|
Żaden z listy 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost" nie znajduje się na liście 100 płacących najwyższy podatek dochodowy w Polsce. |
Portal socjalizm.org to lewicowe spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Wbrew powszechnie lansowanemu poglądowi uważamy, że lewicowa myśl polityczna nie tylko ma rację bytu, ale znajduje jeszcze większe zastosowanie niż kiedykolwiek wcześniej. |
| "Módl się i pracuj” (za darmo) |
|
|
| Napisał(a): Agata Rozenberg [socjalizm.org] | |
| 21.06.2007. | |
|
III RP nie należała do miejsc przyjaznym pracownikom. Osławiona “demokratyczna transformacja” przyniosła im tylko obniżki płac, bezrobocie, samowolę pracodawców i wszechobecną kampanię propagandową przeciwko “nierobom” i “nieudacznikom”. IV RP miała, pod wodzą prawych i sprawiedliwych, zerwać z tą niechlubną tradycją i zmienić Polskę w państwo solidarne. W pewnym sensie to się udało. Tak sprawnego systemu solidarności antypracowniczej niedługo będzie mógł pozazdrościć nawet Wielki Sojusznik zza oceanu. I o ile wcześniejsze nawoływania o zagrożeniu demokracji przez Kaczyńskich można było od biedy uznać za przejaw myślenia katastroficznego, o tyle ostatnie wydarzenia każą się coraz bardziej niepokoić o przyszłość społeczeństwa polskiego. Najpierw reakcja (czy też jej brak) na ostrzegawczy strajk nauczycieli. Przez całe swoje panowanie w resorcie oświaty Roman Giertych sypał absurdalnymi pomysłami, które w większości kończyły swój żywot zaraz po konferencji prasowej, na której zostały przedstawione ku uciesze mediów. Pomysły te do spółki z ideami wiceministra Orzechowskiego zajmą poczesne miejsce w kronikach polskiego absurdu politycznego – mimo ogromnej konkurencji panującej ostatnio w tej dziedzinie. Ma się rozumieć, że pan minister był za bardzo zajęty, by spotkać się z przedstawicielami ZNP, największego związku zawodowego pracowników edukacji. Dopiero zapowiedzi strajku skłoniły niestrudzonego Pierwszego Nauczyciela do poświęcenia swojego cennego czasu na taką rozmowę, pozbawioną zresztą jakichkolwiek praktycznych konsekwencji. Nastąpił zatem ostrzegawczy, dwugodzinny strajk. I jak na solidarne państwo przystało, kręgi rządowe solidarnie całe wydarzenie zignorowały. Jedynym, który poczuł się w obowiązku całą rzecz skomentować, był przedstawiciel największego (mimo paru drobnych wpadek... ) moralnego autorytetu w Polsce, kościoła katolickiego – biskup Stefanek. Jego zdaniem strajkujący nauczyciele – jak i wszyscy strajkujący w ogóle – to terroryści czystej wody, znęcający się nad zakładnikami (w tym wypadku uczniami) na oczach państwa. A państwo powinno zareagować, przykładnie karząc terrorystów. Szkoda, że biskup nie skonkludował tego wywodu średniowieczną maksymą “Módl się i pracuj” (za darmo). Szkoda też, że zapomniał już o naukach papieża Jana Pawła II, na którego będący u władzy tak chętnie się powołują, a który miał w swoim dorobku również wypowiedzi nt. sprawiedliwych płac za wykonywaną pracę. Potem sprawa protestów przeciw George’owi Bushowi w czasie jego wizyty na Helu. Podobno w demokratycznym państwie obywatele mogą współdecydować o kierunku rozwoju swojego kraju. Byłoby więc logicznym zapytać ich, czy życzą sobie na swoim terytorium eksterytorialnej instalacji militarnej obcego mocarstwa, z której nie uzyskają absolutnie żadnych korzyści. W demokratycznej Polsce jednak tylko darowano sobie to retoryczne zaiste pytanie i z radością rozprawia się o zaszczycie, jaki wyświadczył nam Wielki Sojusznik, dając nam w prezencie tzw. tarczę antyrakietową, średnio się wprawdzie sprawdzającą. Towarzyszy temu tak ogłupiająca propaganda o obronie przed Iranem i Koreą Północną, że nawet stare opowieści o zrzucaniu stonki ziemniaczanej przez zgniły Zachód brzmią bardziej prawdopodobniej. Mamy też fałszowanie opinii publicznej w postaci zapewnień, że tak naprawdę Polacy niezmiernie cieszą się z perspektywy zostania żywą amerykańską tarczą w obronie “liberalnej demokracji”. A kiedy grupa ludzi udaje się na Hel, aby w legalny i demokratyczny sposób manifestować swój sprzeciw wobec wysługiwania się USA, demokratyczne władze solidarnie robią wszystko, by im to uniemożliwić. Najpierw PKP odwołuje pociąg na Hel, potem siły porządkowe na wszelkie sposoby, także z użyciem przemocy, utrudniają legalny przemarsz. A oficjalna prasa rozpisuje się o chuliganach występujących pod szumną nazwą alterglobalistów i rujnujących dobre imię Polski w imię swoich utopijnych pomysłów. W ostatnich dniach oglądaliśmy jeszcze jeden dowód na stosunek solidarnego państwa do pracowników. W Warszawie protestują pielęgniarki, domagające się podwyżki pensji w ostatnim kwartale 2007 r. o tysiąc zł i przedłużenia tzw. ustawy podwyżkowej. Protesty są kontynuacją rozmów prowadzonych już od dłuższego czasu z łatwym do przewidzenia rezultatem. W oczach neoliberałów zawód pielęgniarki i położnej wykonują najwyraźniej tylko życiowe nieudacznice i pensja półtora tysiąca dla pracownicy z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem to i tak za dużo. Pielęgniarek nikt wprawdzie nie uznał za terrorystki, ale to marne pocieszenie. Ponownie wkracza policja, której wprawdzie ściganie prawdziwych przestępców wychodzi średnio, ale która bez problemu przy użyciu siły usunęła 50 kobiet z jezdni i zmusiła je do przeniesienia legalnej i pokojowej pikiety na chodnik. Jedna z uczestniczek pokojowego protestu trafiła do szpitala z zawałem serca. Co z podwyżkami? Wiceminister zdrowia deklaruje w wykrętnych słowach, że pieniądze się znajdą, jeśli skończy się okupacja kancelarii premiera. Wtedy podobno będzie można kontynuować, jak do tej pory, cywilizowane negocjacje. Dlaczego do tej pory te negocjacje nic nie dały? Na to pytanie odpowiedzi nie ma. Pracownice nadal koczują pod budynkiem z napisem “Honor i Ojczyzna”. Nikt z włodarzy solidarnego państwa nie raczył się z nimi spotkać. Solidarne państwo nie ma czasu ani pieniędzy dla pracowników, bez których nie byłoby wzrostu gospodarczego. Nie ma pieniędzy, skoro kilka milionów poszło na kilkudniową wizytę Wielkiego Sojusznika zza oceanu, a krzewienie demokracji drogą militarną również sporo kosztuje wobec uporczywego oporu obdarowywanych. Czy można nazwać demokracją utrudnianie pokojowych protestów pełnoprawnym obywatelom kraju? Czy jest nią uparte wprowadzanie wbrew woli i interesom większości społeczeństwa neoliberalnych porządków gospodarczych? Czy można nazwać wolnymi polskie media, coraz mniej różniące się od siebie pod względem prezentowanych ogólników i przekłamań? Polska nie jest jeszcze krajem, w którymi prawa obywatelskie to zupełnie martwa litera. Ale coraz bardziej nie jest również państwem, w którym te prawa są całkowicie respektowane, gdzie można wyrażać swoje poglądy i zwyczajnie godnie żyć ze swojej pracy. Jeżeli obecne kierunki zmian w kraju nie odwrócą się, ta sytuacja będzie się jeszcze pogarszać. Do tego dopuścić nie można. Nie wolno pozostać obojętnym. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| LabourStart PL |
| Strona startowa kadego zwizkowca. |
|
|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |