|
Poziom produkcji w naszym kraju w 2003 roku był o 60% wyższy niż w 1989. Jednocześnie realne płace pozostały na właściwie nie zmienionym poziomie. |
| Chile |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 03.06.2007. | |
|
Regularny wzrost gospodarczy, spadek zadłużenia zagranicznego, zagraniczne inwestycje, prywatyzacja wszystkiego, co się da i tzw. rozsądna lewica u władzy. Oto oficjalny obraz Chile, jednego z nielicznych krajów Ameryki Łacińskiej, które mają nadal dobrą prasę w krajach o rozwiniętej gospodarce. Sielanka? Niezupenie...
3 maja z rąk policji zginął 26-letni Rodrigo Alexis Cisternas, pracownik przemysłu drzewnego, uczestnik strajku w zakładach Bosques Arauco z początku maja tego roku. On i siedem tysięcy innych pracowników domagało się podwyżki płac. W kraju, którego wzrost gospodarczy zyskał miano "cudu", ich pensja jest niższa niż 100 dolarów miesięcznie, a żądania jej podniesienia każdorazowo są odrzucane. Nic w tym zresztą dziwnego, wszystko odbywa się zgodnie z logiką kapitalizmu. Dziesięciu najbogatszych Chilijczyków zbiera do swojej kieszeni 47% narodowego przychodu. Za to 38% mieszkańców kraju żyje w ubóstwie, a 20% w skrajnej nędzy. Równocześnie władze Chile dbają o wizerunek kraju za granicą i regularnie zaniżają dane dotyczące społecznych nierówności w państwie. Starają się również tuszować informacje o strajkach i protestach. Jak o tym z początku maja, gdy dwa tysiące zdesperowanych pracowników przetwórni drewna dosłownie wyszło na ulicę, organizując w nocy blokadę. Policja przyjęła ich gazem łzawiącym i armatkami wodnymi, potem padły strzały gumowymi kulami i ciężką amunicją. Oprócz jednej ofiary śmiertelnej było też kilku rannych, ponadto liczni uczestnicy protestu zostali aresztowani. Kręgi rządzące jednym głosem z propagandystami amerykańskimi wskazują na swój kraj jako na dowód prawdziwości neoliberalizmu w najczystszej postaci, dowód na błogosławiony wpływ powszechnej prywatyzacji (w Chile nawet służba zdrowia i oświata nie są już państwowe!) na rozwój gospodarczy, jak również na liberalne "wyrównywanie szans" - poprzez pozwolenie na bogacenie się, nieważne jakim kosztem. Tymczasem kraj ten jest przerażającym przykładem cynizmu i bezwzględności wielkiego kapitalizmu - dzięki "regulacjom prawnym przyjaznym wobec inwestorów" dziś firmy zagraniczne mają w swoich rękach imponujące chilijskie zasoby surowców naturalnych, kontrolują przemysł leśny i rybny, a państwo nie ma z tego żadnego pożytku. "Przyjazne regulacje prawne" sprowadzają się bowiem do faktycznej likwidacji opodatkowania wielkich koncernów (w najlepszym razie płacą one opłatę za prawo do eksploatacji surowców w wysokości... trzech procent dochodu). Nic dziwnego, że potem ich przedstawiciele chętnie dołączają do chóru piewców Chile jako najbardziej demokratycznego kraju Ameryki Łacińskiej. Manipulacja informacją to zresztą w wypadku Chile chleb powszedni. Oligarchia wskazuje na wskaźniki inflacji (niski) czy eksportu (wysoki), wreszcie osławione 6% rozwoju gospodarczego. Jest tylko jedno ale... Wysoki wzrost, nakręcany przez zagraniczne koncerny, bynajmniej nie przekłada się na rozwój kraju, a poza tym dawno już wykazano, że mówienie o wzroście gospodarczym, gdy nie idzie za nim sprawiedliwy podział bogactw, zakrawa na gorzką kpinę względem obywateli. Znamy to zresztą znakomicie z własnych polskich doświadczeń. Zamordowany uczestnik strajku pracowników przetwórni drewna nie jest pierwszą - i niestety zapewne nie ostatnią - ofiarą chilijskiego kapitalizmu. Jest to jednak swoisty symbol. Z tragiczną dosłownością ukazuje on stosunek świata wielkich pieniędzy do zwykłych ludzi, ukazuje cały cynizm neoliberalnych haseł propagandowych, głoszących w pierwszym rzędzie, że to właśnie system liberalny najlepiej likwiduje nierówności społeczne, gdyż pozwala każdemu realizować swoje aspiracje i nie dopuszcza do marnowania pieniędzy przez biurokratów. Być może dzięki tej sprawie świat wreszcie usłyszy, że "cud chilijski" to tak naprawdę cud propagandowy, nie zaś społeczno - gospodarczy. Zaś wszyscy wahający się w kwestii przekonań politycznych zobaczą na przykładzie tego andyjskiego kraju, jaką wolność tak naprawdę niesie realizacja neoliberalnych postulatów. W Polsce poznanie tego przykładu ma teraz szczególne znaczenie. Coraz głośniej słyszymy bowiem o wznowieniu prywatyzacji, a przekazanie służby zdrowia i oświaty w prywatne ręce jest przedstawiane jako jedyne rozwiązanie ich licznych problemów. W Chile taka recepta na dobrobyt już została zrealizowana. Na razie kraj stracił 7 mld dolarów i cały czas ta strata się powiększa. Jedynie, czym w zakresie gospodarki dysponuje dziś rząd, to CODELCO - Krajowa Korporacja Miedzi, a i ona co i rusz jest przedmiotem wściekłych ataków. Dlatego dziś edukacja i służba zdrowia są dla blisko połowy narodu luksusem, a kraj nie jest w stanie kontrolować swoich niemałych zasobów naturalnych, które mogłyby być - jak w Wenezueli - źródłem dobrobytu dla wszystkich Chilijczyków. Tragicznie wygląda sytuacja systemu emerytalnego. Swego czasu będący inspiracją dla polskiej reformy emerytalnej, dziś system ten nie jest w stanie zagwarantować świadczenia minimalnego ponad połowie płacących składki. Na emeryturę wyższą od minimalnej może liczyć 1/5 ogółu. Do tego ci, którzy nie zdecydowali się jeszcze za dyktatury Pinocheta przejść na ten "nowoczesny" system i pozostali przy zajadle atakowanym starym modelu emerytalnym, otrzymują dziś trzy razy więcej niż ci, którzy swego czasu uwierzyli kapitalistycznym frazesom. Obrazu dopełnia fakt, iż wszystkie pięć funduszy emerytalnych, między którymi mogą wybierać Chilijczycy, to międzynarodowe koncerny, własność kapitału zagranicznego, inwestowana poza krajem. Trudno się dziwić, że taka sytuacja wpływa negatywnie na polityczną aktywność mieszkańców kraju. W odróżnieniu od mieszkańców sąsiednich krajów Chilijczycy zdają się nie wierzyć w możliwości solidarnego działania, ciągle nie wyzwolili się zupełnie od lęku przed powrotem prawicowej dyktatury. Model neoliberalny nadal jawi się wielu jako nieusuwalny, jedyny możliwy. Jednak wydarzenia w Wenezueli, Argentynie, Boliwii, Ekwadorze muszą i tu wywołać istotne zmiany w społecznej świadomości. Kilkutysięczny strajk pracowników przemysłu drzewnego jest tego przykładem. Za nim powinny iść następne. Chilijczycy już wiedzą, czym tak naprawdę jest neoliberalizm. Czas na alternatywę. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |