Strajk generalny w Argentynie – śmierć nauczyciela chemii przebrała miarkę Drukuj Email
23.04.2007.

150,000 Argentyńczyków protestowało 9 kwietnia na ulicach dziesiątek miast przeciwko represyjnej polityce rządu krajowego i administracji lokalnych. Bezpośrednią przyczyną demonstracji było zastrzelenie nauczyciela chemii, Carlosa Fuentealby, podczas jednej z manifestacji nauczycielskich związków zawodowych. Protestowano też przeciw niskim płacom i złym warunkom pracy.

 
Kilka lat temu Argentyna przez chwilkę znalazła się na pierwszych stronach gazet całego świata. Nic dziwnego. Argentyńczycy wyszli wtedy na ulice, by zaprotestować przeciwko ówczesnemu rządowi. Sukces był połowiczny. Udało się obalić trzech prezydentów, jednak zasadnicze problemy pracowników argentyńskich – niskie zarobki, represyjny aparat państwowy, złe warunki pracy, niskie emerytury, degradacja opiekuńczej roli państwa – nie zostały rozwiązane. Teraz dały one znać o sobie na nowo, z jeszcze większą siłą.

Sytuacja nauczycieli w Argentynie

W Argentynie nauczyciele to jedna z lepiej zorganizowanych grup pracowników. Powody tego stanu rzeczy są proste. Nauczyciele są bowiem jedną z najgorzej opłacanych grup pracowników. W niektórych częściach kraju ich płace nie były podwyższane od 1991 roku i stoją na skandalicznie niskim poziomie, który przypomina raczej racje głodowe niż zarobki. Dlatego też nauczyciele od lat domagają się podwyżek oraz proponują postępowe zmiany w systemie edukacji.

Niestety kolejne rządy argentyńskie pozostają głuche na wołania nauczycieli. Obecny prezydent Argentyny, Nestor Kirchner, woli wydawać miliony dolarów na ekspedycje wojskowe do Haiti i tracić miliardy na spłatę nieuczciwych kredytów zagranicznych, niż zapewnić godziwe pensje Argentyńczykom. Lepiej przecież, tak rozumują elity rządzące, obniżyć podatki dla bogatych, niż zapewnić godne warunki życia nauczycielom i innym grupom społecznym.

Teoretycznie, po kryzysie z 2001 roku w Argentynie śladu już nie ma. Gospodarka rośnie w zawrotnym tempie, media i rząd z optymizmem patrzą w świetlaną przyszłość. I rzeczywiście: rezerwa walutowa Argentyny wynosi obecnie około 40 miliardów USD, a budżet co roku zamyka się bilansem dodatnim. Wszystko jednak ma swoją cenę, którą w tym przypadku płacą nauczyciele i inni pracownicy argentyńscy.

Ożywienie w ruchu związkowym

Z taką filozofią „rozwoju” – jakże znajomo brzmiącą tutaj, w Polsce - nie godzą się niektóre gremia związkowe. Od 2003 roku obserwujemy stałe nasilanie się fali protestów społecznych. Jak na ironię dzieje się to mimo zaklęć niektórych „analityków”, którzy właśnie wtedy zaczęli coraz głośniej mówić o końcu rewolucji w Argentynie. Rewolucja jednak uparcie trwa, bo też i żaden z problemów społecznych nie został rozwiązany.

Pierwszym sygnałem ożywienia ruchu związkowego była walka pracowników metra w Buenos Aires z 2003 roku. Dzięki konsekwentnej, lewicowej i propracowniczej polityce przywództwa udało się wywalczyć sześciogodzinny dzień pracy oraz bardzo duże podwyżki. Ponadto związkowcy zatroszczyli się też o efektywność pracy: swoimi protestami zmusili szefostwo prywatnej firmy, jaką jest metro w Buenos Aires, by przestało zatrudniać firmy trzecie (tzw. outsourcing) np. do sprzątania i włączyło ich pracowników do korzystnego układu zbiorowego wywalczonego wcześniej przez związkowców.

Pracownicy metra zdawali sobie jednak sprawę, iż bez solidarności i wsparcia ze strony reszty ruchu związkowego ich zdobycze mogą okazać się bardzo krótkotrwałe. Dlatego też założyli Międzyzwiązkowy Ruch Klasowy (MIC), który jednoczy najbardziej konsekwentnych w walce o prawa pracownicze związkowców z całej Argentyny i ze wszystkich central związkowych. I to właśnie w ten ruch wpisuje się walka nauczycieli argentyńskich.

Represje

Obecny argentyński rząd stara się wprawdzie pokazać jak bardzo zerwał z tradycją represji ruchu pracowniczego, ale praktyka dowodzi, iż jest to li tylko działanie marketingowe. Protesty nauczycielskie zadają kłam tej tezie w sposób jednoznaczny. Nie wystarczy bowiem symboliczny sąd nad oprawcami sprzed 30 lat, kiedy to w Argentynie szalała popierana przez USA dyktatura wojskowa – trzeba uporać się z całym aparatem represyjnym, jakim jest państwo działające na korzyść kapitału międzynarodowego.

Nauczyciele swój protest zaczęli na początku roku szkolnego, który w Argentynie zaczyna się 1 marca. Wtedy to do pracy nie poszli nauczyciele z 14 prowincji Argentyny. Rozpoczęły się długotrwałe negocjacje. Ewidentnie zamiarem rządu było przeciągnąć je tak długo, aby nauczyciele w końcu zrezygnowali z protestu i wrócili do pracy bez żadnej podwyżki lub też uzyskując „na pocieszenie” kilkadziesiąt pesos więcej miesięcznie.

W tym samym czasie machina państwowego aparatu represji zaczęła działać na najwyższych obrotach. I tak oto 23 marca nauczycielom jednej ze szkół w mieście Zamora zabroniono wejścia do budynku, gdyż „strajk już się skończył”, a oni nie chcieli tego faktu uznać. W kilka dni później kolejna manifestacja została zaatakowana przez policję. W prowincji Santa Fe szkoły zmilitaryzowano i otoczono kordonem wojska. Sam prezydent Kirchner powiedział, że protestujący „szantażują społeczeństwo” i że rząd na taki rozbój nie przystanie.

Kulminacją działań represyjnych była demonstracja w Neuquen z 4 kwietnia, kiedy to – w wyniku interwencji policyjnej – rannych zostało 10 nauczycieli, a nauczyciel chemii Carlos Fuentealba został zabity na oczach protestujących.

Mobilizacja pracownicza vs. biurokratyczna

Po tym wydarzeniu cierpliwość związkowców się wyczerpała. Na zwołanej następnego dnia konferencji prasowej ogłoszono mobilizację i strajk generalny na poniedziałek, 9 kwietnia. Przywódcy związkowi, zawsze tak ostrożni, tym razem prześcigali się w coraz to radykalniejszych wystąpieniach. Skąd taka gorliwość? Przecież jeszcze do niedawna ci sami ludzie izolowali świadomie poszczególne konflikty lokalne i pozwalali na ich stopniowe obumieranie.

Walka nauczycieli zdobyła sobie poparcie wśród pracowników z bardzo wielu sektorów związków zawodowych. Od dość dłuższego czasu pracownicy ci naciskali na przywództwo tradycyjnych i największych związków zawodowych, by w końcu jakoś pomogli nauczycielom w ich słusznej walce. To jednak wciąż wymyślało coraz to bardziej absurdalne powody, dla których nauczycieli należy zostawić samych – w myśl starej dobrej zasady każdego biurokraty: „jeśli można czegoś nie zrobić, to należy tego nie robić”. Teraz jednak sytuacja groziła wymknięciem się spod kontroli, dlatego też liderzy central związkowych zmuszeni zostali do stanowczej reakcji.

Za słowami jednak nie od razu poszły czyny. Jeden z głównych związków zawodowych, CGT, wycofał się z 24-godzinnego strajku i wezwał jedynie do godzinnej przerwy w pracy. Organizacja strajku, prócz sektora oświaty, była bardzo zła. Nigdzie nie zwołano zgromadzeń pracowniczych, na których wyjaśniono by dlaczego związki protestują i jak można im pomóc. Nikomu nie przyszło też do głowy demokratyczne przedyskutowanie planu dalszych działań na wypadek gdyby rząd nie spełnił słusznych żądań nauczycieli. Nie wspominając już o potrzebie wsparcia finansowego dla protestujących.

Znaczenie strajku generalnego

Mimo tych wszystkich słabości 9 kwietnia 2007 przejdzie do historii argentyńskiego ruchu pracowniczego. W prawie 300 manifestacjach udział wzięło aż 150 tysięcy ludzi. Jest to bodajże największy ruch od pięciu lat. Co ważniejsze, jest on organizowany głównie przez związki zawodowe, które znajdują się w stanie wrzenia: stare przywództwo jest poddawane nieustannej próbie, a gdy jej nie wytrzymuje wybierane jest nowe, bardziej lewicowe, bliższe aspiracjom pracowników. Nic dziwnego więc, iż jednym z głównych haseł na manifestacjach z 9 kwietnia było: „walczymy o przywództwo związkowe, które będzie nas reprezentowało”.

Należy także podkreślić, iż obecny strajk generalny jeszcze raz udowadnia, że fałszywa jest teza, jakoby pracownicy i rząd czy lokalna elita finansowa mieli wspólne interesy. Pracownicy chcą sprawiedliwego wzrostu płac i dobrych warunków do wykonywania swojej pracy, rząd natomiast woli dawać milionowe ulgi dla bogatych i przeznaczać miliardy dolarów na spłatę zadłużenia zagranicznego. Kolejną fałszywą tezą, którą obalają ostatnie protesty jest twierdzenie, jakoby w Argentynie nie było pracowników tylko mityczna „klasa średnia”. Głodujących nauczycieli i solidaryzujących się z nimi związkowców trudno bowiem zaliczyć do „klasy średniej”.

Ostatnie protesty udowodniły także jeszcze raz, że to pracownicy, a nie wielki kapitał czy rząd, są podstawą każdego państwa. Bez ich aktywnego udziału nowoczesne, informatyczne i przemysłowe społeczeństwo nie może działać. Pracownicy zajmują najważniejszą rolę w procesie produkcji – zarówno towarów jak i usług. Rolę, której większość z nas nie jest świadoma na co dzień, a o której przypominają nam protesty pracownicze. Siła pracowników może być tylko wtedy wykorzystana, gdy świadomie i wspólnie – ponad podziałami, niezależnie od zawodu i branży – zaczną oni działać. Może warto, by przed 1 maja zastanowili się nad argentyńskimi doświadczeniami i polscy związkowcy?
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing