O Chinach słów kilka Drukuj Email
Napisał(a): Weronika Szydłowska [socjalizm.org]   
21.08.2008.

Czym dokładniej są Chiny? Jest to czwarty co do wielkości kraj świata, położony w Azji Środkowo-Wschodniej. Zamieszkuje go przeszło 1,3 mld ludzi z 56 grup etnicznych. Obywatele Chin posługują się ośmioma językami i wieloma dialektami. Do końca lat siedemdziesiątych w ChLR rząd maoistowski sprawował władzę na kształt totalitaryzmu stalinowskiego, lecz już w latach osiemdziesiątych nastąpiła odwilż zarówno polityczna, gospodarcza, jak i społeczna. Zbyt często mainstreamowe media nazywają Chiny komunistycznymi. Nominalnie znaleźć możemy tam „socjalizm”, lecz w rzeczywistości jest to ustrój kapitalistyczny. Chińczycy nie mają żadnych zabezpieczeń socjalnych ze strony państwa. Za opiekę zdrowotną dotychczas płaciły zakłady pracy, jednak stale rosnące koszty świadczeń zdrowotnych sprawiły, że teraz robotnicy de facto sami opłacają koszty swojego leczenia. W najgorszym położeniu są mieszkańcy wsi, których na lekarza po prostu nie stać. Rząd odwołuje się do nacjonalizmu, by zamienić niezadowolenie społeczne w szeroko pojętą miłość do państwa. Czy tak właśnie wygląda komunizm? Zdecydowanie nie. Bardziej przypomina mi to kapitalistyczne Stany Zjednoczone…

Chińskie otwarcie gospodarcze sprawiło, że kapitalizm rozpanoszył się tam na dobre. PKB ChRL w 2006 roku wyniosło 2 512 mld $, z czego większość stanowią zagraniczne inwestycje w fabryki z tanią siłą roboczą. Wielkie koncerny łamią prawa pracownicze i prawa człowieka w Chinach. O tym na Zachodzie nikt jednak nie wspomina.

Zajmijmy się wreszcie uciskanym Tybetem. Tybetem, w którym przed „chińską okupacją” panował feudalizm. Mnisi uważali ludność tybetańską za swoją własność. Niepokornych zabijali. Chiny wkroczyły w 1949 roku do Tybetu, w którym trwała rewolta przeciw mnichom. Po kilku miesiącach konfliktu Lhasa porozumiała się z Pekinem i tak ustanowiono Tybet częścią Chińskiej Republiki Ludowej. Wbrew temu, co można usłyszeć czy przeczytać w kapitalistycznych mediach Tybet nie był dla Chin po prostu kolejną zdobyczą. Pekin zaczął inwestować w ten górzysty region. Zbudowano fabryki, doprowadzono prąd, wprowadzono obowiązek szkolny dla dzieci w wieku 7-17 lat, a ostatnio doprowadzono kolej. Wyciągnięcie Tybetu z zacofania godnego średniowiecznej Europy zajęło Chińczykom dużo czasu, a teraz mówi się o tym jako o okupacji…

Nie przeczę, iż władze chińskie łamią prawa człowieka w Tybecie i w innych częściach ChRL, nie wolno jednak zapominać, że Tybetańczykom nie zależy na powrocie do dawnego porządku. Chcą po prostu większej swobody i równouprawnienia wewnątrz państwa chińskiego.

Dziwnym dla mnie jest antychiński fetyszyzm w świecie, gdzie dzieci umierają z głodu, choć produkujemy żywności dla 8 mld ludzi. W świecie, gdzie prostytucja dzieci jest legalna (m.in. Indonezja). Dlaczego głośno krzyczy się o łamaniu praw człowieka w komunistycznych Chinach, a nie o amerykański więzieniu Guantanamo na Kubie, czy o gwałtach i mordach na ludności cywilnej w Iraku i Afganistanie dokonywanych przez żołnierzy z armii „stabilizacyjnych”? Dlaczego tak cicho wspomina się o dzieciach pracujących po 10 godzin dziennie w Indiach i Afryce? Czy tam nie łamie się praw człowieka? Cóż, najwyraźniej tylko komuniści są do tego zdolni…

Olimpiada to piękna tradycja współzawodnictwa, tolerancji, jednoczenia się narodów. Dawno jednak przestała być świętem sportu. Teraz to tylko impreza, na której wielkie koncerny mogą sporo zarobić. Zawodnicy i trenerzy dawno temu zapomnieli o zasadzie fair-play i korzystając z dobrodziejstw nauki fundują sobie doping z komórek macierzystych, póki co niewykrywalny. W świecie, gdzie za pieniądze można kupić wszystko prawa człowieka się nie liczą. Tu nie chodzi o Tybet czy uciskanych chińskich robotników. To gra polityczna o wielką stawkę. Starcie dwóch gospodarczych gigantów - kwitnących Chin i chylącego się ku upadkowi USA. Stany, które mają wielomiliardowe długi w chińskich bankach potrzebują zabezpieczenia politycznego. Tonący Tybetu się chwyta.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing