Kolejny "huragan nad cukrem" Drukuj Email
Napisał(a): Joanna Antoniak [socjalizm.org]   
19.05.2007.

Niewyobrażalne bogactwo i ogromna nędza: oto Brazylia, typowy przykład kraju eufemistycznie zwanego „rozwijającym się”. Rozwój gospodarczy faktycznie staje się udziałem największego kraju Ameryki Południowej, jednak – jak na ogół w kapitalizmie – bynajmniej nie dla wszystkich. Ostatnie wydarzenia każą wątpić w to, że ta sytuacja szybko się zmieni.

 Od 2002 roku prezydentem kraju jest dawny działacz związkowy, Luiz Inácio Lula da Silva, twórca Partii Pracowników, związany z lewicą od ponad 25 lat. Wybrany w 2006 r. na drugą kadencję, Lula pod wieloma względami nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Opierając swój program wyborczy na obietnicach radykalnych społecznych przemian, prezydent odszedł już dawno na drogę reformizmu, w ostatnich latach skłaniając się jeszcze bardziej ku centrum. 30 mln Brazylijczyków żyje poniżej globalnego wskaźnika ubóstwa, 15 mln jest stale niedożywionych, 13% nie ma pracy, a problem favelas, ogromnych dzielnic nędzy, zdaje się być w sferach rządowych tematem tabu. Nie jest nim natomiast kwestia wzrostu gospodarczego – specjalny program rządowy ma wspierać przedsiębiorców, zduszono inflację.

Jednym ze środków na trwałe zdobycie przez Brazylię pozycji wśród mocarstw światowych ma być współpraca ze Stanami Zjednoczonymi przy produkcji biopaliw. Kraj ze stolicą w Brasilii to drugi światowy producent paliwa na bazie etanolu, zaś Amerykanie coraz poważniej mówią o uniezależnieniu się od zakupów ropy naftowej od krajów islamskich. Mimo swojej lewicowej przeszłości prezydent Lula zdaje się całkowicie pomijać fakt, iż sprzedaż kukurydzy i trzciny cukrowej z przeznaczeniem na eksportowy etanol oznaczać musi wzrost cen tych towarów na rynku rodzimym. Tym samym jedna trzecia narodu brazylijskiego nie będzie mogła sobie pozwolić na zakup podstawowych produktów żywnościowych. W zestawieniu z tym faktem nader dziwnie brzmią niedawne zapewnienia Luli, że walka z głodem w Brazylii jest wielkim wyzwaniem jego prezydentury. Zupełnie zaś brak słów na cynizm wypowiedzi jego ministrów, dla których właśnie eksport kukurydzy pozwoli mieszkańcom Brazylii… zarobić na jej kupno, a Stany Zjednoczone, podejmując współpracę z największym krajem Ameryki Południowej, działają przede wszystkim w interesie jej mieszkańców, tworząc alternatywę dla demagogii Fidela Castro i Hugo Chaveza.

Już teraz cena cukru jest najwyższa od ćwierć wieku. Rośnie cena ropy naftowej, a na świecie coraz przychylniej patrzy się na ekologiczne i rzecz jasna ekonomicznie opłacalne biopaliwa. A Brazylia to największy i bezdyskusyjnie najtańszy eksporter etanolu powstałego z cukru, niemal monopolista na rynkach angielskim i szwedzkim, ze znakomitymi perspektywami w całej Unii Europejskiej, zalecającej masowe korzystanie z biopaliw. Ekonomiści zachwycają się „genialną” koncepcją gospodarczą największego kraju Ameryki Łacińskiej: połowa produkowanego cukru jest przerabiana na etanol, a ceny rosną. Już od trzech lat ilość produkowanego cukru jest zresztą za mała, by zaspokoić potrzeby potencjalnych konsumentów. W pierwszej kolejności tracą więc ci, których nie stać – mieszkańcy brazylijskich favelas. Aż trudno wyobrazić sobie sytuację, w której na podobną skalę jak cukier eksportowana będzie kukurydza. A na tym nie koniec. Receptą na dalsze przyspieszenie rozwoju gospodarczej państwa ma być dalsza sprzedaż produktów rolnych. Rząd nie ustaje w zapewnieniach, że skorzysta na tym każdy mieszkaniec tego trzydziestomilionowego kraju, zupełnie jakby historyczne doświadczenia Ameryki Łacińskiej i samej Brazylii nie wskazywały na coś zupełnie odwrotnego.

Dodatkową ironią okrasza całą historię fakt, że owe „biopaliwa” – jak zresztą wskazują badania samych Amerykanów – wprowadzone na wielką skalę wywołałyby podwyżkę ilości zgonów na choroby układu oddechowego i zwiększyłyby częstotliwość występowania zjawiska smogu. To o wiele tragiczniejsze rezultaty, niż w wypadku napędzania samochodów tradycyjną benzyną. Jak zawsze wygrywa jednak interes wąskiej grupy. To dlatego amerykańskie media o wiele chętniej rozprawiają o konieczności uniezależnienia się od zakupów ropy w „krajach politycznie niestabilnych”, a wypowiedzi Fidela Castro, nazywającego biopaliwa ludobójstwem, nazywają tanią demagogią.

Brazylia to kraj z przyszłością – twierdzą jednym głosem przedstawiciele sfer rządzących i analitycy ekonomii. Ciekawe tylko, dla kogo ta przyszłość. Raczej dla mieszkańców wielkich apartamentowców niż dla niemalże sąsiadujących z nimi nędzarzy z favelas. Co więcej, w porównaniu z mieszkańcami Wenezueli, Boliwii, Ekwadoru czy nawet Kuby Brazylijczycy zdają się być pogodzeni ze swoją sytuacją. Większe ruchy masowe nie rozwijają się, a Partia Pracowników już w 1998 nazwała ideały socjalistyczne „przestarzałymi”. Kilkuprocentowe poparcie zdobywa istniejąca od kilku lat Partia Socjalizm i Wolność, składająca się z byłych członków Partii Pracowników występujących przeciwko polityce Luli. Dalszy rozwój sytuacji w kraju zasługuje z pewnością na uwagę międzynarodowej lewicy. Brazylia nie musi wprawdzie – jak często do tej pory – wyznaczać kierunku rozwoju całej Ameryki Łacińskiej, jednak jej znaczenie jest nie do przecenienia.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing