Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej.


najnowsze teksty

Autolustracja Drukuj Email
Napisał(a): Bojan Stanisławski [socjalizm.org]   
22.05.2007.

Kaczyńscy są stronnictwem dość skutecznym. Zwłaszcza jak na standardy polskiej prawicy, która ukształtowała sobie tradycję głębokich podziałów i sporów o władzę. Od 1989 roku udało się jej praktycznie niewiele poza kilkoma spektakularnymi osiągnięciami jak „plan Balcerowicza” czy nauczanie religii w szkołach. Osławiony spektakl pod tytułem „Cztery reformy i pogrzeb” (czy też „Cztery reformy apokalipsy” jak mawiają niektórzy) wydawał się być przez chwilę łabędzim śpiewem prawicowych destruktorów. Potem nadeszły jednak czasy Leszka Millera i „nowego” SLD, którym prawicowa elita powinna być dozgonnie wdzięczna. Żadni klerykałowie, narodowcy czy neoliberalni doktrynerzy nigdy nie uzyskaliby 43% głosów w wyborach parlamentarnych. Tymczasem tej partii to się udało, a wygenerowanemu przez nią premierowi umożliwiło to skuteczną realizację dokładnie tego, o czym marzyła prawica. SLD okazało się rychło dużo bardziej skuteczną prawicą. Podczas gdy radykalni katolicy kruszyli kopie z liberałami, Miller systematycznie realizował ich program. Uelastycznił Kodeks pracy, zlikwidował fundusz alimentacyjny, obniżył stypendia, zmniejszył studentom i inwalidom ulgi na przejazdy koleją, obniżył podatek CIT, utrwalił pozycję Kościoła w państwie, napadł na Irak i tak dalej, i tak dalej… Można by wymieniać jeszcze długo.

Do niedawna wydawało się więc, że jedyną nadzieją polskiej prawicy będzie SLD, które – jeśli znowu kiedyś zostanie dopuszczone do władzy – zrealizuje wszystkie już prawicowe koncepcje. Okazuje się jednak, że lata doświadczeń nie poszły zupełnie na marne. Kaczyńscy nauczyli się bowiem sporo nie tylko na bazie swoich własnych błędów, ale również od SLD. Tylko dzięki kombinacji tych dwóch czynników mogą tak umiejętnie wrastać w struktury państwa i podnosić rękę na rozmaite świętości. Wszak to dopiero w 17 lat po transformacji ktoś pozwolił sobie trzasnąć pięścią w stół i przywołać Kościół trochę do porządku, podzieliwszy go uprzednio na dwa wyśmienicie wręcz skonfliktowane obozy zwane dziś „Kościołem Łagiewnickim” i „Kościołem Toruńskim”. Stara zasada „dziel i rządź” oraz cokolwiek nowsza metodologia opierająca się na pryncypium „o wszystkim decydują kadry” została w końcu nieźle zaimplementowana przez polską prawicę. Dziś jej pomysły nie roztrzaskują się już o echo lamentów, które media emitują masowo w przestrzeń publiczną uczyniwszy z „antykaczyzmu” swoistą modę. Nie. Dziś ów zaokrąglony kant, o który rozbijają się ich pomysły to nie człowieczy zadek, lecz najwyższe państwowe instytucje – np. Trybunał Konstytucyjny. Złudzeniom jednak ulegać nie należy. Udało im się wprawdzie trochę więcej niż przewidywała lewica (lewica! nie SLD), ale najważniejsze sprawy, jak na przykład totalna lustracja, ugrzęzły. Tyle wysiłków, tyle kombinacji, tyle akrobacji biurokratyczno-korupcyjno-politycznych… I tak naprawdę, oprócz stopniowego zawłaszczania struktur państwa, udało się tylko jedno – zarżnięcie polskiej transplantologii.

Ilość kuriozów jakie emituje obecny polski rząd uniemożliwia czasem racjonalne, asertywne analizowanie jego działań. Być może jest to jedna z socjotechnik, którą przyjęli Kaczyńscy – „zabijmy ich głupotą/absurdem/śmiechem”; zaserwujmy taką porcję bezmyślności, która powali ich na ziemię, a nim się ockną my będziemy już w IV RP. Kto wie… Jeśli tak jest, to proszę pozwolić, że dokonam swoistej kontrybucji do wszechogarniającego oszołomstwa i uczynię polskiej kaczej prawicy pewną przysługę na pocieszenie.

Kochane Kaczątka, nie udało Wam się zlustrować mojego nadredaktora, nie udało się Wam wyrzucić z uczelni moich kolegów, którzy z pewnością przecież nie podporządkowaliby się żadnym Waszym kretyńskim pomysłom. Niemniej oto ja podam Wam siebie na teraz na tacy.

Tak, współpracowałem. Świadomie i tajnie. Przyznaję się do tego publicznie, a od jutra obiecuję zacząć kompletować listę osób, na które świadomie i tajnie donosiłem mając na względzie fakt, iż władze czynić im będą niepowetowane krzywdy. Moja przygoda z bezpieką zaczęła się w zasadzie już w żłobku, ale jest to epizod bardzo krótkotrwały i raczej nie obfitujący w konkretne sukcesy. Wprawdzie jedna z pielęgniarek, za mojej tam bytności, przestała pracować, ale w tym działaniu operacyjnym, polegającym na jej usunięciu z pracy, pomógł mi bardzo fakt, iż przekroczyła wiek emerytalny. Prawdziwa szpionska przygoda zaczęła się tak naprawdę w przedszkolu. Zanim zacząłem regularnie uczęszczać do tegoż podpisałem trzy lojalki. W każdej z nich świadczyłem otwarcie, iż będę zwalczał wszelkie dążenia do obalenia panującego ustroju poprzez zbieranie informacji o dzieciach oraz ich rodzicach.

Naturalnie otrzymałem pseudonim „Hektorek”, a moim oficerem prowadzącym był chłopak ze starszaków, który potem obstawiał kilka szkół podstawowych w większych miastach całego „bloku wschodniego”! Niestety jego nazwiska nie mogę zdradzić jako, że pełni wysokie funkcje w Unii Europejskiej (tak, tak – Kaczyńscy mają rację: „wszystko układ!”), a aż takiego współczucia dla zgrzytającej frustracyjnie zębami polskiej prawicy nie mam. Oczywiście po 1989 nie przestaliśmy donosić. Wręcz przeciwnie – nasililiśmy wszystkie działania operacyjne. Skonstruowaliśmy wraz z innymi TW, OZI itd. całą wielką sieć informatorów. Cel był jeden – czekaliśmy na jakieś poważne potknięcie prawicy w Polsce, by przywrócić dawny ustrój. Jasna sprawa! I nawet doczekaliśmy takiego momentu. W 1999 roku byliśmy bardzo bliscy zamachowi stanu. Jerzy Buzek i jego reformatorzy doprowadzili bowiem do takiego rozgardiaszu, że pierwszego stycznia tego pamiętnego roku, Polskę spokojnie mógł skolonizować uzbrojony zastęp skautów z Białorusi. Planu jednak nie zrealizowaliśmy ponieważ nader uroczyście poświętowaliśmy sobie gdy Marian Krzaklewski poprowadził demonstrację przeciwko własnemu rządowi. Wydawało nam się, że większego kuriozum polska prawica już nie stworzy. Kto jednak przypuszczał wówczas, że tandem Giertych-Orzechowski obali teorię Darwina i będzie prowadził polską edukację ku świetlanej przyszłości? Kto przypuszczał, że szefem SLD zostanie Wojtek Olejniczak? Czy komuś przyszło do głowy, że będziemy krajem, który posiada zapasową kserokopię premiera i prezydenta?

Tak więc serdecznie polecam wszystkim: WSPÓŁPRACUJCIE! (najlepiej z redakcją socjalizm.org i „Nowego Tygodnika Popularnego”).
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing