|
Jedyną grupą społeczną w Polsce, która od 1990 z roku na rok żyje coraz lepiej są pracodawcy. Ciągle narzekający i domagający się dalszych udogodnień są najbardziej roszczeniową grupą społeczną w Polsce. |
| Betancourt: Twarzą do słońca? |
|
|
| Napisał(a): Tomasz Rafał Wiśniewski | |
| 13.08.2008. | |
|
Bez względu na to, jak tajemnicze wydają się okoliczności uwolnienia Ingrid Betancourt oraz towarzyszących jej amerykańskich najemników i przedstawicieli kolumbijskiej soldateski, fakt utracenia przez Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii swej najpoważniejszej karty przetargowej w politycznej rozgrywce z reżimem Alvaro Uribe stawia w całkowicie nowym świetle perspektywy prowadzenia dalszej walki rewolucyjnej w kraju rządzonym przez bojówkarzy i narkotykowe kartele. Jeśli nawet oficjalna wersja wydarzeń odbiega w pewnych aspektach od rzeczywistości, nie ulega wątpliwości, że walczący od kilkudziesięciu lat kolumbijscy partyzanci najwyraźniej tracą nie tylko zdolność do zadawania przeciwnikowi poważnych strat ale przede wszystkim możliwość sprawnego i skutecznego kontrolowania opanowanych przez siebie terenów. Od kilku już miesięcy dla nikogo nie stanowiło szczególnej tajemnicy, iż nieustannie topniejące oddziały FARC stanęły przed koniecznością bardzo poważnej rewizji obranej przez siebie strategii , która w swej dotychczasowej postaci prowadziła wprost do postępującej demoralizacji członków poszczególnych oddziałów oraz coraz poważniejszych napięć w samym kierownictwie organizacji. Śmierć osławionego przywódcy FARC, Manuela Marulandy, doprowadziła do bardzo istotnej dezintegracji systemów dowodzenia i zaopatrzenia, co w połączeniu z zabiciem przez rządowe komando jednego z najpoważniejszych dowódców polowych, Luisa Edgara Devia Silvy, przyczyniło się do znacznego osłabienia siły bojowej organizacji, która w zasadzie nie była już w stanie prowadzić żadnych poważnych akcji zaczepnych. W tej sytuacji, nowym dowódcą FARC-u wybrany został Guillermo León Sáenz, znany lepiej pod bojowym pseudonimem Alfonso Cano. Ten pochodzący z zamożnej rodziny intelektualista, studiujący w swoim czasie antropologię i prawo, stanął przed koniecznością odbudowy rozpadających się struktur organizacji i jednoczesnego wypracowania nowej strategii politycznej, która brałaby pod uwagę zmienioną sytuację wewnętrzną. Maltretowani przez związane z rządem faszystowskie bojówki kolumbijscy chłopi mieli już najwyraźniej dość przeciągającej się wojny domowej i w coraz mniejszym stopniu wspierali działania FARC, który ze swej strony, w celu wymuszenia posłuszeństwa, zmuszony był nieraz posuwać się do stosowania bardzo brutalnych metod. Cano doskonale wiedział, że nadszedł czas rozpoczęcia niezwykle subtelnej rozgrywki, której ostatecznym celem byłoby z jednej strony osiągnięcie przez FARC jak największych korzyści natury politycznej, z drugiej zaś, zakończenie krwawej wojny, której militarne rozstrzygnięcie na rzecz którejkolwiek ze stron nie było już w żadnym stopniu możliwe. W nadchodzącej rozgrywce olbrzymią rolę odgrywali zatrzymani przez FARC polityczni zakładnicy, wśród których najistotniejszą postacią była bez wątpienia Ingrid Betancourt, w swoim czasie kandydatka na prezydenta Kolumbii. Z uwagi na swe podwójne, francusko-kolumbijskie obywatelstwo, Betancourt stanowiła również obiekt zainteresowania Paryża, który niejednokrotnie deklarował gotowość podjęcia się bezpośrednich rozmów z FARC, jeśli ich wynikiem miałoby być uwolnienie niedoszłej pani prezydent. FARC zdawał sobie sprawę, że wobec nieprzejednanej postawy prezentowanej przez reżim Uribe, tylko bardzo skomplikowana gra dyplomatyczna, w którą poza Francuzami zaangażował się Hugo Chavez, może doprowadzić do zawarcia satysfakcjonującego kompromisu. Od początku sprawowania swej funkcji przywódcy organizacji Cano nie ustawał w wysiłkach, aby doprowadzić do akceptowalnego przez wszystkich zainteresowanych porozumienia. Jednak zachęcani przez Waszyngton do nieustępliwości przedstawiciele rządu w Bogocie nieustannie bojkotowali wszelkie rozwiązania, narażając tym samym życie zarówno samej Betancourt, jak i wielu innych zakładników. Ostatecznie FARC zdecydował się na gest dobrej woli i uwolnił kilku przetrzymywanych, dając tym samym do zrozumienia, iż nie widzi żadnych przeszkód w kontynuowaniu rozmów, podkreślając jednocześnie, że inicjatywa przeszła tym samym w ręce rządowe. Nigdy nie dowiemy się, do czego mogłaby ostatecznie doprowadzić misterna gra prowadzona przez przywódcę FARC-u, gdyż w swoich kalkulacjach nie wziął on pod uwagę kilku niezwykle poważnych okoliczności. Podstawowym błędem Cana było niedocenienie stopnia infiltracji szeregów FARC-u przez amerykańską agenturę, która krok po kroku rozszyfrowała logistyczną sieć kolumbijskich rewolucjonistów. Posługując się podstępem, przekupstwem i szantażem, Amerykanie doprowadzili do kompletnego rozbicia komunikacyjnej struktury organizacji i w rezultacie unieszkodliwili centralny system dowodzenia. Podejmując akcję uwolnienia zakładników, rządowe siły kolumbijskie dysponowały wystarczającą ilością danych, by bez szczególnych przeszkód doprowadzić swoją operację do końca. Warto wspomnieć na marginesie, iż kilka dni przed uwolnieniem Betancourt, przedstawiciele FARC przebywali w Europie i prowadzili tajemnicze rozmowy ze swoimi francuskimi partnerami. O tym, czy owe rozmowy pozostawały w jakimkolwiek związku z działaniami prowadzonymi przez Bogotę, nigdy prawdopodobnie się nie dowiemy. Dziś Ingrid Betancourt jest wolna, i, jak sama stwierdziła, „mogłaby na temat FARC napisać doktorat”. Bez względu na to, czy jej ewentualnym promotorem miałby być Alvaro Uribe, czy Nicolas Sarkozy, dla kolumbijskich rewolucjonistów nadchodzą bardzo trudne dni. Z jednej strony, jeśli wersja opowiedziana przez rząd w Bogocie jest bliska prawdzie, FARC jako rewolucyjna organizacja zbrojna poniósł poważną klęskę i ujawnił całemu światu swą słabość, rozbicie i kompromitujący stan systemu dowodzenia. Jeśli z kolei Ingrid Betancourt zawdzięcza swą wolność zakulisowym rozmowom dowództwa FARC z anonimowymi mediatorami, sytuacja jest jeszcze poważniejsza, gdyż oznaczałoby to, iż sam Cano, bądź jego współpracownicy uznali, że ich położenie wygląda wystarczająco katastrofalnie, by wyrazić zgodę na kompromitujące warunki porozumienia. W takiej sytuacji, dowództwo Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii musi chyba stawić czoła prawdzie, że kontynuacja dotychczasowych form walki oznacza niebezpieczeństwo nie tylko porażki, ale przede wszystkim, powolnego przekształcenia się żołnierzy FARC w pospolitych bandytów trudniących się kidnapingiem. Alfonso Cano zdaje sobie chyba sprawę, że do tego właśnie nie wolno mu dopuścić. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |