z walką przeciwko dyktaturze” – cytują zwolenników Zelayi latynoamerykańskie agencje.

Walka o niezależność Ameryki Łacińskiej trwa. Wojskowo-oligarchiczne siły, materialnie (i nie tylko) uzależnione od USA nie chcą dopuścić do społecznego wyzwolenia narodu honduraskiego. Czas pokaże, czy boliwariańska rewolucja ogranie cały kontynent.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing