Wenezuela na rozdrożu, czyli kolejna ofensywa opozycji Drukuj Email
20.03.2004.

Ameryka Łacińska jest tym regionem naszego globu, w którym skala i rozmiary masowych ruchów społecznych przybrały zdecydowanie największe proporcje. Od roku 1997 mamy tam do czynienia z kolejnymi sukcesami wielkich ruchów, domagających się głębokich zmian w ekonomicznej i politycznej strukturze tych krajów. Symptomem narastania takiego właśnie ruchu w społeczeństwie wenezuelskim był wybór pod koniec 1998 roku na prezydenta Hugo Chaveza.

Kolejna ofensywa opozycji

Ameryka Łacińska jest tym regionem naszego globu, w którym skala i rozmiary masowych ruchów społecznych przybrały zdecydowanie największe proporcje. Od roku 1997 mamy tam do czynienia z kolejnymi sukcesami wielkich ruchów, domagających się głębokich zmian w ekonomicznej i politycznej strukturze tych krajów. Symptomem narastania takiego właśnie ruchu w społeczeństwie wenezuelskim był wybór pod koniec 1998 roku na prezydenta Hugo Chaveza. Ten lewicujący były oficer wsławił się i zdobył popularność, gdy 4 lutego 1992 roku stanął na czele puczu skierowanego przeciwko establishmentowi. Sam pucz natomiast był bezpośrednią konsekwencją tzw. caracazo z 27 lutego 1989 roku, kiedy to miliony ludzi w Cáracas i innych miastach wyszły na ulice, protestując przeciwko neoliberalnej polityce rządu Carlosa Andresa Pereza i domagając się głębokich przeobrażeń ustrojowych. Po wyborze na prezydenta Chávez zaczął próbować te przekształcenia wcielać w życie. Tak oto powstała w 1999 roku zaaprobowana przez zdecydowaną większość społeczeństwa nowa, gwarantująca szerokie swobody demokratyczne konstytucja, a wraz z nią Boliwariańska Republika Wenezueli. Seria ustaw (m.in. o ziemi, o ropie naftowej) z końca 2001 roku natomiast była pierwszym wyzwaniem rzuconym opozycji na polu gospodarczym Spotkało się to z odpowiedzią w postaci krwawej, aczkolwiek krótkotrwałej dyktatury wojskowej Pedro Carmony z kwietnia 2002. Gdy interwencja milionów Wenezuelczyków doprowadziła do upadku dyktaturę opozycji, ta - z resztkami swego poparcia społecznego - w grudniu 2002 i styczniu 2003 spróbowała sparaliżować gospodarkę poprzez lock-out i sabotaż. Spowodowało to wielomiliardowe straty i pogłębiło tak boleśnie odczuwany przez Wenezuelę światowy kryzys ekonomiczny. Po raz kolejny jednak interwencja szerokich rzesz ludności ocaliła rząd Chaveza. W szczególności stało się to za sprawą pracowników największego przedsiębiorstwa w kraju, zajmującej się przetwórstwem i wydobyciem ropy naftowej PDVSA, którzy - po ucieczce całego szefostwa i managementu - sami zajęli rafinerie i zaczęli produkować na własną rękę, pokazując tym samym jeszcze raz całemu światu, że kontrola pracownicza nad fabrykami to nie mit, lecz rzeczywistość i konieczność. Wyszedłszy zwycięsko z tej konfrontacji Chávez rozwinął na masową skalę projekty likwidacji analfabetyzmu oraz objęcia wszystkich potrzebujących systemami publicznej edukacji i służby zdrowia.

Nowa ofensywa opozycji i wielkich mocarstw

Po fiasku zarówno otwartego puczu, jak i lock-outu wydaje się, iż opozycja zmienia swą taktykę. Tym razem postawili na tzw. referendum odwoławcze. Konstytucja Republiki Boliwariańskiej mówi, iż w połowie kadencji każdy urzędnik - po zebraniu 20% podpisów elektoratu - może zostać poddany takiej procedurze. Aby wszcząć ją potrzeba im było 2.400.000 podpisów. By je zdobyć dopuszczono się różnego rodzaju fałszerstw, które teraz dopiero wychodzą na jaw - na listach znalazły się podpisy nieletnich, nieżyjących, obywateli innych państw oraz duplikaty tych samych podpisów. Oprócz tego mówi się o przypadkach zmuszania pacjentów szpitali do podpisywania się pod groźbą odcięcia im dostaw leków i żywności oraz pracowników pod groźbą wyrzucenia ich z pracy. Koniec końców z dostarczonych 3.400.000 podpisów po weryfikacji ostało się… 1.832.493! (choć także i ta liczba prawdopodobnie jest zawyżona) Wyszło na jaw także, iż organizacja zajmująca się zbieraniem podpisów (SUMATE) finansowana była przez National Endownment For Democracy - legalnie działającą filię CIA, specjalizującą się w obalaniu niewygodnych dla USA rządów. Dodatkowo na niekorzyść opozycji świadczą sondaże, które pokazują obecnie, iż rząd Chaveza popiera ponad 60% ludności, a niektóre jego projekty nawet 75-80%. W nadchodzących wyborach samorządowych szacuje się, iż partie optujące za powrotem do czasów fikcji demokracji i wolności stracą swoje ostatnie bastiony.

Sytuacja międzynarodowa a Wenezuela

Szczególnie złowrogą rolę w tym procesie odgrywają wielkie mocarstwa i rzekomo bezstronne organizacje międzynarodowe. To, że rząd USA popiera jak tylko może opozycje antychavezoowską jest oczywiste. Dostępne są dowody, które potwierdzają jednoznacznie, że CIA stała za puczem wojskowych i biznesmenów z kwietnia 2002 roku. USA pod rządami Busha były jednym z niewielu państw, które natychmiast uznało rząd przejściowy Pedro Carmony - szefa konfederacji przedsiębiorców. Amerykańskie zaangażowanie wewnętrzne sprawy Wenezueli potwierdzają ostatnio opublikowane oficjalne dane ze strony National Endownment for Democracy. Opozycja dostaje od rządu Stanów Zjednoczonych setki tysięcy dolarów na rozwijanie swej kampanii destabilizacji i terroru. Podobną rolę odgrywają takie instytucje, jak Organizacja Państw Amerykańskich, czy też tzw. Przyjaciele Wenezueli lub Centrum Cartera (to ostatnie znane z mieszania się w wewnętrzne sprawy Kuby). Ostatnio organizacje te wyraziły swe zaniepokojenie „nadmiernym skupianiem się na technicznych problemach” przy procesie weryfikacji podpisów, złożonych przez opozycję. Jest to oczywiste naruszenie suwerenności Wenezueli i instytucji tego państwa. Do złudzenia przypomina to amerykańską arogancję w trakcie wojny z Irakiem.

Wenezuela, ogarnięta rewolucyjnym wrzeniem, uniemożliwia USA przeprowadzenie kluczowego dla interesów tamtejszej oligarchii Planu Kolumbia. Niedawne obalenie prezydenta Aristide’a na Haiti (inspirowane przez USA, które między innymi dostarczyły sąsiedniej Dominikanie 3.500 sztuk broni, którą ta z kolei przekazała partyzantce haitańskiej) miało być z jednej strony ostrzeżeniem dla Chaveza, a z drugiej zachętą do działań dla opozycji. Następnym celem bowiem jest właśnie Wenezuela. O bezpośredniej interwencji wojskowej w stylu Theodore’a Roosevelta uziemiony na dobre w Iraku Bush musi póki co zapomnieć.

Dlatego też knute są wszelkiego rodzaju intrygi oraz konspiracyjne plany. Istnieje projekt wywołania konfliktu między Kolumbią a Wenezuelą tak, by mogły interweniować wojska państwa Organizacji Krajów Amerykańskich. Rozważa się także możliwość wprowadzenia embarga na ropę naftową z Wenezueli, choć ta możliwość - wobec całkowitego fiaska okupacji Iraku - wydaje się raczej być wykluczona. Prawdopodobnie zastosowana zostanie jakaś forma sankcji gospodarczych i blokady, co jednak mogłoby obrócić się przeciwko USA i popchnąć do tej pory dość zachowawczego Chaveza zdecydowanie na lewo.

Póki co możliwości interwencji z zewnątrz wydają się być ograniczone. Jeśli jednak proces rewolucyjny nie będzie pogłębiany, to opozycja - zarówno w kraju jak i zagranicą - zacznie odzyskiwać pole do manewru.

"Im gorzej tym lepiej", czyli plan Guarimba

Opisany powyżej rozwój wydarzeń zmusza grupki opozycjonistów do natychmiastowego działania oraz sprawia, iż ich akcje są coraz bardziej histeryczne. W kraju od kilku tygodni narasta atmosfera napięcia. Uzbrojone bandy - w najlepszych tradycjach faszystowskich - dokonują kolejnych zamachów na przywódców związków zawodowych, intelektualistów popierających proces rewolucyjny oraz działaczy partii rządzących. Od 27 lutego natomiast trwa regularna ofensywa małych grupek opozycjonistów w Cáracas, mająca na celu destabilizacje kraju. Bandy 20-30 „synków z dobrych domów” chodzą po ulicach i podpalają opony, tarasują drogi, a w niektórych wypadkach strzelają z broni palnej. 1 marca jedna z takich grup próbowała zająć Centralny Uniwersytet Wenezueli, ale spotkała się ze spontanicznym oporem studentów. We wielu dzielnicach zamieszkanych przez zwolenników procesu rewolucyjnego i rządu Chaveza organizowane są prowokacje, w których udział bierze także i kontrolowana przez opozycje policja metropolitarna - ta sama policja, która w kwietniu 2002 roku strzelała do demonstrujących, co było bezpośrednią przyczyną puczu. Na dzień dzisiejszy z informacji, które posiadamy wynika, iż do tej pory w starciach zginęło 9 osób.

Celem obecnej ofensywy jest, jak już powiedziano, stworzenie klimatu chaosu i pokazanie, iż rząd nie kontroluje sytuacji w kraju. Strategię opozycji można podsumować najkrócej słowami „im gorzej, tym lepiej”. Doskonale wiedzą, że nawet gdyby udało im się doprowadzić do referendum odwoławczego, to i tak nie zdobyliby w nim większości. Nie są nawet w stanie wystawić wspólnego kandydata przeciwko Chavezowi. Muszą jednak działać, gdyż porażka zarówno w referendum, jak i w nadchodzących wyborach lokalnych grozi im dalszym wykruszeniem się ich i tak już słabej bazy społecznej. Dowodem na to jak groźna jest sytuacja z punktu widzenia opozycji jest demonstracja z soboty, 6 marca, na którą przyszło zaledwie kilkadziesiąt tysięcy osób. W przeszłości udawało się im zmobilizować nawet 200-300tysięcy osób, teraz jednak jest to niemożliwe.

Odpowiedź ruchu masowego

Na zdecydowaną reakcję sił wspierających proces rewolucyjny nie trzeba było długo czekać.

Już po pierwszych dwóch dniach podsycanych przez grupki opozycjonistów niepokojów, na ulice Cáracas w niedzielę, 29 lutego wyszły setki tysięcy ludzi, demonstrując swoje poparcie dla procesu reform oraz domagając się ukarania faszystów z ugrupowań opozycyjnych i pogłębienia procesu rewolucyjnego.

Manifestacja ta była impulsem do podjęcia kolejnych działań. Już 1 marca reaktywowano działalność Ludowego Zgromadzenia Rewolucyjnego w Cáracas (Asamblea Popular Revolucionaria de Gran Caracas). Jest to platforma koordynująca działania organizacji popierających proces rewolucyjny, która między innymi stawia sobie następujące cele:

- „tworzenie zgromadzeń w każdej dzielnicy, czuwających nad wykonaniem ustalonych planów zaporowych przeciwko opozycji;

- współpracę z wojskiem oraz lojalnymi wobec rządu siłami policji, mającą na celu opanowanie zamieszek prowokowanych przez siły faszyzmu; [...]

- Utrzymanie w pogotowiu i ciągłej mobilizacji ruchu masowego i społeczności lokalnych, by unieszkodliwić faszystów w zamieszkanych przez nas regionach poprzez wprowadzenie odpowiednich środków bezpieczeństwa;

- Stanowczy opór wobec jakiejkolwiek próby grabieży i wandalizmu ze strony faszystowskich band;

- Codzienne zebrania i protesty przeciwko terrorystycznym mediom prywatnym oraz manifestacje wspierające interwencje w policji metropolitarnej oraz policjach innych stanów i miast, które kontrolowane są przez terrorystów i puczystów. [...] O METROPOLITARNY RZĄD LUDOWY!

- Stworzenie patroli, złożonych z przedstawicieli społeczności lokalnych, by zagwarantować swobodny przepływ w obszarach przez nas zamieszkanych i chronić nasze bezpieczeństwo, dobra publiczne, drogi, zaopatrzenie i sklepy, szpitale, siedziby organizacji pozarządowych i mediów alternatywnych, instytucje rządowe, punkty usługowe, lokale koordynujące wykonanie planów społecznych rządu [alfabetyzacja, szkolnictwo etc. - przyp. Tłum. ], a także bezpieczeństwa przywódców organizacji ludowych i rewolucyjnych;

- Wywieranie presji na prokuraturę generalną, by raz na zawsze położyła kres bezkarności terrorystów i puczystów, zamykając ich w areszcie i sądząc wszystkich puczystów, prowokatorów i wykonawców akcji faszystowskich oraz zabójstw działaczy rewolucyjnych. [...];

- Promowanie jedności oddolnego ruchu społeczności lokalnych i klasowych organizacji związkowych oraz rewolucyjnych, takich jak np. Krajowy Związek Pracowników (UNT) [...]

(źródło - www.aporrea.org/dameverbo.php?docid=14472)

Oprócz tego, w różnych częściach Cáracas mieszkańcy zaczęli sami organizować się przeciwko utrudniającym im życie bandom rzezimieszków. Mieszkańcy takich dzielnic jak El Valle czy El Paraiso sami wzięli sprawy w swoje ręce i stawili czoła grupkom opozycjonistów i policji metropolitarnej, rozbijając je i neutralizując kolejne próby wzniecenia zamieszania i stworzenia wrażenia chaosu. W dzielnicy La Vega lokalne zrzeszenia polityczne oraz partie lewicowe wraz z innymi mieszkańcami ogłosiły 3 marca powstanie stałego zgromadzenia, które będzie obradowało każdego dnia po południu, a którego celem będzie „dyskusja nad aktualną sytuacją w kraju, nad nową ofensywą puczystowsko-terrorystyczną, ale także przygotowanie nas do odparcia nowej ofensywy w naszej dzielnicy wrogich nam sił policyjnych i innych najemników, którzy - bez powodzenia - próbują obalić demokratycznie wybrany rząd Hugo Rafaela Chaveza.” (Venpress - www.rnv.gov.ve/noticias/?act=ST&f=2&t=3886)

Do akcji włączył się także niedawno powstały, nowy związek zawodowy UNT. Starą organizację związkową CTV, po tym jak poparła pucz z kwietnia 2002 roku i późniejszy lock-out, opuściło większość z jej członków i w sierpniu 2003 roku utworzyli oni Krajowy Związek Pracowników - UNT. Na konferencji prasowej z 4 marca liderzy UNT „wyrazili swój sprzeciw wobec działań prowokatorów i faszystów. Lider UNT i poseł Zgromadzenia Narodowego Osvaldo Vera przedstawił analizę aktualnej sytuacji politycznej, ukazując w jaki sposób rząd USA i liderzy ugrupowań opozycyjnych świadomie dążą do destabilizacji kraju, wytworzenia wrażenia chaosu, podziału społeczeństwa i sił zbrojnych, by w ten sposób skłonić opinię międzynarodową do przekonania Organizacji Państw Amerykańskich do interwencji w wewnętrzne sprawy Wenezueli”. Inny lider UNT oświadczył, że „robotnicy staną do walki w obronie tego procesu nabywania przez klasę pracowniczą godności, wszędzie tam gdzie trzeba będzie.”

Którędy naprzód?

Wszystkie te działania pokazują, że ruch wspierający przemiany rewolucyjne w Wenezueli jest tak silny, jak nigdy dotąd. I choć kolejna ofensywa opozycji wydaje się być znowu nieudana, daleko jeszcze nam do zwycięstwa. Aby je osiągnąć potrzeba raz na zawsze wyeliminować groźbę kolejnych, zbrojnych ataków ze strony partii starego porządku. Dobrym posunięciem jest na pewno reaktywowanie tak bardzo zasłużonej w czasie puczu z kwietnia 2002 roku Asamblea Popular Revolucionaria. Następnym krokiem powinno być rozszerzenie tych zgromadzeń na cały kraj i ich koordynacja zarówno w skali lokalnej, jak i krajowej. Zgromadzenia te powinny utworzyć milicje, złożone z mieszkańców społeczności lokalnych i przez nie kontrolowane, które strzegłyby porządku w kraju i nie dopuściły do kolejnej zbrojnej ofensywy faszystowskiej opozycji. Byłby to pierwszy krok na drodze do ostatecznego rozbicia sił, zmierzających do powrotu represji i fasadowej demokracji z czasów IV Republiki. Opozycja w dalszym ciągu ma władzę - nie polityczną, ale ekonomiczną. W dalszym ciągu kontrolują dużą część gospodarki, mają prywatne media, poprzez które przekazują całkowicie zakłamany obraz wydarzeń oraz są właścicielami największych banków. Jedyną, skuteczną formą walki z opozycją w ostatecznym rozrachunku jest zabranie im tych wszystkich dóbr i poddanie ich demokratycznej kontroli większości społeczeństwa. Tylko skończenie raz na zawsze z systemem kapitalistycznym i budowa systemu opartego na pracowniczej demokracji, w którym każda siła polityczna będzie mogła mieć wpływ na kształt państwa pod warunkiem zaniechania zbrojnego występowania przeciwko niemu, zapobiegnie rozlewowi krwi niewinnych ludzi. Słowem - potrzebna jest socjalistyczna transformacja społeczeństwa.

Rozpoczęcie procesu rewolucyjnych zmian w społeczeństwie wenezuelskim odbiłoby się na pewno szerokim echem w Ameryce Łacińskiej i na całym świecie. Kraje takie jak Boliwia, Argentyna czy Brazylia także przeżywają głęboki kryzys i to na każdym poziomie - gospodarczym, politycznym i społecznym W Argentynie dla przykładu od paru lat istnieje sieć okupowanych i zarządzanych przez pracowników fabryk (z doświadczeń tego ruchu korzystają także i robotnicy okupujący fabryki w Wenezueli), a według sondaży zaufanie do systemu ekonomicznego, opartego na wolnym rynku wynosi zaledwie 2%. Widząc zmiany w Wenezueli pracownicy i inne odsunięte od ekonomicznej i politycznej władzy warstwy społeczeństwa zaczęłyby walczyć o podobne przemiany w ich krajach. Już teraz w obrębie krajów Ameryki Łacińskiej powstają inicjatywy solidarnościowe, mające na celu wymianę informacji między społeczeństwami np. Argentyny i Wenezueli (więcej szczegółów pod adresem www.aporrea.org/imprimir_noticia.php?docid=14621). Już obecnie bowiem wydarzenia w Wenezueli są inspiracją dla innych krajów Ameryki Łacińskiej. Możemy więc wyobrazić sobie jaka byłaby odpowiedź na prawdziwie socjalistyczne rozwiązania, zastosowane w Wenezueli. Sukces rewolucji w Ameryce Łacińskiej odbiłby się natomiast szerokim echem przede wszystkim w USA (gdzie już teraz mieszka 37 milionów (około 12% ludności) Latynosów, a także w Hiszpanii i całej Europie - w tym także i w Polsce.

Przedstawione powyżej rozwiązania proponują uczestniczący aktywnie w procesie rewolucyjnym marksiści wenezuelscy, zgromadzeni w Marksistowskim Nurcie Rewolucyjnym, będącym rezultatem połączenia się organizacji El Militante i El Topo Obrero. Propozycje ich zaczynają zdobywać coraz większe echo w Wenezueli i na całym świecie. Niestety Chávez i reszta kierownictwa ruchu dalej wierzy w możliwość dialogu z opozycją i przekonania ich do respektowania „demokratycznych reguł gry”. Dla wenezuelskiej opozycji jednak demokracja jest czymś zupełnie innym, niż dla ruchu rewolucyjnego. Tych dwóch koncepcji pogodzić się nie da. Opozycja już jest uzbrojona i atakuje. Czas by i ruch pracowniczy podjął zdecydowane działania przeciwko niej.


 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing