Pieniądz, polityka, kłamstwo..., czyli (burżuazyjny) śmiech przez (robotnicze) łzy Drukuj Email
Napisał(a): Maciej Śmigielski [socjalizm.org]   
13.06.2007.

6 czerwca wspominamy jedno z ważniejszych wydarzeń historycznych w dziejach, najdonioślejszą akcję Drugiej Wojny Światowej i zarazem największy desant w historii. Dzień ten odbił się na zawsze w najnowszej historii, lecz niewiele osób kojarzy tę datę z późniejszymi wydarzeniami Zimnej Wojny. Świat znów stoi u progu zapaści, wygląda na to, że największe współczesne mocarstwo zamierza wykorzystać swoją potęgę, by ciemiężyć ludzkość przez kolejne wieki.

Podczas lądowania aliantów w Normandii 63 lata temu, w czasie około dwóch miesięcy we Francji znalazło się 2 880 tys. żołnierzy i dziesiątki tysięcy ton sprzętu wojskowego. Przełamanie niemieckiej obrony pod Caen, a później połączenie się wojsk amerykańskich z francuskimi, miały przypieczętować los III Rzeszy, która odtąd stawiać opór musiała zarówno Aliantom Zachodnim, jak i Sowietom. Korzystając z tej rocznicy, warto skupić się na efektach tej operacji na niespotykaną dotąd skalę i wytłumaczyć sytuację rozpoczęcia Zimnej Wojny i dzisiejszego ładu na świecie. Jest to problem niezwykle ważny. Chcąc poznać i zrozumieć metody działania dzisiejszych mocarstw, a tym samym świadomie i skutecznie starać się o uznanie swoich racji, musimy przyjrzeć się bliżej tym historycznym zagadnieniom.

Walka bowiem nie toczyła się wyłącznie na frontach. Wiele uciskanych narodów walczyło o wyzwolenie spod nazizmu oraz broniło się przed stalinizmem i kapitalizmem. Jednak ich los był już przesądzony. Pół roku wcześniej Rzesza chyliła się ku upadkowi, lecz właśnie to spowodowało pojawienie się coraz większych spięć pomiędzy sojusznikami, którzy oprócz chęci zwalczenia III Rzeszy nie mieli ze sobą wiele wspólnego. Stalin wiedział, że jeśli da nazistom wolną rękę do działania na drugim froncie, to Zachodowi nie uda się wydostać z plaż Normandii. Zachodnie mocarstwa natomiast nie chciały oddać Stalinowi żadnych krajów, ponieważ oczywistym było, że poszerzą one grono państw komunistycznych. Z drugiej strony, zachodni alianci wiedzieli, że jeśli wspomogą kraje sojusznicze – przede wszystkim Polskę – to mogą poważnie utrudnić dalsze postępy wojsk sowieckich. Wtedy jednak pokonanie nazistów mogłoby stać się niemożliwe. A więc trzeba było dojść do porozumienia, starając się zapewnić sobie jak największe zdobycze terytorialne. Rozpoczęła się walka o wpływy.

Szczęśliwie lub nie, przywódcy Wielkiej Trójki doszli do porozumienia. Groźba dalszej wojny była realna. Jednak wyrzeczenia, jakie obie strony musiały sobie postawić, były bardzo dotkliwe. Kiedy po Starym Kontynencie krążyło widmo III Wojny Światowej, Churchill i Stalin, przytłoczeni ogromem II Wojny, i świadomi swojej fatalnej sytuacji gospodarczej i wewnętrznej zdecydowali się zawrzeć porozumienie. Wiązało się to z rezygnacją Zachodu z wpływów w krajach Europy Środkowej i przyzwoleniem na komunistyczny ład w tej części świata, z dalszym wsparciem Rosjan w wojnie oraz gwarancją pokoju. Było ono także równoznaczne z posiadaniem nieograniczonych wpływów w swojej połowie świata. Stalin wcale nie zamierzał ułatwiać Zachodowi lądowania w Normandii. W okresie ofensywy na froncie zachodnim Sowieci zatrzymali się na parę miesięcy na linii Wisły chcąc, aby naziści skierowali większe siły na walkę na drugim froncie.

Napięcie po zakończeniu wojny nieco spadło. Jednak gdy Stany Zjednoczone weszły w posiadanie broni atomowej stosunki zaczęły się znów gwałtownie oziębiać. Zimną Wojnę oficjalnie rozpoczęło przemówienie Winstona Churchilla z 1946 r. i zapowiedź USA, że będą broniły Grecji i Turcji przed najazdem Sowietów, czego dalszym skutkiem było powstanie NATO. Blok zachodni nie mógł zdecydować się na uderzenie ze względu na przytłaczającą przewagę Armii Czerwonej, która byłaby w stanie w dłuższej perspektywie opanować całą Europę i Azję, być może także Afrykę, zalewając je czołgami T-34, najskuteczniejszą bronią II Wojny Światowej. ZSRR nie atakował ze względu na niezwykle niestabilną sytuację wewnątrz terenów okupowanych, wymagających pacyfikacji i nadzoru militarnego. Po uwikłaniu się w wojnę najpewniej kraje opanowane przez Armię Czerwoną wystąpiłyby zbrojnie. Konflikt zakończyłby się więc stratami dla obu bloków politycznych. Ale jeśli nawet jedna ze stron miała wystarczającą przewagę, było to absolutnie niemożliwe do skalkulowania.

Stalin w krajach “wyzwolonych” wyniszczał ludzi sprzeciwiających się Związkowi Radzieckiemu. Między innymi prawdziwych socjalistów. Słusznie zatem dziś historycy mówią o Stalinie jako o przywódcy, który podjął walkę z własnym ludem. Odpowiedzialny jest za śmierć milionów ludzi. Obóz kapitalistyczny bynajmniej mu jednak nie ustępował. Amerykanie bez większych uprzedzeń podjęli współpracę z niedawnymi hitlerowcami i zbrodniarzami wojennymi, czyniąc z procesów norymberskich jedynie kpinę. Dla przykładu: niejednokrotnie już „New York Times” ogłasza, że Amerykanie współpracowali z byłymi nazistami. CIA nie zamierza odtajnić materiałów mających te kontakty ujawnić, lecz jest to paradoks nader znany znawcom najnowszej historii politycznej. Procesy norymberskie miały być przejawem demokratyzacji i powrotu do normalności po wojnie, lecz okazuje się, że wielu ze skazanych zostało przedwcześnie zwolnionych. Nawet sami prowadzący procesy byli tym zszokowani. Nie jest zresztą tajemnicą, że Amerykanie werbowali Niemców do wywiadu (co najmniej pięć osób z bliskiego kręgu Adolfa Eichmanna), a podstawę amerykańskich zbrojeń nuklearnych i rakietowych stanowili niemieccy naukowcy, m.in. Wernher von Braun. USA odpierały zarzuty, twierdząc, że ludzie ci są cennym źródłem informacji o ZSRR.

W latach 50. siły zostały wyrównane na iście przerażającym poziomie. Związek Radziecki zdobył broń atomową i ustabilizował sytuację wewnętrzną i gospodarkę krajów Układu Warszawskiego. USA zaś rozbudowały swoją armię i stworzyły bazy wojskowe w krajach NATO, aby chronić je przed najazdem komunistów. Pamiętać należy, że prawdziwy szczyt Zimnej Wojny był jeszcze przed nami, ponieważ rozwijać miała się technologia rakietowa, a broń masowego rażenia przyjmować coraz bardziej niszczycielską siłę. Aby utrzymać i wzmacniać swoją potęgę, oba bloki stosowały terror i upatrywały w drugiej stronie śmiertelnego, absolutnego wroga. Wystarczy tylko wspomnieć strach przed komunizmem, jaki amerykański rząd siał wśród prostych ludzi: już w szkołach uczono dzieci obrony przed atakiem nuklearnym i wpajano chory lęk przed nagłym i niezapowiedzianym wybuchem. Można znaleźć różne amerykańskie filmy, dotyczące wojny atomowej lub komunizmu, nie mające sobie równych w antykomunistycznej histerii, może poza ostatnimi wyczynami polskiego rządu. Socjaliści w Ameryce Anglosaskiej zostali niemal całkowicie wytępieni. Walka odbywała się więc na wszystkich możliwych płaszczyznach – politycznej, gospodarczej, kulturalnej, naukowej, a po części także militarnej, mimo że w wojnach zastępczych nigdy nie doszło do bezpośredniego starcia Sowietów z Amerykanami. Duch rywalizacji Zimnej Wojny przetrwał długie dekady aż do lat 80. ubiegłego stulecia.

Wyścig zbrojeń zakończył się remisem, a opór polityczny obu stron osłabł. Skończyły się wojny zastępcze, groźba ataku nuklearnego także zanikła ze względu na zbyt potężne rozwinięcie sił ofensywnych; nie pozostawiało ono nadziei na wygraną jednej ze stron. Blok zachodni przybrał inną strategię. Konflikt w wielu płaszczyznach ustał, napięcie międzynarodowe spadło. Związek Radziecki jednak był już poważnie osłabiony wewnętrznie przez długi okres konserwatywnej polityki jego pierwszych sekretarzy, którzy nie zdobyli się na wprowadzenie reform. Przyszły one zdecydowanie za późno. Stany Zjednoczone zdobyły już poparcie ruchów antykomunistycznych dużej części świata.

Problemy Rosyjskiej Federacyjnej SRR doprowadziły do rozluźnienia więzów między krajami Układu Warszawskiego. Strach Gorbaczowa przed ponownym zaostrzeniem stosunków z USA, spowodowany znaczącą przewagą gospodarczą i propagandową niedawnego wroga, zmusiła ZSRR do większych ustępstw. Stany Zjednoczone wykorzystały największą szansę, jaką kiedykolwiek historia postawiła przed jakimkolwiek państwem. Uzyskały możliwość ingerencji w sprawy rządu w krajach bloku wschodniego. Finansując ruchy opozycyjne w krajach komunistycznych (w tym i “Solidarność”) setkami miliardów dolarów, doprowadziły do rozpadu całego bloku komunistycznego, co z perspektywy XXI wieku okazać się może najfatalniejszym wydarzeniem w najnowszej historii. Pokojowa postawa Rosji wobec wymykających się spod jej panowania zapobiegła rozlewowi krwi i zasługuje na szacunek. Sam Gorbaczow, niestety, pochłonięty przez świat wyzysku zagrał później w reklamie McDonalds...

Dzisiejszy stan rzeczy nie pozostawia złudzeń. Wiadomości gospodarcze dominują w serwisach informacyjnych, a polityka skierowana jest na rozwój ekonomiczny, głównie przedsiębiorstw i wielkich korporacji. Najważniejszym przejawem polityki są już nie sprawy społeczne, tylko kwestia gospodarki i wpływy międzynarodowego kapitalizmu na “rozwój” “dobrobytu” w krajach “demokratycznych”. Kapitalizm i kontrolowanie rynku uprawiane przez lobbingowe mocarstwa pokonują coraz to nowe granice “wolności” (czytaj: upodlenia i dzikości). Monopoliści wynajdują najróżniejsze sposoby na zbijanie kapitału. Przykłady można mnożyć: tworzenie wirusów komputerowych i jednocześnie programów antywirusowych – Microsoft, tworzenie gier komputerowych niekompatybilnych ze starszymi i tańszymi systemami operacyjnymi – Electronic Arts, produkcja przemysłowa części mechanicznych pasujących jedynie do urządzeń danej firmy – Nokia. Takie praktyki są jednak ukrywane i często niezauważane przez społeczeństwa. Nie ulega wątpliwości, co rządzi światem XXI wieku – pieniądze!

Wbrew licznym sugestiom, siły militarne USA są równie potężne, co całej reszty państw. Wystarczyłoby ich na rozpoczęcie dalszych dziesięciu wojen i to nie takich jak w Iraku... Naiwne rozbrojenie poczynione na przełomie lat 80. i 90. doprowadziło do zwiększenia przewagi Stanów Zjednoczonych. ZSRR zniszczył na przykład trzy razy więcej najpotężniejszych rakiet międzykontynentalnych niż USA. Związki militarne pomiędzy większością krajów oficjalnie nie istnieją. Dlaczego więc nie dojdzie do pojedynczych wojen, które pozwolą Stanom Zjednoczonym na ostateczne podbicie świata?

Przyczyna pozornego pokoju na świecie nie jest bynajmniej prosta. Jeśli USA zaatakują jedno z mocarstw atomowych, kraj ten odpowie. Wtedy nie będzie już potrzebny pretekst do włączenia się innych bloków - rosyjskiego, chińskiego i arabskiego. Atak na “zwykły” kraj jest już do przyjęcia; niestety każdy taki akt powoduje ogromny wzrost napięcia i skonfliktowanie bloków, których on dotyczy. Sposób ten mimo wszystko jest niedopuszczalny w Europie.

Pozostaje więc metoda zasługująca na szczególną uwagę, ponieważ dotyka także nas. Stany Zjednoczone, wykorzystując swoją przytłaczającą gospodarczą przewagę, zdobywają nowe tereny w inny sposób. Długo by pisać o mechanizmach działających np. podczas obalenia Muru Berlińskiego, wyborów prezydenckich w Polsce w 1990 r., przewrotu na Ukrainie czy Tulipanowej Rewolucji w Kirgistanie. Dwa pierwsze przykłady, wbrew powszechnej opinii i neoliberalnej propagandzie, były prawdziwymi konfliktami politycznymi bloku zachodniego z rozsypanym jeszcze i rodzącym się z popiołów blokiem rosyjskim. Dużą rolę w nakłanianiu opinii publicznej w latach, kiedy w Europie Środkowej panowało jeszcze niezdecydowanie co do kierunku zmian, odgrywała właśnie opozycja z lat 80. Poplecznicy USA i liberalnego kapitalizmu poprzez media i niekiedy brutalną agitację skłonili niektóre z narodów do umknięcia blokowi rosyjskiemu i dołączenie do Stanów Zjednoczonych.

Początkowo utrzymanie przez Rosję wpływów na Ukrainie, Białorusi i w Kazachstanie było absolutną koniecznością, jako że kraje te dysponowały arsenałami nuklearnymi, a w Kazachstanie znajduje się dodatkowo kosmodrom Bajkonur i wiele obiektów militarnych. Obecnie odbicie Ukrainy miało podobny charakter. Był to wielki cios dla Rosji, ponieważ jest to kraj zamieszkany przez ponad 50 mln mieszkańców, z olbrzymim potencjałem. Rosja jednak nie stara się bronić swoich “terytoriów zależnych” w sposób militarny, pragnąc uniknąć konfliktu z Zachodem i całkowitej klęski.

Wszelkie zresztą interwencyjne działania Rosji skazane są na niepowodzenie z powodu pogarszających się stosunków z USA i ewentualnych sankcji gospodarczych, które z pewnością zmusiłyby ją do wycofania się z roszczeń. Prawdą jest, iż w porównaniu z USA, praktycznie mającymi na własność obie Ameryki (z wyjątkiem Kuby, choć zauważyć można rozwijające się nowe demokracje w Ameryce Łacińskiej), już prawie całą Afrykę i Europę, Rosja ze swoją skromną świtą wypada mizernie. Twierdzący, iż Rosja nie jest obecnie supermocarstwem, a nawet mocarstwem, są w błędzie. Możemy się spodziewać włączenia obecnych krajów Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej w skład ścisłych struktur wojskowych Rosji. Powstałaby wtedy sytuacja zarazem patowa i stabilna, ponieważ USA nie mogą pozwolić sobie na starcie z atomowym mocarstwem. Jej utrzymanie prawdopodobnie ostudzi ambicje wszystkich mocarstw świata, ze względu na niemożność zajęcia kolejnych terenów “metodami ekonomicznymi”. Mamy wtedy do wyboru dwie drogi: pierwsza z nich to kolejna zimna wojna, w której pewna wygrana Stanów Zjednoczonych doprowadzi w końcu do drugiej opcji.

Reżim amerykański dąży do zdominowania wszystkich krajów świata i uzależnienia od siebie globalną gospodarkę. Szalone prawo USA pozwala na praktyczne zniewolenie ludności całego kraju. Polityka, zwłaszcza ta największa, jest w Ameryce finansowana przez najbogatszych. Lobbing, korupcja, łamanie umów międzynarodowych, reżim policyjny jest w Stanach Zjednoczonych powszechny. Rząd pochodzi z wyboru oligarchów dysponujących bilionami dolarów, posiadających tysiące fabryk, sklepów, restauracji na całym świecie.

Powszechnie wiadomo, amerykańskie społeczeństwo jest jednym najgorzej wykształconych. W codziennym życiu obecna jest przemoc, kłamstwa mediów, a propaganda polityczna i ekonomiczna posunięta jest do ostatecznych granic, tak samo jak kilka dekad wcześniej. Kapitalizm w USA przewyższa pod wszystkimi względami europejski. Świadczy o tym przede wszystkim rozwiązanie problemu malejącego przyrostu naturalnego w krajach z wysokim PKB na mieszkańca i rozwinięcie wściekłego nacjonalizmu. Amerykański sen już dawno minął! Wyzysk szerzy się po Ziemi, ktokolwiek zaś temu wyzyskowi zagraża, zostaje wrogiem Stanów Zjednoczonych. Oczywiście obłudnemu amerykańskiemu mitowi zagrażać może każdy człowiek. W ten sposób USA szukając coraz to nowych wrogów same są największym niebezpieczeństwem dla naszego świata, kontynentu i kraju. Same przeprowadzane w USA wybory wskazują nie na to, że kandydaci na prezydenta mający po 50% poparcia mają wyrównane szanse, lecz na wyjątkową losowość tego głosowania. Czyż nie podobny wynik daje rzucanie 220 milionami monet? W istocie władze widzą w Amerykanach jedynie monety do wyciągnięcia potężnych pieniędzy i mocy produkcyjnej, tak potrzebnej w przyszłym konflikcie.

Druga możliwość dalszych losów świata jest zarazem nieunikniona, wynika bowiem nieuchronnie z pierwszej. Stany Zjednoczone dalej będą wykańczać pojedyncze kraje i zdobywać władzę na świecie, wprowadzając w nich swoje bestialskie zasady i metody, jak dzieje się dziś w Iraku. Jeśli atomowe mocarstwa poddadzą się, być może w trakcie III Wojny Światowej, USA zdobędą całkowitą władzę. Jest to bardzo prawdopodobne obserwując amerykańskie plany budowy tarczy antyrakietowej. Mimo że jest to rozwijanie środków defensywy, nie zmienia to faktu, że są one zbrojeniami nuklearnymi! Zjawisko szukania wrogów ma to do siebie, że nie ustanie nigdy. Nastanie epoka gorsza od stalinizmu, wszelkie przejawy oporu będą zaciekle zwalczane. Niech każdy spróbuje sobie wyobrazić, jak zachowa się kraj, któremu uda się podbić całą Ziemię...

Ludzkość zjednoczona wizją szczęścia i pokoju przetrwali cały XX wiek – stulecie wojen. Dziś stoi ona znów na progu zagłady. Nie możemy już sobie wyobrazić kolejnych wojen i nieszczęść, dlatego często traktujemy niebezpieczeństwo lekceważąco i z niedowierzaniem. “Kto by mógł sobie to wyobrazić?! Przecież już nigdy nie będzie wojen.” Mówią tak neoliberałowie, którzy chcą uśpić naszą czujność. Zło na świecie nie zna granic, nie liczmy na to, że wyczerpał się jego limit, że nic gorszego spotkać nas już nie może. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że zagrożenie jest realne! Pamiętajmy, do nas należy zadanie zapobieżenia tej ciemnej przyszłości. Stańmy na przeszkodzie kapitalizmowi!!!
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing