|
Władimir Uljanow dwa lata swojego życia spędził w Poroninie koło Zakopanego. |
| Dokąd zmierza Wenezuela? |
|
|
| 08.03.2005. | |
|
Opublikowany poniżej artykuł pierwotnie ukazał się w dodatku "Impuls" do "Trybuny". Obecnie publikujemy go w jego pierwotnej formie. Jest to polemika z artykułem znanego krytyka rewolucji boliwariańskiej w Wenezueli, Macieja Stasińskiego. W artykule tym Stasiński zarzucał prezydentowi Chavezowi autorytarne ciągoty i chęć zbudowania socjalizmu, który Sasiński - mylnie oczywiście - utożsamia z ustrojem społeczno-politycznym panującym w Polsce w latach 1944-89. Rewolucja, ideologie, polityka i ludzie
„Jeżeli chcecie wiedzieć jak daleko zajdzie rewolucja kubańska, pytajcie się w Waszyngtonie” Niewiele miejsca w polskich mediach poświęca się problematyce Ameryki Łacińskiej Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że polska klasa rządząca (zarówno ta polityczna, jak i gospodarcza, które – nota bene – są ze sobą bardzo ściśle powiązane) nie ma tam ulokowanych żadnych pieniędzy, ani żadnych poważnych interesów. A skoro nie ma kapitału, to po co media finansowane przez ten sam kapitał mają marnować miejsce na opisywanie „nikogo nie interesujących” (czytaj: polityków i biznesmenów) problemów. Niechlubne niestety wyjątki stanowią krótkie notki o pewnych wybranych wydarzeniach, które – wyrwane z kontekstu i podane w odpowiedniej formie – służą tylko i wyłącznie przekazaniu określonego punktu widzenia, a nie zachęceniu czytelnika do samodzielnego wyrobienia sobie opinii i wszczęciu debaty na dany temat. Do tej właśnie grupy należy opublikowany na stronach internetowych Gazety Wyborczej 27 lutego 2005 roku artykuł Macieja Stasińskiego – eksperta Gazety ds. Ameryki Łacińskiej – pod znamiennym tytułem „Prezydent Wenezueli przyjmuje ideologię socjalistyczną”. Spróbujmy przyjrzeć się dokładnie treści tej notki oraz rzeczywistemu stanowi rzeczy panującemu obecnie w Wenezueli. Co się dzieje w Wenezueli? Przyjrzyjmy się bliżej co oznacza to, co Stasiński pogardliwie określa mianem „niejasnej ‘rewolucji boliwariańskiej’”, którą to prezydent Wenezueli Hugo Rafael Chavez Frías miał „obiecywać biedocie wenezuelskiej”. Wenezuela to kraj posiadający jedne z największych na świecie złoża ropy naftowej i mający wszelkie warunki, by jego ludność żyła w dostatku. Tak jednak nie jest. Zdecydowana większość ziemi i kapitału kontrolowana jest albo przez wielkie korporacje międzynarodowe albo przez lokalną oligarchię, a większość Wenezuelczyków żyje w rozpaczliwej nędzy. Przez wiele lat ta sprzeczność narastała, aż w końcu doprowadziła do wielkiego wybuchu. 27 lutego 1989 roku na ulice Cáracas i innych wielkich miast wyszły setki tysięcy ludzi, domagających się wycofania kolejnego pakietu neoliberalnych reform, którego wprowadzenie – słusznie zresztą – wiązali z pogarszającym się wciąż ich standardem życia. Jak bardzo słuszne było ich przekonanie udowodniło im wojsko, które zostało wysłane na ulice, by stłumić rebelie – padło parę tysięcy ofiar śmiertelnych, w tym kobiety i dzieci. Od tego czasu nastąpiło generalne przebudzenie. Ludzie zdali sobie sprawę, że „tak dalej być nie może” i zaczęli poszukiwać drogi do rozwiązania kryzysu. Wtedy to właśnie powstał ruch boliwariański, wzywający do odnowy skostniałego systemu politycznego na bazie demokracji i aktywnego uczestnictwa obywateli w budowaniu swego kraju. Postulował on także poważne zajęcie się problemami, które nękają przeciętnego wenezuelskiego pracownika i rolnika – brak dobrego systemu edukacji, analfabetyzm, brak opieki medycznej, brak mieszkań, brak tanich kredytów, wreszcie brak pracy i brak ziemi (80% ziemi posiada zaledwie 5% właścicieli ziemskich). Na takim oto programie – programie rewolucji boliwariańskiej – wybrano 6 grudnia 1998 roku na prezydenta Hugo Chaveza. Pierwszym jego krokiem było powołanie konstytuanty i otwarcie debaty nad projektem nowej konstytucji, która wkrótce potem została ratyfikowana w ogólnokrajowym referendum. Ta ustawa zasadnicza jest na pewno najbardziej demokratyczną konstytucją w całej Ameryce Łacińskiej, jeśli nie na świecie. Potem rząd Chaveza zaczął zajmować się kwestią rolną oraz tym gdzie znikają wielomiliardowe zyski z działalności państwowej spółki zajmującej się wydobyciem ropy naftowej, PDVSA. Następnie rząd Boliwariańskiej Republiki Wenezueli wprowadził szereg programów – tzw. misiones – które mają na celu podniesienie poziomu życia Wenezuelczyków. Tak oto powstały programy, zajmujące się edukacją, dzięki którym po raz pierwszy w historii Wenezuela jest krajem wolnym od analfabetyzmu, a wielu ludziom umożliwiono podniesienie swego poziomu wykształcenia (do uniwersyteckiego włącznie) – całkowicie za darmo oczywiście. Około 15.000 lekarzy kubańskich zostało zaangażowanych w rozwój wenezuelskiego systemu służby zdrowia. Szacuje się, że do tej pory dzięki ich działaniom uratowano przed śmiercią w wyniku możliwych do wyleczenia chorób około 10.000 ludzi, a z ich porad do tej pory skorzystało ponad 13 milionów Wenezuelczyków. Misiones to także rozwój mieszkalnictwa oraz kształcenie specjalistów i tworzenie nowych miejsc pracy. Rząd Chaveza przyznaje także tanie, dostępne dla każdego, kredyty na rozwój drobnej przedsiębiorczości oraz stara się rozwiązać palącą kwestię rolną. To wszystko jednak dla Stasińskiego tylko „wielkie kampanie propagandowe”. Dobrze by było, gdyby tak i rząd oraz parlamentarzyści w Polsce – zamiast tracić czas na lustracje i obrzucanie się błotem tudzież na wysyłanie chłopców do Iraku – zajęły się tego typu „propagandą”! To jednak nie wszystko. W Wenezueli tworzy się coś znacznie większego, co trudniej jest ująć w statystyki. Gwałtowny i bujny rozwój – jak zresztą w trakcie każdej rewolucji z prawdziwego zdarzenia – przeżywa kultura we wszelkich formach: od poezji i literatury, poprzez piosenkę, a na filmie skończywszy. Tworzy się też kultura uczestnictwa w życiu politycznym kraju. Powstają setki stowarzyszeń, komitetów, wspólnot, kółek i innych organizacji, które obecnie zrzeszają ponad 20% Wenezuelczyków, tzn. około 5 milionów ludzi. Przeciętny zjadacz chleba bierze udział w polityce: zarówno jako wyborca, jak też i jako jej twórca. W referendum odwoławczym z 15 sierpnia 2004 (czy ktoś słyszał, by w Polsce po połowie kadencji można było odwołać urzędnika państwowego poprzez referendum?) wzięło udział aż 91% uprawnionych. Jak wielki to kontrast w porównaniu z najwyżej 50-procentową frekwencją w polskich wyborach! Najwyraźniej Polacy nie mają żadnego powodu do wiary w to, że głosowanie zmieni cokolwiek – coś, co w obecnej sytuacji w Wenezueli jest dla większości społeczeństwa odczuwalne i co skłania ich do brania udziału w głosowaniach. Zresztą takich okazji od dojścia do władzy Chaveza i rozpoczęcia projektu boliwariańskiego było już 8 i za każdym razem większość popierała wprowadzane reformy. Wyniki ich wszystkich uznane zresztą zostały – nie bez protestów opozycji i USA – przez odpowiednie międzynarodowe organy. Chávez versus opozycja Stasiński pisze, iż Chávez „Piętnował media, które go krytykowały za lewicowość i autorytaryzm, ale ich nie zamykał. Atakował bez pardonu zwalczającą go prawicową opozycję jako faszystów i terrorystów, ale pluralizmu politycznego nie likwidował.” Nawet jeśli zgodzilibyśmy się na przyjętą przez Stasińskiego terminologię, to powstaje ważne pytanie, na które autor notki już nie daje odpowiedzi. Co w tym czasie robiły media i opozycja? Brak postawienia tego pytania da się wytłumaczyć w bardzo prosty sposób. Odpowiedź bowiem godziłaby w mit, który próbuje się wcisnąć polskiemu czytelnikowi, jakoby to opozycja i podległe jej media były ostatnimi bastionami demokracji i pluralizmu oraz jako jedyne w Wenezueli stały na straży wolności słowa. Te bowiem media i opozycja wraz z finansową i biznesową elitą Wenezueli, przy poparciu części kasty oficerskiej, zorganizowały w kwietniu 2002 roku klasyczny pucz wojskowy przeciwko rządowi Chaveza. Prowokacja, jakiej się dopuszczono, by uzasadnić konieczność „zaprowadzenia porządku” przez generałów, została świetnie zilustrowana w znanym i nagradzanym na całym świecie filmie irlandzkiej ekipy reporterów „The revolution will not be televised”. W wyniku jej zginęło 19 osób, a w rezultacie późniejszych, dwudniowych represji – dalsze 70. Ludzie jednak do tego stopnia identyfikują się z procesem rewolucyjnych zmian, że – co jest ewenementem w historii światowej – dzięki masowej mobilizacji pokonali puczystów i zmusili ich do ucieczki z pałacu prezydenckiego. Te same „demokratyczne” siły w grudniu 2002 roku i styczniu 2003 roku zorganizowały proceder w Polsce przeważnie określany, jako „strajk generalny”, który w rzeczywistości nie był niczym więcej jak tylko sabotażem przemysłu, w szczególności naftowego, bazującym przede wszystkim na lock-oucie pracowników. Spowodował on miliardowe straty w gospodarce, z którymi rząd walczy do dzisiaj. Niemniej jednak i ta ofensywa została pokonana, głównie dzięki zdecydowanemu i skoordynowanemu oporowi pracowników państwowych rafinerii PDVSA, którzy po ucieczce managerów sami zorganizowali się i zaczęli zarządzać całym przemysłem, przywracając w ciągu paru tygodni 80% poziomu normalnego wydobycia ropy. Na przełomie lutego i marca 2004 roku po raz kolejny opozycja, jak zawsze przy aktywnym wsparciu ze strony ambasady USA, zorganizowała burdy uliczne, które spowodowały 9 ofiar śmiertelnych. W ciągu ostatnich paru lat zamordowano ponad 100 aktywistów boliwariańskich – zarówno na wsi, jak i w miastach. Gdy prokurator generalny Danilo Anderson próbował postawić przed sąd polityków i biznesmenów, którzy zaprzysięgli wierność puczystowskiemu prezydentowi w kwietniu 2002 roku – został zamordowany. Wreszcie opuszczane i zamykane są przez swych właścicieli fabryki (np. papiernia Venepal czy CNV), czym dalej podkopuje się przemysł wenezuelski. Znając te wydarzenia jak można obwiniać prezydenta o zmierzanie ku ustrojowi autokratycznemu oraz o to, że nie zmniejszył nędzy w kraju? Rząd boliwariański posiada demokratyczny mandat i zaufanie wyborców – opozycja nie. Gdy opozycja przejęła władzę w kwietniu 2002 roku – zamknięto proboliwariańskie media i ograniczono wolność słowa. Za rządów Chaveza natomiast włos z głowy opozycji nie spadł. Ofiary śmiertelne jednak są, bieda też już jest. Jednak winna temu jest całkowicie opozycja, którą można określić – używając terminologii Stasińskiego – jako wściekłego psa, który gryzie gdzie i kogo tylko może patrząc, by zadane rany były możliwie jak najbardziej dotkliwe. Wenezuela na rozdrożu Jak widzieliśmy, przywódcy ruchu boliwariańskiego od początku zakładali, iż problemy nędzy i niesprawiedliwości społecznej można rozwiązać w ramach obecnego ustroju gospodarczego, stopniowo wprowadzając kolejne reformy, dyskutując z opozycją i współpracując z przedsiębiorcami. Okazało się jednak, że przy każdej próbie jakichkolwiek reform wszystkie te siły – od biznesu po episkopat cyjnych partii politycznych przez będące w ich rękach media aż po ambasadę amerykańską – zawsze stawały przeciwko nim. Takie oto doświadczenia były przyczyną lewicowej ewolucji Chaveza. Skoro oligarchia porzuca fabryki – niech ich pracownicy je przejmują i sami nimi zarządzają, tak jak stało się to w przypadku papierni Venepal. Skoro oligarchia organizuje zbrojne bandy atakujące zorganizowane społeczności lokalne – niech te społeczności mają się jak bronić i każdy Wenezuelczyk niech umie posługiwać się bronią. Skoro opozycja odrzucała wszelkie formy dialogu i na każdą odpowiadała dalszymi prowokacjami, morderstwami i fałszerstwami – należy ich za te czyny sądzić, a nie rozmawiać z nimi. I wreszcie: skoro w ramach kapitalizmu nie można rozwiązać nękających większość Wenezuelczyków problemów, należy szukać nowej drogi. Oto fragment wypowiedzi Chaveza z programu Aló Presidente z niedzieli, 27 lutego 2005 roku: „Partie polityczne popierające rewolucje powinny rozpocząć debatę ideologiczną. Od pewnego czasu powtarzam, że jestem przekonany, iż możliwą drogą do stworzenia lepszego świata nie jest kapitalizm. Kapitalizm prowadzi nas wprost do piekieł. Mając prawie 51 lat, przekonany jestem – po sześciu latach prezydentury, po prawie trzydziestu politycznej, po tylu lekturach, debatach, dyskusjach, podróżach po świecie itd. - jestem przekonany, iż drogą do osiągnięcia lepszego świata nie jest kapitalizm, lecz socjalizm […] Uważam jednak, że należy wypracować nowy socjalizm, socjalizm XXI wieku. I my wypracujemy go! Nie boimy się debaty i idei.” Dwa dni wcześniej, 25 lutego, Chávez wyraźnie dodał, o czym Stasiński cytując tę samą wypowiedź już nie wspomina, iż „pogląd ten wypowiadam wyłącznie w mym własnym imieniu, by wzbogacić debatę i otworzyć dyskusję wewnątrz partii popierających rewolucję”. Z kolei 5 marca na konferencji w New Delhi prezydent Wenezueli podkreślał: „Nie jestem komunistą, gdyż brak mi odpowiedniego politycznego wykształcenia i doświadczenia w tej materii. […] Jestem rewolucjonistą i chcę by moim rodakom żyło się lepiej. […] Nie jestem przeciwko własności prywatnej, jednak uważam, że nie może ona stać ponad ogólnym i przede wszystkim społecznym interesem. […]Uważam, że to socjalizm jest drogą do przezwyciężenia nękających ludzkość problemów, lecz nie chodzi tutaj o to, by narzucać jakiekolwiek modele: każdy kraj i region mają swoje tradycje i doświadczenia i należy je szanować.” Przywódcy ruchu boliwariańskiego próbowali za wszelką cenę ocalić istniejące stosunki produkcji i własności, jednak teraz wydaje się, że nawet i oni zrozumieli to, co socjaliści cierpliwie tłumaczą od początku procesu – nie można nawet zacząć rozwiązywać problemów nękających przeciętnego Wenezuelczyka bez wywłaszczenia, upaństwowienia i poddania pod kontrolę społeczeństwa podstawowych gałęzi gospodarki oraz systemu bankowego. Kierunek zmian wydaje się wskazywać przeprowadzona w styczniu nacjonalizacja pod kontrolą pracowników opuszczonej przed jej poprzednich właścicieli papierni Venepal. Własne doświadczenia życiowe doprowadziły tych ludzi do takich wniosków. Sam Chávez wspominał, że „i ja wierzyłem w ‘trzecią drogę’ i ‘kapitalizm z ludzką twarzą’, chcąc nałożyć kaganiec na wściekłego psa, ale te poglądy rozbiła praktyka i rzeczywistość”. Atak na lewicowość Możemy się zgadzać z Chavezem bądź nie, możemy być socjalistami bądź nie, ale tak naprawdę Stasiński nie atakuje socjalizmu, ale w ogóle lewicowość jako taką. Z czym bowiem ma kojarzyć się w Polsce lewicowość? Oprócz kolorytu lokalnego w postaci niekończących się afer i komisji lewicowość, zdaniem Stasińskiego, posiada pewne uniwersalne cechy. Jak bowiem według niego objawia się „lewicowy zakręt Hugo Chaveza”?
Przede wszystkim ogranicza się wolność słowa i wprowadza „prawo kagańcowe”, które jest tylko „wstępem do wprowadzenia cenzury”. Dlaczego wprowadzono ustawę o społecznej odpowiedzialności mediów? Wyobraźmy sobie, że prasa i telewizja w Polsce przez cały czas znieważają urzędników państwowych wysokiego szczebla oraz wspólnie z grupą biznesmenów i oficerów organizują ucz przeciwko rządowi. Co w takim wypadku zrobiłby każdy, szanujący się demokratycznie wybrany rząd? Zamknąłby te media, a ich właścicieli wywłaszczył i najprawdopodobniej uwięził. Chavez jednak – naiwnie wierząc w dobrą wolę opozycji – nie zrobił tego, co spowodowało nowe ofiary śmiertelne i straty w gospodarce. Ustawa o Społecznej Odpowiedzialności Mediów była więc niezbędnie konieczna, by wprowadzić cywilizowane i dawno już obowiązujące w krajach Europy Zachodniej normy. Nie zapominajmy też, iż „reżim Chaveza” (?) zwiększa budżet wojskowy i kupuje uzbrojenie i to też jest złe. Wedle takich kryteriów prezydent Bush byłby albo rewolucjonistą amerykańskim albo też największym tyranem i przeciwnikiem demokracji. O ile to pierwsze jest wykluczone, jednak drugi pogląd wydaje się trafnie odzwierciedlać obecny stan rzeczy. Jakim więc prawem Bush i jego administracja zarzucają Chavezowi niedemokratyczny charakter jego władzy, skoro to jego poparło prawie 60% ludności, a Busha zaledwie niewiele ponad 30% uprawnionych do głosowania? Wreszcie lewicowość Chaveza objawia się w obronie terytorialnej integralności kraju i opracowywaniu nowej strategii defensywnej, która za głównego przeciwnika uznaje USA. Jednak jakie słowa Roberta Zoelicka cytuje sam Stasiński? „To jest nowy typ wzbierającego autorytaryzmu, któremu trzeba się przeciwstawić.” I rzeczywiście, administracja Busha konsekwentnie od co najmniej trzech lat „przeciwstawia się” Chavezowi. USA były jedynym państwem, które w tak wyraźny sposób poparło puczystów w kwietniu 2002 roku. W rzeczywistości plany puczu koordynowane były w ambasadzie amerykańskiej i stamtąd też całe przedsięwzięcie było sterowane. Pozostałe awantury opozycji także wspierane były z Waszyngtonu. Oficjalnie podaje się, że amerykański Narodowy Fundusz Na Rzecz Demokracjiprzekazywał miliony dolarów na rzecz przeciwników Chaveza. Nie zapominajmy także o Planie Kolumbia, który ma za zadanie wzmocnienie obecności amerykańskich wojsk w regionie. Ostatnimi czasy bardzo modne stało się wśród amerykańskich kół rządzących atakowanie demokratycznie wybranych władz Wenezueli. Przykładem tego może być chociażby artykuł z 14 stycznie 2005 z Washington Post, który cytuje „wysokiej rangi urzędnika w administracji amerykańskiej” otwarcie wzywającego do izolacji Wenezueli na forum międzynarodowym i wspólnych akcji sąsiednich państw z Ameryki Łacińskiej wraz z USA by osiągnąć ten cel. Jak więc może dziwić to, iż rząd Chaveza chce obronić się przed taką ingerencją USA w wewnętrzne i demokratyczne procedury Wenezueli? Gwoździem do lewicowej trumny Chaveza jest popieranie terrorystycznych, „lewicowych i populistycznych ruchów w Ameryce Łacińskiej”. Stosowane przez 40 lat przez kolumbijską partyzantkę FARC metody walki na pewno nie przybliżają nas do budowy innego, lepszego ustroju. W żaden sposób jednak nie usprawiedliwia to hipokryzji tego typu komentarzy ze strony Gazety Wyborczej czy administracji Busha. Kto bowiem, jak nie USA i wierny jej kolumbijski rząd Álvaro Uribe, zorganizował przerzut stu bojowników prawicowych jednostek paramilitarnych na znajdującą się nieopodal Caracas posiadłość znanego opozycjonisty wenezuelskiego, mającego także ścisłe koneksje z mafią kubańską w Miami? Kto wreszcie zaplanował i przeprowadził w grudniu zeszłego roku porwanie posiadającego wenezuelskie obywatelstwo Rodriga Grandy w biały dzień, w centrum Caracas? Wenezuela a Kuba Stasiński czyni także porównanie między rewolucją kubańską, a rewolucją w Wenezueli. Ma w tym dość sporo racji. Kwestia Kuby nie jest tematem tego artykułu, ale wystarczy powiedzieć, że Fidel Castro także rozpoczynał jako rewolucyjny demokrata i patriota, chcący polepszyć dolę swego narodu. Zaraz po obaleniu Batisty nie wywłaszczono nikogo, prócz popleczników dyktatora. Starano się na bazie ustroju kapitalistycznego wprowadzić progresywne reformy. Jednak – tak jak obecnie w przypadku Wenezueli – każda reforma spotykała się z jednej strony z entuzjazmem większości Kubańczyków, a z drugiej strony z zaciętym oporem oligarchii kubańskiej i przede wszystkim jej mocodawców z Waszyngtonu. To drobne reformy, takie jak podwyższenie podatków i wprowadzenie ceł na towary importowane z USA oraz przede wszystkim sama egzystencja rewolucji kubańskiej 90km od USA, a nie likwidacja prywatnej własności środków produkcji, spowodowały konflikt z Ameryką. Castro także z własnego oświadczenia wyciągnął wniosek, że by w jakikolwiek sposób rozwinąć kraj należy zerwać z systemem kapitalistycznym. Paradoksalnie, radykalizacja rewolucji kubańskiej spowodowana była bezmyślną i chaotyczną polityką USA w stosunku do Kuby. Jednak wbrew temu, co pisze Stasiński, budowanie socjalizmu ogłosił Castro dopiero 1 maja 1961 roku, po pokonaniu inwazji amerykańskiej, a nie w 1960 roku. W ówczesnej sytuacji jednak trudno było uciec od dwubiegunowości świata i Castro został zmuszony do zaprowadzenia porządków na wzór Związku Radzieckiego, co stało się przyczyną impasu, w jakim obecnie znajduje się Kuba. Chavez i ruch boliwariański funkcjonują w innym świecie, wolnym od zbiurokratyzowengo modelu „socjalizmu” w Związku Radzieckim. Daje to szanse Wenezueli na wypracowanie innego modelu, bazując na sukcesach i analizując porażki z przeszłości. Dlatego tak ważne jest otwarcie pluralistycznej debaty nad ideami wewnątrz ruchu, w trakcie której będzie można zaprezentować różne koncepcje i wybrać tę, która najlepiej posłuży rozwojowi Wenezueli. W pewnym sensie otwarcie debaty nad lewicowością w Trybunie, poprzez zamieszczony w ubiegły czwartek manifest „Demokracja, Praca i Sprawiedliwość”, jest częścią tego samego procesu – tworzenia i wypracowywania nowych, przydatnych w XXI wieku dróg i idei mających na celu zmianę otaczającej nas rzeczywistości. Niestety autor niniejszego tekstu nie ma możliwości odniesienia się do zarzutów, jakoby to Chavez finansował rezerwy dewizowe Fidela Castro. Tak samo bowiem jak w całej reszcie notki Stasiński nie podaje żadnych źródeł swoich informacji. Światełko w tunelu Nie wszyscy jednak na Starym Kontynencie potwierdzają opinię wygłaszane przez redaktora Stasińskiego. Europarlamentarzysta Helmuth Markov 27 lutego oświadczył agencji informacyjnej Prensa Latina, że „dobrze by było, gdyby w parlamencie na Starym Kontynencie ktoś tak bronił nas przed prywatyzacjami i chciał przeznaczać takie sumy na edukację, ochornę środowiska i zdrowia Europejczyków”. Ponadto we wszystkich krajach Europy i we wielu innych częściach świata działa kampania solidarnościowa na rzecz Wenezueli. Organizowane są spotkania, zbierane podpisy i pieniądze. Popiera tę kampanię między innymi szereg lewicowych europarlamentarzystów, wielu związkowców z całej Europy i nie tylko oraz największa organizacja studencka w Hiszpanii i grupa kilkunastu pakistańskich posłów. W Polsce prowadzi tę kampanię serwis internetowy www.socjalizm.org , organizując zbiórki podpisów i pokazy filmów oraz debaty na temat rozwoju sytuacji w Wenezueli. W ten oto sposób umożliwia się rosnącej grupie ludzi przynajmniej zapoznanie się z innymi niż oficjalne źródłami informacji. Naszym celem bowiem nie jest przekonanie do jedynie słusznego poglądu, ale prezentacja możliwie jak największej ilości informacji i próba zaangażowania ludzi w debatę i stymulowania ich samych do konstruktywnego myślenia. Choć jesteśmy daleko od Wenezueli, możemy pomóc Wenezuelczykom i tamtejszej demokracji. Jednocześnie możemy także sami wiele się nauczyć od nich i próbować przeszczepić to co najlepsze w modelu wenezuelskim na polski grunt. Autor artykułu czeka na wszelkie komentarze, uwagi bądź opinie pod adresem Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, wcz obsug JavaScript w przegldarce, by go zobaczy Przy pisaniu tekstu korzystałem z materiałów zgromadzonych na stronie www.socjalizm.org oraz stronach wenezuelskich socjalistów http://venezuela.elmilitante.org/ oraz www.aporrea.org w języku hiszpańskim. Czytelnicy anglojęzyczni więcej informacji znajdą na stronach www.venezuelaanalysis.com oraz www.handsoffvenezuela.org |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |