|
52% obywateli wschodniej części Niemiec uważa, że gospodarka rynkowa im „nie odpowiada”, a 43% preferowałoby socjalizm od kapitalizmu. |
| Balcerowszczyna stosowana – część trzecia |
|
|
| Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org] | |
| 25.10.2008. | |
|
Bezmyślność nr 5 Trudno z pozycji zewnętrznego obserwatora komentować poszczególne przypadki, bo trzeba być w skórze tych ludzi. To, co nowe, to fakt, że tego typu działania dotyczą nie tylko typowych banków depozytowych, ale także instytucji, które nie gromadzą depozytów, to jest banków inwestycyjnych, a ostatnio firmy ubezpieczeniowej. Jaki argument decyduje przy udzielaniu im pomocy? Nie tylko to, że są bardzo wielkie, ale także to, że są bardzo silnie powiązane z innymi. Nowoczesne techniki finansowe spowodowały wzrost siły powiązań pomiędzy częściami sektora finansowego i w efekcie trzeba w każdym przypadku ocenić, czy pozwolenie na zadziałanie normalnym procesom rynkowym naruszy stabilność całego systemu, czy nie. W dodatku trzeba pamiętać, że w obliczu kryzysu kluczowe decyzje muszą zapaść w ciągu zaledwie kilku – kilkunastu godzin! Panie Profesorze, chyba nie chce Pan powiedzieć, że Pan, wybitny ekonomista i wielki teoretyk i strateg kapitału, nie może „komentować” ze względu na pozycję „zewnętrznego obserwatora”? Niejeden ostrożniejszy Czytelnik potraktować może to jako mocno zawoalowane przyznanie się do umysłowej i intelektualnej niemocy w zakresie spraw raczej oczywistych. Trudno zatem powiedzieć jakie przesłanki powstrzymują Pana od tego komentarza, ale jeśli są to te same, które zainspirowały Pana do sformułowania wyżej cytowanej wypowiedzi, to trudno określić je inaczej – zachowując standardy mieszczańskiej kultury – jak księżycowo-lunatyczne. Po kolei. Zacznijmy od tego, iż „fakt, że tego typu działania dotyczą nie tylko typowych banków depozytowych, ale także instytucji, które nie gromadzą depozytów, to jest banków inwestycyjnych, a ostatnio firmy ubezpieczeniowej” wcale nie jest taki nowy. Owszem, po raz pierwszy mamy z tym do czynienia na taką skalę. Jakby Pan nie wiedział dlaczego to pozwoli Pan, że podpowiem – otóż dlatego, że pańscy kumple (po fachu i nie tylko) na całym świecie tak intensywnie spekulowali kasą, chętnie mnożąc jej wirtualne wartości. Taka metoda działania została ochoczo podjęta przez wszelkiej maści „menedżerów” zasiadających w zarządach koncernów transnarodowych. Skutkiem tej wspaniałości były takie zjawiska jak np.: delokalizacja, o której – jak mniemam – musiał Pan gdzieś, kiedyś usłyszeć. Nawet Pana ulubione media grzmiały o tym jeszcze dwa, trzy lata temu. Polega to (między innymi) na zamykaniu jakiegoś zakładu produkcyjnego i otwieraniu go kraju „bardziej konkurencyjnym” mówiąc pańskim językiem lub też – mówiąc językiem normalnych ludzi – w kraju gdzie możliwości skuteczniejszego i bardziej brutalnego wyzysku były prawnie lepiej usankcjonowane. Zamykanie wielkich fabryk skutkowało ruiną nie tylko pracowników tegoż, ale plajtą całego regionu. Wszak tego typu jednostki mają powiązanych ze sobą mnóstwo podwykonawców (notabene – podwykonawstwo jest również, choć pośrednio, formą gospodarowania spekulacyjnego zważywszy na to jak często i chętnie podwykonawców duże zakłady zmieniają) i innych dużych spółek, fabryk, manufaktur, zakładów rzemieślniczych, drukarni itp. Nie przypominam sobie, by wówczas Pan określał to jako problem. A teraz tak. „Jaki argument decyduje przy udzielaniu im pomocy? Nie tylko to, że są bardzo wielkie, ale także to, że są bardzo silnie powiązane z innymi”. Panie Profesorze, a czy nie wydaje się Panu, że troszkę nieprzyzwoitym jest ukrywać (względnie: celowo bagatelizować) najważniejszy element odpowiedzi na pytanie, które sam Pan sobie postawił? Wszak wszyscy gigantyczni bankruci – zaraz po tym jak się takimi okazali – mieli do powiedzenia władzom centralnym w USA tylko jedno: „my nasraliśmy i wy to lepiej czym prędzej posprzątajcie, bo jak nie to wszyscy będą mieli totalnie przewalone”. Rząd Busha nie miał większego wyboru, bo puszczenie milionów i tak mocno wkurzonych obywateli amerykańskich w skarpetkach i pozostawienie ich głodnymi skończyłoby się niczym innym jak odsunięciem tego dżentelmena od władzy w trybie niekoniecznie przewidzianym przez amerykańską konstytucję. Nacjonalizacja banków mogłaby wówczas wyglądać zupełnie inaczej i odbywać się zgoła nie po myśli ich szefów i innych światowych strategów kapitału. Poza tym, proszę mi powiedzieć dlaczego globalizacyjną oczywistość (tylko przypomnę, że globalizację Pan bardzo zawsze chwalił i hołubił) jako coś osobliwego – wszak na tym to właśnie polega, że instytucje finansowe „są ze sobą powiązane”, nieprawdaż? Ostatnią część przytoczonej wyżej wypowiedzi potraktować można nie inaczej jak tylko jako totalną kompromitację nie tylko Pana, ale i wszystkich wyznawców Świętej Niewidzialnej Ręki i Nieomylnego Wolnego Rynku. Otóż wniosek ten wypływa stąd, iż dotychczas słyszałem od Pana zaklęcia typu: „nie, nie – żadnej ingerencji, tylko deregulacja”, „rynek sobie ze wszystkim poradzi”, „każdy problem wynika z niedostatecznego urynkowienia” itp. Teraz zaś zdradza Pan wątpliwości „czy pozwolenie na zadziałanie normalnym procesom rynkowym naruszy stabilność całego systemu, czy nie”, a pańskie klony w USA, na Islandii i w paru innych miejscach robią to co w Waszych komentarzach uchodziło wówczas za zbrodnię ekonomiczną – nacjonalizują. I na koniec jeszcze ten lament o tym jak to szybko trzeba podejmować decyzje. No, myślałem, ze taki łeb jak Pan to każdą, zawsze słuszną, decyzję potrafi podjąć w trzydzieści sekund! Poza tym nie jest to wcale taka szczególna umiejętność. Niech Pan któregoś dnia, w ramach eksperymentu socjologicznego, zejdzie na ziemię ze swego perwersyjnie burżuazyjnego piedestału, i spędzi trochę czasu wśród zwykłych pracowników. Dowie się Pan wówczas, że są oni w większości poddawani olbrzymiej presji i decyzje, za które muszą płacić sami w razie błędu, muszą podejmować cały czas i to w ciągu minut. „Zaledwie kilka czy kilkanaście godzin” byłoby dla nich wielkim luksusem. No i – jak już wspomniałem – sami płacą za błędy, a jak Wy naważycie kaszy to płaci państwo, z pieniędzy, które przekazuje mu tenże pracownik w formie podatków. Ergo, oszukujecie pracowników i w ogóle całą ludzkość – podwójnie, bezczelnie i podle. *** Czytelników – zmęczonych sagą o Wielkim Ekonomiście – chciałbym przerosić jeśli poczuli się zmęczeni materiałem. Jednocześnie chciałbym powiedzieć, tłumacząc się poniekąd, iż dobrnąłem jedynie do połowy wywiadu (i to nie zbyt długiego) jakiego kilka tygodni temu Balcerowicz udzielił „Dziennikowi”. Dodatkową inspiracją do tej polemiki jest niedawna nominacja Leszka Balcerowicza do komisji cudotwórców ekonomicznych przy Komisji Europejskiej, co jest tragicznym wręcz zwiastunem dla krajów należących do UE. Jak widać – lepiej byłoby chyba wynająć astrologa. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |