Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Polacy chcą alternatywy Drukuj Email
Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org]   
24.10.2007.

21 października w przedterminowych wyborach parlamentarnych PiS poniósł klęskę większą niż porażka lustracji, dekomunizacji i antyaborcyjnych poprawek konstytucyjnych. PiS utracił władzę, chociaż zrobił wszystko, by ją utrzymać. Nie dopuścił do powstania komisji śledczych w sprawie Barbary Blidy i akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Prowadził kampanię wyborczą w sposób bezpardonowy, emitując agresywne spoty i atakując w ostatnim momencie skorumpowaną posłankę PO. Tradycyjna strategia z poprzednich wyborów jednak zawiodła. Wynik PiS jest ilościowo lepszy niż dwa lata temu, ale co z tego, skoro dał tylko drugiej miejsce i odesłał Kaczyńskich z powrotem w ławy opozycji. Dlaczego pozornie sprawdzone metody zawiodły? Odpowiedż jest prosta.

Polacy mieli po prostu dość. Mieli dość kolejnej partii politycznej, która odwoływała się do zwykłych obywateli, udawała rzecznika szeregowych pracowników, by po dojściu do władzy zupełnie „zapomnieć” o złożonych obietnicach i realizować zgoła inne cele. Wobec ogromnego rozczarowania, jakim były dwa lata rządów Pis agresywna kampania nie mogła wywrzeć takiego efektu, jak w poprzednich wyborach. Bo i co miał pomyśleć zwykły Polak widząc spot wyborczy Kaczyńskich? Uśmiechnięty drobny przedsiębiorca chwali rząd za to, że walczył z przestępczością i pozwolił mu rozwijać interes. Uśmiechnięta rodzina dziękuje Pisowi za wspieranie polskich rodzin. Uśmiechnięty Jarosław Kaczyński prezentuje gazety piszące o wzroście gospodarczym. Gdzie wyjeżdżający do pracy za granicę? Gdzie pracownicy harujący za marne grosze po kilkanaście godzin? Nie zmieścili się w kadrze? Przy takiej polityce ignorowania wyborców i sprowadzania ich do rangi przysłowiowego stada baranów zaiste ciężko się dziwić, że wyborcy w odpowiedzi – zignorowali PiS. Uzyskane 32% powinno w tym kontekście cieszyć. Gdyby PiS jeszcze trochę porządził, miałby wszelkie szanse skończyć jak w 2005 r. SLD.

Rozczarowanie rządami PiS doskonale pokazuje wzrost frekwencji do 53,8%, co okazało się wielkim zaskoczeniem nawet dla wszechwiedzących neoliberalnych politologów. Przynajmniej pewna część społeczeństwa polskiego przekonała się, że świadoma rezygnacja z demokratycznych przywilejów nie jest środkiem do wprowadzania pożądanych zmian w otaczającej rzeczywistości. Wzrost ten miał również istotny wpływ na ostateczne wyniki. Swój głos – protest przeciwko rzeczywistości pod rządami PiS oddała istotna część tych, którzy dwa lata temu zostali w domach. Świadczy to o tym, iż bardziej zdecydowana niż ostatnio kampania medialna na rzecz uczestnictwa w wyborach odniosła skutek; co ważniejsze pokazuje jednak również stopień zdesperowania Polaków, którzy zdecydowali się w końcu zaprotestować – w taki sposób, jaki znali.

Zwycięstwo PO, choć nieco zaskakuje rozmiarami, dla trzeźwo myślących też nie jest szczególną niespodzianką. Dwa lata temu Platforma poległa na całej linii na polu propagandowym, dając sobie przykleić łatkę skorumpowanych liberałów, pragnących wzbogacić się kosztem zwykłych ludzi, co oczywiście jest prawdą. W tych wyborach Donald Tusk, czując nóż na gardle, zdołał wykreować się na polityka konkretnego, skupionego na rzeczywistych problemach kraju, a nie rozliczaniu przeszłości. Wydatnie mu w tym pomogły występy w telewizyjnych debatach. Lider PO był bodaj jedynym z trzech ich uczestników, który podszedł do sprawy poważnie. Odważnie atakował Kaczyńskiego, popierał swoje wypady statystykami i cały czas podkreślał, jak wiele obietnic PiS nie zostało zrealizowanych. Tusk zadał pytanie, które - jako lider formacji z lewicą w nazwie –powinien postawić Aleksander Kwaśniewski: gdzie są trzy miliony mieszkań? W porównaniu z plączącym się w odpowiedziach, dobrym tylko w atakach personalnych Kaczyńskim, Donald Tusk wypadł zatem wręcz znakomicie i tym samym zrealizował propagandowy cel PO na te wybory – przekonał Polaków, że jedyną alternatywą dla rządów PiS jest zwycięstwo Platformy. Spośród nieco ponad 40% wyborców, którzy tę partię poparli, spora część nie głosowała na podatek liniowy ani kapitalizm bez żadnych ograniczeń, ale po prostu na rząd, który nie będzie pisowski.

Czy alternatywa wobec PiS istniała? W tych wyborach – nie. Odpowiedzialny za tę sytuację jest przede wszystkim blok Lewicy i Demokratów, który pokazał w tych wyborach, jak nie należy prowadzić kampanii. Wielką porażką była pierwsza twarz kampanii – Aleksander Kwaśniewski zwracał na LiD uwagę mediów tylko kolejnym występami publicznymi pod wpływem napojów wyskokowych. Nie wygłosił ani jednej merytorycznej wypowiedzi, nie wykorzystał dużego przecież potencjału zaufania społecznego zdobytego w czasach prezydentury. Kierownictwo LiD prowadziło kampanię w sposób bojaźliwy, jakby się obawiało ostrzejszych sporów politycznych. Cały blok sprawiał wrażenie totalnie bezbarwnej zbieraniny przypadkowych ludzi, którzy chcieliby dojść do władzy, ale nie wiedzą nawet, pod jakimi hasłami, nie wspominając już o dalszym pomyśle na rządzenie. LiD na przemian odżegnywał się od wszelkich socjalnych haseł i wdzięczył się do związków zawodowych, deklarował raz, że lewicą jest, innym razem – że nie. Ani razu przedstawiciel bloku nie zaatakował otwarcie rządu Kaczyńskiego. Nawet jeśli odrzucimy względy ideowe i ocenimy kampanię LiD wg kryteriów czysto socjotechnicznych, dojdziemy do wniosku, iż była ona całkowicie nieprzemyślana. O poszanowaniu dla ideowości w kierownictwie LiD lepiej nic już nie mówić.

Mało tego. Styl retoryki zwycięskiej Platformy jest momentami niezmiernie podobny (choć bardziej wyważony) do tego, jaki cechował przed dwoma laty PiS. Donald Tusk w swoich wypowiedziach nieustannie podkreślał, że Platforma Obywatelska dąży do tego, by Polakom żyło się lepiej. Wprawdzie nie składał obietnic społecznej solidarności, jednak sugerował tym samym niedwuznacznie, że jego partia chce działać na rzecz całego społeczeństwa i przyczyniać się do dobrobytu zwykłych ludzi. Tym samym w całej okazałości ukazuje się sztuczność legendarnego podziału społeczeństwa polskiego na zwolenników „układu” i zwolenników „Polski solidarnej”. Podział, owszem, zaistniał. Na tych, którzy szanse na realizację prospołecznych zmian nadal widzą w partii braci Kaczyńskich – i tych, którzy rozczarowani ich dotychczasowymi „osiągnięciami” oraz postawą i programem LiD-u zdecydowali się powierzyć to zadanie Donaldowi Tuskowi i jego ludziom.

Jest to kolejny dowód na to, że otwarcie liberalnymi hasłami nie zdobędzie się w Polsce władzy. Polacy nie chcą, by o wszystkim  w ich kraju decydowała „niewidzialna ręka rynku”. Wręcz przeciwnie. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że gdyby istniała nad Wisłą formacja ideowo lewicowa, to do niej należałoby zwycięstwo – czy przynajmniej wysoka pozycja - w wyborach 21 października.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing