Wenezuelska alternatywa Drukuj Email
10.11.2006.

Dwukrotne zmniejszenie wskaźnika ubóstwa, prawie trzykrotne podniesienie płacy minimalnej, likwidacja analfabetyzmu, powszechny i realny dostęp do opieki zdrowotnej oraz edukacji,  demokratycznie zorganizowane i aktywne społeczeństwo… Niemożliwe? Jednak to tylko niektóre zdobycze prawdziwie rewolucyjnych zmian wprowadzanych obecnie w Wenezueli. W Polsce rusza jedna z największych kampanii solidarnościowych z Wenezuelą.

Do niedawna o Wenezueli nie mówiło się w Polsce nic lub prawie nic. Teraz sytuacja ta się zmienia. I nie jest to przypadek. Zatrudnieni w największych i najbardziej wpływowych pismach dziennikarze i publicyści rozpoczęli zmasowaną nagonkę na „populistyczny” i „autorytarny” rząd Boliwariańskiej Republiki Wenezueli.  Nie jest to zjawisko właściwe wyłącznie dla Polski. Dzieje się tak na całym świecie. Wszystkie „wpływowe” i „autorytatywne” środowiska – od prezydenta USA po dziennikarzy Gazety Wyborczej – zjednoczyły się w nagonce na rząd Wenezueli. Nawet tylko ten fakt powinien zapalić czerwone światełko w umyśle każdego myślącego i lewicowo usposobionego związkowca czy studenta.

Aby dać odpór nachalnej propagandzie mediów powstaje wiele inicjatyw, mających na celu przekazywanie informacji o Wenezueli, bronienie zmian zachodzących w tym kraju i aktywne solidaryzowanie się z organizacjami społecznymi i związkowymi tam istniejącymi. Jedną z najbardziej udanych, jeśli nie najbardziej udaną z nich wszystkich jest międzynarodowe kampania solidarnościowa „Hands Off Wenezuela”. 31 października na Uniwersytecie zielonogórskim odbyło się pierwsze spotkanie polskiego oddziału tej kampanii. Zorganizowali je dziennikarze „NTP”, redaktorze socjalizm.org, studenci tamtejszego uniwersytetu i aktywiści lokalnego SLD.

Co się dzieje w Wenezueli?

W Wenezueli trwa obecnie tzw. rewolucja boliwariańska. Zanim przejdziemy do wyjaśnienia istoty tego procesu, skupmy się na tym czym tak naprawdę jest rewolucja. Przytaczając klasyczną definicję wypracowaną przez teoretyków lewicowej myśli politycznej, możemy powiedzieć, iż jest to masowy ruch społeczny, w wyniku którego miliony dotąd biernie przyglądających się wydarzeniom ludzi wkraczają na arenę dziejów i zaczynają budować nowe społeczeństwo. Warto podkreślić, iż rewolucja jest procesem, a nie jednorazowym aktem.

Zilustrujmy tę być może abstrakcyjną definicję konkretnym przykładem. Obecnie w Wenezueli około ¼ społeczeństwa jest zaangażowana w różnego rodzaju organizacje społeczne. Poziom samoorganizacji porównywalny chyba tylko z polską „Solidarnością” z lat 1980-81. Przytoczmy inny, dający dużo do myślenia wskaźnik. W referendum odwoławczym z sierpnia 2004 roku, kiedy to ważyły się losy całego procesu zmian, wzięło udział aż 91% ludności, z czego ponad 60% poparło obecne przemiany społeczne. Wyniki te zostały potwierdzone przez nawet tak antylewicowe środowiska jak Centrum Jimmy’ego Cartera czy Organizację Państw Amerykańskich, w których to organizacjach decydujący głos mają zwolennicy antywenezuelskiego kursu administracji Busha.

Boliwariański proces rewolucyjny rozpoczął się wraz z wyborem Hugo Rafaela Chaveza Friasa na prezydenta w grudniu 1998 roku. Po czterdziestu latach rządów skorumpowanych polityków chrześcijańskiej demokracji i socjaldemokratów, ludzie znaleźli w Chavezie wyraziciela ich własnych dążeń do zmiany społeczeństwa. Chavez nadzieji ich nie zawiódł i nie dał się przekupić elicie finansowej. Jest to akt heroiczny i godny do naśladowania w Polsce, szczególności na lewicy, która powinna dostrzegać i realizować potrzeby społeczeństwa, a nie elity rządzącej.

Osiągnięcia rewolucji boliwariańskiej

Po wyborze Chaveza na prezydenta rozpoczęto realizację jego programu wyborczego. Najpierw zwołano zgromadzenie konstytucyjne, które w 1999 roku uchwaliło bodaj najbardziej demokratyczną konstytucję na świecie. Chavez jednak nie tylko uchwalał prawa, ale także i podejmował konkretne działania. Stworzył on pierwszy w historii rząd Wenezueli, który przeznacza pieniądze zarobione na sprzedaży ropy naftowej na cele społeczne, a nie na ulgi dla „przedsiębiorców”. Wstrzymano też procesy prywatyzacyjne. W wyniku tzw. „planów społecznych” w krótkim czasie zlikwidowano analfabetyzm. Tym samym Wenezuela jest drugim, obok Kuby, państwem bez analfabetów w Ameryce Łacińskiej. Podniesiono prawie trzykrotnie płacę minimalną. Ponad dwa miliony ludzi skorzystało z programów doszkalających, znacznie podnosząc swój poziom kwalifikacji. Dzięki sprowadzonym z Kuby 20.000 lekarzy uratowano życie tysięcy osób, a zasięg służby zdrowia rozszerzył się na cały kraj. Zbudowano wiele nowoczesnych szpitali i dosłownie setki szkół. Liczba studentów uniwersyteckich potroiła się. Poczyniono też wiele inwestycji w infrastrukturę. Caracas jest jednym z niewielu miast, które budują naraz dwie linie metra. Rząd boliwariański zapewnił godziwą płacę matkom wychowującym dzieci lub prowadzącym gospodarstwo domowe… Listę tych prawdziwie rewolucyjnych zdobyczy można by mnożyć właściwie w nieskończoność. Podkreślić jednak warto, iż wiele zastosowanych rozwiązań nie jest pomysłem prezydenta czy rządu, ale ludzi, którzy uzyskali bardzo duży wpływ na realizację tych wszystkich projektów

Doprawdy, lista ta jest inspirująca, w szczególności w porównaniu z sytuacją w Polsce. Przykład Wenezueli pokazuje, iż mobilizacja społeczna jest w stanie zmienić kraj i świat. Jeszcze do niedawna 80% ludzi w Wenezueli żyło w skrajnej nędzy, teraz liczba ta zmniejszyła się dwukrotnie, pomimo ciągłego sabotażu ze strony elity finansowej i medialnej w tym kraju.

Reakcja

Na reakcję ze strony sił sprzeciwiających się zmianom w Wenezueli nie trzeba było długo czekać. W kwietniu 2002 roku miał miejsce pucz wojskowy, który na dwa dni usunął Chaveza ze stanowiska. Pucz ten został jednak obalony poprzez interwencję dwóch milionów mieszkańców Caracas, którzy tak długo protestowali przed pałacem prezydenckim, aż puczyści byli zmuszeni opuścić go helikopterami. Doskonale wydarzenia te pokazuje film „The revolution will not be televised”, nakręcony przez niezależną ekipę irlandzką. Podobna próba miała miejsce w grudniu 2002 roku, kiedy to zorganizowano lock-out pracowników na masową skalę. Doprowadziło to do wielomiliardowych strat w gospodarce. We wszystkich tych wypadkach jedynymi ludźmi, którzy stali za Chavezem i jego reformami były miliony szarych i prostych wenezuelczyków oraz zwolennicy zmian w Wenezueli na całym świecie, między innymi zorganizowani w kampanii „Hands Off Wenezuela”. Zasługi tej ostatniej doczekały się uznania samego prezydenta Wenezueli, który 2 marca 2004 roku wystosował specjalne oświadczenie popierające działania kampanii „Hands Off Wenezuela”.

Sytuacja w Wenezueli jest kolejnym argumentem przeciwko lansowanej przez media i środowiska biznesowetezie, jakoby ludzie byli leniwi i chciwi z”ze swej natury”. Gdy rząd wprowadza reformy społeczne, to ludzie są gotowi bronić tych zdobyczy aż do końca. To lenistwo i chciwość „na górze” powodują apatię i demoralizację społeczeństwa.

Wenezuela na rozdrożu

Wenezuela stoi przed wyjątkową szansą. Rząd boliwariański zrobił bardzo wiele dla zwykłego Wenezuelczyka. Jednak w dalszym ciągu większą część gospodarki kontrolują prywatne firmy lub koncerny międzynarodowe. Podmioty te – łagodnie mówiąc - nie odznaczają się wielką przychylnością wobec zachodzących zmian. Często też zdarza się, iż zatrudnionych w nich pracowników traktują w sposób bardzo dobrze znany nam: zakazują zakładać związków zawodowych, obniżają pensję, pozbawiają należnych pracownikowi praw, zalegają z płaceniem świadczeń społecznych… Dlatego też coraz bardziej powszechnym zjawiskiem w Wenezueli jest przejmowanie zakładów pod kontrolę pracowniczą i ich nacjonalizacja. Poza tym obecny niewydolny i zbiurokratyzowane aparat państwowy dalej nie chce pogodzić się z zachodzącymi zmianami.

Rewolucja boliwariańska stoi na rozdrożu. Po wyborach prezydenckich z 3 grudnia, które Chavez na pewno wygra zdecydowaną większością głosów, przyjdzie czas na ostateczne deklaracje. Albo ruch boliwariański pozbawi niedemokratycznych opozycjonistów i ich mocodawców majątków i odda je pod kontrolę społeczną, albo właściciele doprowadzą do kolejnych strat w gospodarce. Albo w Wenezueli powstanie nowy, demokratyczny aparat państwowy, za pomocą którego społeczeństwo przejmie pełnię władzy, albo biurokracja zniszczy wszystkie zdobycze rewolucji. Chavez powiedział „A”. Teraz ruch domaga się od niego, by powiedział też i „B”. Wtedy możliwe będzie przejęcie przez społeczeństwo wenezuelskie realnej i całkowitej władzy. To natomiast stanie się impulsem do podjęcia przekształceń w podobnym, prospołecznym duchu w całej Ameryce Łacińskiej. Wydarzenia te natomiast odbiją się szerokiem echem na całym świecie, także i w Polsce.

Co możemy zrobić?

Rolą naszą, aktywistów popierających proces zmian w Wenezueli jest mówienie o tym co tam się dzieje, organizowanie solidarności z Wenezuelą, dyskusja ze związkowcami z Wenezueli o tamtejszej sytuacji politycznej, a także uczenie się z doświadczeń wenezuelskich. Przed Polską bowiem stoją podobne wyzwania, a wybuch wielkiego ruchu masowego to kwestia czasu. My natomiast na ten ruch musimy być gotowi, bogatsi o doświadczenia z Wenezueli.

Przykład „Hands Off Wenezuela” pokazuje, iż kampanie solidarnościowe mają bardzo dużą rolę do odegrania – zwłaszcza w środowiskach pracowniczych, gdzie niewiele się robi, by wypromować pozytywny przykład tego latynoamerykańskiego kraju. W Wenezueli powstała nowa konfederacja związkowa, Unión Nacional de los Trabajadores, UNT (Krajowy Związek Pracowników). Po trzech latach funkcjonowania, zrzesza ona większą część pracowników. Proces zmian jest tak głęboki, że powstały nawet związki zawodowe wśród muzyków Filharmonii Narodowej. Związek ten jednak wciąż walczy o uznanie na arenie międzynarodowej. Dzięki zabiegom aktywistów z „Hands Off Wenezuela” udało się doprowadzić do uznania UNT przez najstarszą i największą organizację związków zawodowych, brytyjski Kongres Związków Zawodowych (TUC).

Także i w Polsce powinniśmy zabiegać o uznanie UNT przez związki zawodowe. Jednocześnie byłby to doskonały sposób na rozwijanie kampanii oraz informowanie związkowców o tym co tak naprawdę dzieje się w Wenezueli. Wbrew pozorom sytuacja w dalekiej Ameryce Łacińskiej ma bardzo wielkie znaczenie dla Polski. Przełom tam na pewno oznaczałby poprawę sytuacji tutaj. Solidarność międzynarodowa ma kluczowe znaczenie także dla morale budujących nowe społeczeństwo w Wenezueli. Wreszcie jest bardzo wiele rzeczy, których polscy pracownicy mogą się nauczyć od swoich wenezuelskich koleżanek i kolegów, między innymi jak budować ruch związkowy, co robić gdy szef wyrzuca pracowników na ulice, jak przejmować zakłady pracy pod kontrolę robotniczą, jak walczyć z biurokracją państwową itd.

Wenezuelczycy rozpoczęli już budowę nowego społeczeństwa, pomóżmy im – solidaryzujmy się z nimi i sami rozpocznijmy w Polsce ten prawdziwie rewolucyjny proces!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing