Balcerowszczyna stosowana – część pierwsza Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
02.10.2008.

Intelektualne i analityczne moce Architekta Polskich Reform i Największego Ekonomisty – Leszka  Balcerowicza – są doprawdy gigantyczne i przekraczają granice poznawcze przeciętnego śmiertelnika. Prawidła rządzące gospodarką jakie ów ujawnia i niestrudzenie objaśnia i skutecznie wprowadza w czyn od 1990 roku, pozostają – dziś, po ponad 18-tu latach – jeszcze bardziej niedostępne tak umysłom, jak i sercom obywateli. Nie poddają się one bowiem ani logicznemu, ani dialektycznemu rachunkowi. Krążą w przestrzeni publicznej w formie dogmatów jasnych wyłącznie dla członków neoliberalnego kościoła powszechnego. A dogmat – wiadomo – nawet jeśli w stoi w ewidentnej sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem (a może wtedy tym bardziej!) należy bezdyskusyjnie przyjąć.

Tenże geniusz, 22-ego września, po raz kolejny objawił Słowo Boże rozstrzygając wszystkie wątpliwości dotyczące kondycji globalnej ekonomii. Tym razem przeszedł ów sam siebie, bo nawet my – redaktorki i redaktorzy socjalizm.org, którzy chętnie i z uwagą śledzimy jego występy – popadliśmy w głębokie osłupienie. Wprawdzie przyzwyczailiśmy się już do stwierdzeń, które zupełnie przeczą rzeczywistości, na przykład o tym, że Polsce nie ma biedy, albo że wszyscy zyskali na transformacji ustrojowej. Tym razem jednak (Ekonomiczne) Słońce Tatr zażyło nas totalnie obwieszczając w wywiadzie dla „Dziennika”, iż „nie mamy kryzysu wolnego rynku, nie mamy kryzysu kapitalizmu”; choć zauważa, że „są problemy”. Dobre i to. Balcerowicz przyznaje również – odzierając się cokolwiek z boskich szat – „nie będę udawać, że wszystko przewidziałem”. Główny problem polega na tym, że Balcerowicz w ogóle nie potrafi przewidywać, a jego wiedza ogólna o sytuacji na świecie i mechanizmach ekonomicznych jest raczej ułomna i oparta na aksjomatach, których jakość zbliżona jest raczej do religijnych dogmatów, niż owocu akademickiej debaty. Rzeczony wywiad potwierdza to w stu procentach. Oczywiście, nie sposób w jednym felietonie rozprawić się ze wszystkimi idiotyzmami, które zostały Szanownym Czytelnikom przedłożone, toteż profesorem Balcerowiczem zajmowali się będziemy w kilku najbliższych odcinkach.

Bezmyślność nr 1
…w rozwiniętym kapitalizmie, którego bardzo ważną częścią są rynki finansowe, od czasu do czasu zdarzają się poważne zaburzenia, zwykle nieoczekiwane. Z tego nie wynika, że każdy kryzys był nieuchronny, ale że nie istnieje kapitalizm zupełnie pozbawiony zaburzeń na rynkach finansowych.

Szanowni Państwo, Leszek Balcerowicz, w powyższej wypowiedzi, popełnia mniej-więcej jeden błąd w każdym zdaniu podrzędnym, a czasem nawet więcej.

Po pierwsze: chciałbym uprzejmie poprawić profesora doktora habilitowanego i oznajmić, iż dla każdego kapitalizmu – tak „rozwiniętego” jak i „nierozwiniętego” – rynki finansowe są najważniejsze. Ba, dla „nierozwiniętego kapitalizmu” (np. Trzeci Świat) są one nawet ważniejsze, bo drobne globalne wahnięcia potrafią takie gospodarki totalnie spustoszyć, a „kapitalizm rozwinięty” potrafi się – do pewnego stopnia, oczywiście – przed tym bronić.

Po drugie: absolutną nieprawdą jest, iż owe „poważne zaburzenia”, które „od czasu do czasu zdarzają się” są „zwykle nieoczekiwane”. Gdyby profesor Balcerowicz czytał choćby „od czasu do czasu” lewicowe analizy ekonomiczne to znalazłby tam sporo wskazówek ad. nadchodzącego kryzysu. Międzynarodowa lewica już od roku 2000 ostrzega o nadciągającym kryzysie i tłumaczy ułomność boomu ostatnich kilku lat, który został osiągnięty tylko i wyłącznie dzięki bardziej skutecznemu wyzyskowi w skali globalnej oraz prawdziwej eksplozji spekulacji. Już 2002 roku padały ostrzeżenia o tym, że światowa gospodarka i jej stratedzy w MFW i BŚ zachowują się niczym facet, który skoczył z dachu stupiętrowego budynku i na wysokości circa 20-ego piętra przestaje się drzeć, otwiera powoli oczy, rozgląda się i mówi sobie tak: „uff, póki co wszystko OK”.

Żeby profesor Balcerowicz nie musiał dłużej czekać, ani sam przewidywać, nie pozostaje mi nic innego jak odesłać go na stronę www.marxist.com do działu „economy” – z angielskim powinien sobie poradzić.

Kryzysy są dziś zupełnie przewidywalne nie tylko dla marksistów, ale każdej osoby myślącej racjonalnie, a czytającej od czasu do czasu jakieś gospodarcze newsy – wszak gdy wycofują się najwięksi (zwłaszcza zachwalane i hołubione wszędzie fundusze inwestycyjne) wiadomo, że lada moment wszystko runie. Choć wówczas dla większości jest już i tak za późno. I mogą – tak jak niektóre Otwarte Fundusze Emerytalne w Polsce – radośnie informować, że są najlepsi w Polsce, bo w ubiegłym roku stracili tylko X procent.

Po trzecie: kłamstwem jest, iż kryzysy w systemie kapitalistycznym nie są „nieuchronne”. Owszem są nieuchronne. Nawet jeśli profesor Balcerowicz powtórzy to sto tysięcy razy to i tak nie pokona tym samym opracowań Davida Ricardo, Adama Smitha, Karola Marksa czy choćby takich umiarkowanych krytyków wolnego rynku jak George Soros czy Jeremy Rifkin nie mówiąc o Johnie Keynsie. Od wieków już wiadomo, a od czasów „Kapitału” gdzie zostało to dokładnie objaśnione to już na pewno, że cykl hossa-bessa jest fundamentem funkcjonowania kapitalistycznej gospodarki. Tak więc jest nie tyle zjawiskiem „nieuchronnym” co po prostu immanentną cechą rzeczywistości w jakiej żyjemy.

Po czwarte: warto zaakcentować, że teraz generalnie rynki finansowe są ważne nie tylko dla kapitalistów, ale mają wpływ na wszystkich i to o wiele większy niż kiedykolwiek w historii. Co by nie mówić, czym innym było lokowanie kapitału w XIX wieku, a czym innym teraz, gdy krach jednej instytucji zostawia setki tysięcy ludzi bez oszczędności, emerytur, ubezpieczenia. To są skutki coraz większej koncentracji kapitału w ramach jednego holdingu (notabene: Lenin pisał o tym w dziełku pt. „Imperializm jako ostatnie stadium kapitalizmu”), która dla managerów jest oczywiście w super, ale jeśli coś pójdzie nie tak... Do tego dochodzą smaczki takie jak np. Enron - gdzie pracownicy sami (choć
zapewne nie z własnej woli) lokowali kasę w akcje, żeby ratować firmę przed, nieuniknioną zresztą, upadłością i ostatecznie zostali bez jakiegokolwiek zabezpieczenia emerytalnego. A ostatnio gruchnął jeszcze news, że dwa ostatnie banki inwestycyjne w USA przekształciły się w holdingi, co oczywiście zwiastuje zapewne początek "nowej, złotej ery", ale w praktyce pokazuje niebezpieczną dość tendencję. Im większy, tym bardziej ryzykuje, jak to mówią, "too big to fail", w razie czego po kieszeni dostaną i tak najmniejsi.


Bezmyślność nr 2

…mam wrażenie, iż duża część obserwatorów może sądzić, że to, co się dzieje, to jest kryzys kapitalizmu. Że to kapitalizm się załamuje. Tymczasem duży udział w tych zaburzeniach mają niewłaściwe działania władz publicznych.
 
Panie profesorze, spieszę Pana powiadomić, że „wrażenie”, które Pan odnosi jest słuszne, podobnie jak słuszne są sądy, o które podejrzewa Pan „część obserwatorów”. Jeżeli dla Pana upadek największych konsorcjów finansowych na świecie, który wymusił między innymi nacjonalizację gigantów ubezpieczeniowych w Stanach Zjednoczonych i inwestycje tamtejszego rządu szacowane na blisko dziewięćset miliardów dolarów, to nie „kryzys kapitalizmu”, lecz przejściowe hocki-klocki to pozostaje mi wyłącznie życzyć Panu coraz lepszej formy. Na dno poszły AIG, Lehman Brothers, Merill Lych, Halifax… Giełdy lecą na łeb na szyję, przed chwilą padł rynek kredytów mieszkaniowych…

Jeżeli i to Pana nie przekonuje, to dodam jeszcze, że najbardziej mocarny kapitalizm, amerykański wygląda dziś następująco. Dług publiczny USA wynosił 24-ego września 2007 roku bagatelną sumę 9 789 129 810 825, 58 dolarów. Tak – prawie dziesięć trylionów. Data jest o tyle ważna, że od 27-ego września 2007 dług publiczny Stanów Zjednoczonych rośnie w tempie 2,16 miliarda dolarów dziennie. Jeśli zaokrąglić (w górę) liczbę mieszkańców USA do 305 milionów to wychodzi nam (podstawowa algebra), że na jednego mieszkańca przypada blisko 35 tysięcy dolarów długu, czyli około dziesięciu tamtejszych średnich krajowych.

Znów wypada mi odesłać Pana na www.marxist.com. Przepraszam, że czynię to z taką uporczywością, ale jest to największy bodaj lewicowy portal internetowy i znajdzie Pan tam sporo ciekawych rad i podpowiedzi. Sformułowanie „profound crisis of capitalism” („głęboki kryzys kapitalizmu”) występuje tam w dziesiątkach artykułów i analiz. Do Pana (i każdego internauty) są tam do dyspozycji zarówno obszerne rozprawy i case-study jak też krótkie komentarze dot. konkretnych zjawisk. Z pewnością znajdzie Pan coś dla siebie.

Chciałbym również zwrócić Panu uwagę, że „niewłaściwe działania władz publicznych” mogą kryzys owszem przyspieszyć, ale nie mogą go „spowodować”. Niech sobie Pan sobie sięgnie do jakiegoś fragmentu „Kapitału” (cały będzie na pewno dla Pana zbyt trudny; choć nie wiem bo o ile mi wiadomo był Pan adiunktem w Instytucie Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, a tam była to chyba lektura obowiązkowa), na przykład od pierwszej księgi – „Proces wytwarzania kapitału”. Tam dowie się Pan co-nieco o taki sprawach jak choćby nadprodukcja, która jest – w ostatecznym rozrachunku – nieodzowną kulminacją dążeń konkurujących podmiotów gospodarczych i która to leży u podstaw każdego z kryzysów, podkreślmy jeszcze raz, odbywających się cyklicznie, choć Pan chce tego koniecznie nie zauważyć.
 
CDN
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing