|
Kancelaria prezydenta Kaczyńskiego wydała od stycznia do kwietnia 2007 76609 zł na alkohol. Biorąc pod uwagę wysokość płacy minimalnej w Polsce są to pieniądze, które ubodzy robotnicy zarobią w ciągu 5 lat. |
| 21 postulatów 30 lat później – co z nich pozostało? |
|
|
| Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org] | |
| 21.03.2009. | |
|
„Zmiany ustrojowe w 1989 r. nie przyniosły demokracji i poprawy bytu ludzi, ale degradację polityczno – gospodarczą i biedę na skalę masową. (…) mamy krwiożerczy kapitalizm z milionami bezrobotnych.” Maria Szyszkowska W tygodniku „Newsweek”[1] ukazał się felieton profesora Marka Safjana pod tytułem „Dwadzieścia lat później”, we wstępie którego napisał on: „Czas się zdobyć na realną ocenę stanu państwa, jakości elit politycznych oraz intelektualnych i wreszcie kondycji polskiego społeczeństwa”. Pomijając już nawet fakt, iż w powyższym zdaniu nastąpiło pomieszanie priorytetów budzące poważne moralne wątpliwości (koterie polityczne i intelektualne zostały uznane za ważniejsze od zwykłych ludzi) wypada powiedzieć, że konkluzja, jaka wyłania się z lektury tegoż krótkiego tekstu jest wielce frapująca – otóż zdaniem byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego przeciętni Polacy, w dwadzieścia lat po upadku PRL, mają się „nie najgorzej”, natomiast „państwo ciągle kuleje”. Czy to aby wyczerpująca diagnoza? Analizując tematykę tzw. transformacji ustrojowej nie można pominąć „Solidarności” – masowego ruchu pracowników, jego walki i postulatów, z których doprawdy niewiele zostało spełnionych. Jeśli wziąć na tapetę np. słynne postulaty sierpniowe z 1980 roku, to trzydzieści lat po ich ogłoszeniu pozostaje nam smutno skonstatować, iż w zasadzie tylko jeden z nich został zrealizowany – wprowadzenie wszystkich sobót wolnych od pracy, a i to w niepełnym wymiarze. Warto przeanalizować współczesną sytuację dokonując takiej retrospektywy. Naturalnie, nie wszystkie postulaty MKS-u można bezpośrednio przekładać na dzisiejszą rzeczywistość – niemniej, większość z pewnością warta jest naszej uwagi. 1. Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych Ujmując rzecz formalnie – nie ma w polskim prawie zakazu istnienia związków zawodowych czy innych stowarzyszeń zajmujących się obroną praw pracowniczych. Mało tego, istnieje nawet kilka badawczych agencji, które dostarczać mają materiałów naukowych zarówno dla związków jak i polityków (np. Centralny Instytut Ochrony Pracy). Niemniej, jak znakomita większość progresywnych przepisów jest on nagminnie łamany. Przykładów nadwyrężania i jawnych naruszeń prawa pracy rzeczywistość dostarcza nam dziś takie multum, jakie nie śniło się przywódcom pierwszej „Solidarności”. Kapitalistyczna Polska ma już na koncie dziesiątki ofiar śmiertelnych, którym tragedie przydarzyły się nie tylko w kopalniach (np. Halemba), ale i w hipermarketach. Słynna była sprawa pracownicy sieci sklepów „Biedronka” zmuszonej do wykonywania pracy zakazanej jej przez lekarzy, w wyniku czego poniosła ona śmierć. Apologeci nowego porządku mogą kontrować nas twierdząc, że w PRL-u również dochodziło do tragedii na kopalniach, taka argumentacja jest jednak przykładem demagogii na poziomie bazarowym (technologie np. pomiaru stężenia metanu są dziś cokolwiek bardziej zaawansowane niż w 30 czy 40 lat temu). Nawet jednak uznając, że jest to kamyczek do ich ogródka, raczej trudno im będzie udowodnić brutalizm reżimu Gomółki czy Gierka wobec ekspedientek i ekspedientów sklepowych. Szczęśliwie przypadki śmierci pracowników wskutek łamania prawa pracy są w Polsce rzadkością. Najbardziej jednak dokuczliwe dla związkowców są stałe szykany ze strony szefów i mediów. Przykładem może być tutaj chociażby głośna wśród działaczy lewicy sprawa Piotra Krzyżaniaka, który został zwolniony z hipermarketów Auchan i Tesco (a ostatnio także z delikatesów Alma) pod sfingowanymi zarzutami kradzieży czy nieefektywnej pracy, których jego pracodawcy nie byli w stanie udowodnić przed sądem. Jest więc niemal pewne, że faktycznym powodem represji skierowanych wobec tego człowieka było jego zaangażowanie w działalność związkową, a także udział w licznych pikietach oraz śmiałe nagłaśnianie przypadków łamania prawa pracy przez kierownictwo hipermarketów. Innym przykładem tego, w jaki sposób pierwszy z solidarnościowych postulatów jest dziś „realizowany” może być postać Bartosza Kantorczyka, który został zwolniony z Poczty Polskiej za udział w strajku oraz za to, że przed Sądem Pracy wygrał wcześniej sprawę przeciwko niej. Wreszcie kolejnym dowodem na to, że działalność związkowa jest przez pracodawców brutalnie ograniczana jest fakt, iż 10 czerwca bieżącego roku Zarząd Tramwajów Śląskich rozwiązał umowy o pracę z trzema działaczami WZZ "Sierpień 80", którzy wcześniej weszli z nim w spór zbiorowy. Kolejnym elementem tej - jakże ponurej – wyliczanki niechaj będzie działaczka OZZ IP Dorota Rosa, która została zwolniona z Urzędu Statystycznego w Opolu pomimo, iż jej związek zawodowy nie wyraził zgody na rozwiązanie umowy, a jest to wymagane przez prawo. Tego rodzaju przykłady można by mnożyć. Wszystkie te wypadki miały miejsce w 2008 i 2009 roku; co gorsza, te i podobne nieprzyjemności spotykały osoby zatrudnione zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Czy więc związki zawodowe są realnie niezależne od pracodawców i państwa? Ponadto do związków zawodowych należy zaledwie 6 proc. dorosłych Polaków, co oznacza 15 proc. pracowników[2]. Trzy dekady temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej – „Solidarność” jednoczyła w swych szeregach około dziesięciu milionów ludzi, czyli prawie jedną trzecią społeczeństwa. Pięciokrotnie więcej, niż obecnie wszystkie centrale związkowe razem wzięte. Poza tym – w świetle przytoczonych w wcześniej faktów – nie dziwi, iż coraz więcej pracowników zwyczajnie nie widzi sensu zrzeszania się w związkach zawodowych. 2. Zagwarantowanie prawa do strajku Znowuż jest to zasada odzwierciedlona w polskim prawie, ale możliwości jej realizacji dalekie są od oczekiwań tak współczesnych pracowników jak i tych, którzy postulat ów sformułowali trzy dekady temu. Zresztą ostatnimi czasy jedną z części szeroko zakrojonej ofensywy neoliberałów jest zamach na to właśnie, fundamentalne dla ruchu pracowniczego prawo. Przedstawiciele środowisk biznesowych zasiadający w Komisji Trójstronnej postulują zaostrzenie wymagań, które spełnić musi struktura związkowa, aby rozpocząć legalny strajk. Argument pracodawców, jakoby prawo do owej formy protestu było przez pracowników nadużywane jest doprawdy kuriozalny zważywszy, że w ostatnich latach nie był to środek często stosowany, gdyż dochodziło do nich maksymalnie trzydziestokrotnie w ciągu roku. Wprawdzie ostatnich dwanaście miesięcy obfitowało w wiele związkowych akcji protestacyjnych, ale i tak nie może się to równać chociażby z sytuacją z lat 1992-93, kiedy to odnotowano 14 tys. strajków. Ponadto pomimo swobody i wolności w III RP kilkakrotnie dochodziło do stosowania przez organy państwa przemocy fizycznej wobec walczących o swoje prawa pracowników. By nie pozostawać gołosłownym należy przywołać konkretny przykład – Ożarów Mazowiecki. Pomimo trwającego tam 306 dni protestu, bardzo dobrze prosperująca Fabryka Kabli została zamknięta. Nie dziwi, że pracownicy bronili swego zakładu z taką determinacją – przecież to oni, a nie jego prezes uczestniczyli bezpośrednio w procesie produkcyjnym i to właśnie im firma zawdzięczała świetne wyniki finansowe. Jednak w „demokratycznym państwie prawa” ludzie ci zostali potraktowani bardzo brutalnie. Nawet „Gazeta Wyborcza” z 26 października 2002 roku donosiła, że pracownicy zostali pobici przez policję i ochroniarzy. Jeśli chodzi o bliższe czasowo sytuacje dowodzące, iż prawo do strajku nie jest w III RP przestrzegane należy przywołać fakt, iż pod koniec kwietnia 2007 roku (a więc za rządów „socjalnego” PiSu) parlamentarzyści przeforsowali nową ustawę o zarządzaniu kryzysowym, w myśl której rząd ma prawo do użycia siły militarnej wobec strajkujących. 3. Przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że postulat ten znalazł praktyczne przełożenie w obecnym prawodawstwie. Nawet konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej zawiera artykuł, w myśl którego „cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane”. Jednak władza znalazła skuteczny sposób na wyrugowanie z przestrzeni publicznej niewygodnego dla niej, lewicowego dyskursu. Prawicowa opinia rzucona w jakiejkolwiek debacie traktowana jest zawsze jako "poważny głos w dyskusji", a skomentowanie czegokolwiek z pozycji pracowniczych naraża nieraz na śmieszność. A jak władza zachowuje się w stosunku do osób myślących inaczej? Kilka lat temu chłopak, który założył witrynę ateista.pl przypłacił to wtargnięciem do mieszkania brygady antyterrorystycznej, która skonfiskowała mu komputer i porozbijała meble. Został on na kilka miesięcy zamknięty do więzienia, a prokuratura opróżniła mu konto w banku. Oto, jak w praktyce wygląda ów „brak cenzury” i „wolność mediów”. 6. Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu Otóż należy powiedzieć otwarcie – przemiana ustrojowa nie wyprowadziła kraju z kryzysu. Masowa prywatyzacja i nowa filozofia oparta na prymitywnym wyścigu szczurów doprowadziły do masowego bezrobocia, bezdomności, niebezpiecznych uzależnień, patologii, społecznej frustracji i dekadencji na skalę dotąd niespotykaną. Ludzie wdrożeni w tryby wolnego rynku po prostu nie dają sobie rady. Nie bez powodu przeciętny belgijski pracownik śpi dziś o godzinę krócej niż 10 lat temu, a czas tygodniowej pracy w kraju nad Wisłą z roku na rok zwiększa się o co najmniej pół godziny[4]. Natomiast w Polsce Ludowej nawet w czasie kryzysu lat 80. bezrobocie (a więc stan, w którym ludzie aktywnie poszukują pracy, nie mogąc jej znaleźć) praktycznie nie istniało. W III RP, podczas gdy media zachwycały się „wzrostem gospodarczym” i „wolnością gospodarczą” bezrobocie w październiku 2008 roku wynosiło 6,4 proc.[5], choć jeszcze w 2006 roku jego wskaźnik był najwyższy w całej UE[6]. Co więcej, gospodarka w Polsce Ludowej w latach 1945-80 rozwijała się w tempie średnio 5 proc. rocznie. Nawet po trudnym 1981 roku kraj wszedł na drogę stosunkowo szybkiego rozwoju: rosła produkcja, spożycie, rozwijała się infrastruktura, budżet był zrównoważony (bez groźby deficytu), a w handlu zagranicznym eksport przewyższał import. Za to już w dwa lata po transformacji kapitalistycznej dwukrotnie wzrosła ilość ludzi żyjących poniżej minimum socjalnego (z 15% w 1989 do 31% w 1990 roku). Zaś po 20 latach od upadku tzw. „realnego socjalizmu” cała światowa gospodarka pogrąża się coraz bardziej w kryzysie. W Stanach Zjednoczonych każdego dnia pracę traci 14 tys. pracowników[7]. 7. Wypłacenie strajkującym zarobków za strajk, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych Punkt siódmy został już po części omówiony wcześniej. Otóż w systemie kapitalistycznym – wbrew temu, co starają się wmówić ludziom luminarze prawej części sceny politycznej – to pracodawca wybiera sobie pracownika, a nie na odwrót. Z drugiej strony coraz mniejsza grupa ludzi jest właścicielem coraz większej ilości środków produkcji, przedsiębiorstw, maszyn, kapitału itd. Z tego właśnie mechanizmu wynika, że pracodawcy mogą - z racji swej pozycji wobec zatrudnionych - dopuszczać się różnego rodzaju nadużyć. Nie chodzi tutaj tylko o represjonowanie strajkujących, czy niewypłacalnie im pensji, ale także o zwlekanie z wypłatą także dla tych, którzy pracują w pocie czoła. Historia dwóch dekad polskiego kapitalizmu obfituje w bardzo wiele tego rodzaju sytuacji. Wystarczy przytoczyć w tym miejscu głośny ostatnio przykład łódzkiego przedsiębiorstwa Hanpol Electronics, które było własnością Koreańczyka Myung Bok Lee do chwili, kiedy ów sprzedał majątek firmy i uciekł, pozostawiając pracowników na przysłowiowym lodzie. Nie dość, że nie wypłacił on im wynagrodzeń za grudzień, to jeszcze ludzie ci nie mogą – w związku z nieobecnością właściciela – otrzymać świadectw pracy i wypowiedzeń, a co za tym idzie – zarejestrować się w Urzędzie Pracy i poszukiwać nowego zajęcia. Nie jest to przypadek odosobniony. W 2005 roku pracownicy częstochowskiego Santexu zostali 25 listopada wysłani przymusowo na zaległe urlopy, a po powrocie z nich 5 grudnia zastali zamknięte bramy zakładu. Ponadto właściciel przedsiębiorstwa - Hiszpan Pedro Sampedro Fernandez - nie wypłacił zatrudnionym pensji za listopad oraz nie odprowadzał od sierpnia składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Takich przypadków jest mnóstwo, same za siebie mówią dane statystyczne Państwowej Inspekcji Pracy. W 2004 roku aż 57,8 proc. skontrolowanych pracodawców nie wypłacało wynagrodzeń lub innych świadczeń pracownikom; ponadto blisko połowa nie wypłacała pracownikom pensji za czas ich urlopu. Z kolei według Głównego Urzędu Statystycznego w 2005 roku ponad 52% przedsiębiorstw nie wypłacało wynagrodzeń na czas, a liczba pracowników, którzy nie otrzymywali wynagrodzeń w terminie wzrosła drastycznie od stycznia 2005 i w październiku 2005 wynosiła ponad 141 tysięcy. Pracodawcy zalegali z wypłatą (stan na październik 2005) niemal 130 milionów złotych. Ponadto warto nadmienić, że o ile CRZZ w PRLu miał silną pozycję i rozbudowany budżet, o tyle związki zawodowe w III RP często nie mają nawet środków wystarczających do utrzymania własnej centrali, o działaniach na szerszą skalę nawet nie wspominając. 8. Podniesienie zasadniczej płacy o 2 tys. zł. Jak ma się to do dzisiejszej rzeczywistości? Prawica i media stoją na stanowisku, że zwiększenie płacy minimalnej automatycznie prowadzi do zwiększenia poziomu bezrobocia. Jest to twierdzenie fałszywe. Jak wynika z badań trójki amerykańskich naukowców - Browna, Gilroya i Kohena - wpływ płacy minimalnej na poziom zatrudnienia jest znikomy[7]. Zresztą innych badań i statystyk potwierdzających podobne obserwacje jest wiele. Niestety przyznać trzeba, iż biznesowe lobby w III RP trzyma się mocno i skutecznie forsuje swe antyspołeczne pomysły. Skutkują one tym, że podczas gdy w krajach Europy zachodniej płaca minimalna wynosi 50 proc. średniego wynagrodzenia, to w Polsce jedynie 40 proc., choć w 2010 roku mamy wreszcie dogonić w tej kwestii inne kraje[8]. Jednakże jak to często bywa niewidzialna ręka rynku wykorzystuje inne możliwości, aby chociaż po części wyjść na swoje (pracodawców) – w okresie pierwszego roku pracy osoba może być zatrudniona jedynie za 80 proc. stawki minimalnej[9]. Warto także zauważyć, iż jeszcze dwa lata temu płaca minimalna stanowiła zaledwie 30 proc. średniej krajowej, czyli 642 zł. Była to kwota dalece niewystarczająca do funkcjonowania powyżej poziomu, wyznaczonego przez wskaźnik ubóstwa społecznego [10]. 9. Zagwarantowanie wzrostu płac równolegle do wzrostu cen Ów punkt nie jest realizowany w III RP z bardzo prostego powodu – w gospodarce rynkowej, w której cena regulowana jest systemem podaży i popytu, który jest podporządkowany "niewidzialnej ręce" nie może po prostu istnieć harmonijny stosunek płac i cen. Znamienne, iż w czasach rzekomej prosperity realne płace w krajach kapitalistycznych nie zmieniały się (bądź lekko spadały) przez ostatnie trzydzieści lat. Tymczasem w Polsce Ludowej, gdyby planowanie nie odbywało się w organie centralnym, tylko na poziomie zakładu pracy, i gdyby dokonywali go pracownicy, realizacja powyższego postulatu byłaby jak najbardziej możliwa. 10. Realizowanie pełnego zaopatrzenia rynku. Eksport wyłącznie nadwyżek Postulat ten był ściśle powiązany z tym, co napisano w punkcie dziewiątym, a więc z nieudolnością centralnego planowania. Jednakże trzeba wyraźnie powiedzieć, iż wolny rynek – wbrew temu, co starają się nam wmówić neoliberałowie - także nie radzi sobie z dostarczaniem dóbr. Nie na darmo John Maynard Keynes napisał: „(Kapitalizm) nie jest sukcesem. Nie jest inteligentny, nie jest piękny, nie jest moralny i nie dostarcza dóbr. Krótko mówiąc, nie lubimy go i zaczynamy nim gardzić”. Twierdzenie że, współczesne możliwości produkcyjne są niewystarczające byłoby po prostu kłamstwem. Postęp techniczny sprawił, iż problemem nie jest produkcja, tylko sprzedaż dóbr. Z takiego właśnie założenia już tylko krok do sformułowania potężnego oskarżenia wobec gospodarki rynkowej, mianowicie – kapitaliści maksymalizują produkcję kosztem zatrudnionych, obniżając ich płace lub nie podnosząc ich, gdy wzrastają ceny najpowszechniejszych artykułów. Tłumaczył to już Marks, i przez 150 lat nic się w tej materii nie zmieniło. Każdy kryzys rozpoczyna się od tego, że na rynek wprowadzana jest ilość towarów większa, niż ten jest w stanie wchłonąć. Jednocześnie zbyt niskie płace powodują obniżenie popytu, co z kolei prowadzi do zwolnień, i tak dalej. Ze zjawiskiem tym mieliśmy do czynienia w XIX wieku wielokrotnie. Dynamika obecnego kryzysu jest analogiczna. W Hiszpanii obecnie znajduje się milion pustych mieszkań, a mimo to na ulicach Madrytu nadal widać ludzi bezdomnych. Z drugiej jednak strony w Polsce mieszkań brakuje, i konieczna byłaby budowa aż 1,6 mln lokali, by dorównać w tej materii unijnym standardom[11]. Znamienne, że w Polsce Ludowej dzięki centralnemu planowaniu w gospodarce w latach 1945-88 zbudowano prawie osiem milionów mieszkań, czyli ponad 170 tysięcy na rok (w latach 90-tych o ponad 1/3 mniej, choć postęp technologiczny był olbrzymi). Co się zaś tyczy drugiej części punktu dziesiątego – faktem jest, że kraje uznawane przez obecną propagandę za „komunistyczne” często błędnie określały zapotrzebowania obywateli i zbyt dużo eksportowały. Maoistowskie Chiny w czasach tzw. „wielkiego skoku” eksportowały zboże, podczas gdy ludzie na terenie tego kraju umierali z głodu. Jednak – co warto podkreślić - trudności związanych z właściwym eksportem nie przezwyciężono także w III RP. Nie tak dawno temu Telewizja Polska prowadziła wielką akcję na rzecz tego, by nadwyżka zboża została wyeksportowana z Polski do Afryki po czym okazało się, że… Agencja Rynku Rolnego błędnie oceniła zasobność magazynów. Co więcej, w chwili obecnej Polska jest zarówno importerem, jak i eksporterem węgla. 11. Zniesienie cen komercyjnych oraz sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym Czy ktokolwiek wyobraża sobie, by w kapitalizmie ceny były niekomercyjne? Osoby stojące na czele „Solidarności”, której szeregowi członkowie niemal trzydzieści lat temu walczyli o to, by ceny były adekwatne do kosztów produkcji danego towaru oraz pobieranej przez nich płacy, obecnie zajmują wysokie stanowiska i wmawiają ludziom, że wolny rynek świetnie radzi sobie z regulowaniem tychże. Owszem, pytanie tylko na czyj interes owa regulacja jest nakierowana. Puszka Coca-Coli kosztuje więcej, niż jej zawartość, do produkcji której wystarczy woda, dwutlenek węgla, karmel i tanie konserwanty chemiczne. Manipulacje na podobną – jeśli nie większą skalę na co dzień stosują firmy w branży elektronicznej. Oszukiwanie konsumentów i nieuczciwa konkurencja pomiędzy przedsiębiorstwami komputerowymi to w dzisiejszych czasach rynkowa codzienność. Przykładowo system operacyjny Windows Vista wydany przez Microsoft Corporation zawiera pomysły ściągnięte żywcem z konkurencyjnego MacOs'a. Zresztą ów produkt koncernu Billa Gatesa jest uznawany przez wielu informatyków za zwyczajny bubel. Skutkuje to tym, że producenci komputerów (np. Dell) nadal sprzedają je z zainstalowaną poprzednią wersją systemu (Windows XP), a kierownictwo Microsoftu stwierdziło, iż Vista potrzebuje jeszcze dwóch lat prac nad nią, by dogonić poprzednią wersję popularnych okienek[14]. Niemniej ten gigantyczny koncern zakazuje sprzedaży komputerów ze starszą wersją systemu, jeśli mają one zainstalowane więcej niż 2 GB pamięci RAM. Skutkuje to tym, że kupowane przez zwykłych ludzi urządzenia mają od razu zainstalowany droższy, lecz gorzej działający system, który spowalnia cały sprzęt. Po prostu poprzez zakulisowe umowy koncernów z gigantem Gatesa jesteśmy skazani na kupno drogiego, niewydajnego systemu. Inny rodzaj manipulacji stosują producenci telewizorów, którzy sprzedają swe produkty określając je mianem „full HD”, podczas gdy okazują się one być jedynie „HD ready” i nie potrafią sprostać wymogom HDTV, np. obsłudze najwyższych rozdzielczości czy parametrom obrazu[15]. 12. Wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz zniesienie przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego Po raz kolejny otaczająca nas rzeczywistość daje liczne przykłady na to, iż mimo demokratyzacji Polski miejsce PRL-owskiej elity partyjnej, nazywanej czerwoną burżuazją, zajęły elity polityczne. Są to koterie, które mają w swych rękach olbrzymie pieniądze oraz wpływ na media. Osoby znajdujące się na wysokich stanowiskach traktują państwo jak dojną krowę. Ostatnie miesiące obfitują w wiele tego rodzaju przypadków. W listopadzie 2008 funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wykryli, że Krzysztof Bondaryk – szef ABW otrzymał pół miliona złotych odprawy od spółki PTC[16]. Z kolei szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki może otrzymać nawet półtora miliona złotych po tym, jak przestał być prezesem Orlenu[17]. Przez dwanaście miesięcy paliwowy koncern będzie wypłacał wpływowemu politykowi równowartość jego miesięcznej pensji, czyli 120 tys. złotych, co nawet po odliczeniu podatku daje astronomiczną sumę 800 tys. w skali roku. Nietrudno obliczyć, iż osoby średnio zarabiające dorabiają się takich kwot przez ok. 30 lat pracy. Przy takiej skali nadużyć arogancja PRL-owskiej władzy wydaje się cokolwiek blaknąć. Jeśli idzie o przywileje władzy, to nadal – mimo, iż nawet w konstytucji znalazł się zapis o powszechnej równości wszystkich ludzi – posłowie, senatorowie czy sędziowie posiadają uprawnienia, które zwykłym obywatelom nie przysługują. Chodzi oczywiście o immunitet, którym parlamentarzyści mogą się posłużyć w przypadku oskarżenia ich o tzw. przestępstwo lekkie. Ów przywilej służy polskiej klasie politycznej do tego, by w razie przyłapania ich przez policję na prowadzeniu pojazdu na podwójnym gazie mogli odmówić dmuchnięcia w balonik. Jest to wprawdzie niezgodne z prawem („poseł nie może być zatrzymany lub aresztowany bez zgody Sejmu, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa i jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania”[18]), jednak obowiązujący kodeks jest na tyle nieprecyzyjny, że poseł pod wpływem alkoholu może się bez większych trudności wymigać od badania alkomatem. Posłanka SLD Renata Szynalska prowadziła samochód na podwójnym gazie, w skutek czego prowadzony przez nią pojazd uderzył w 18-letniego mężczyzny na przejściu dla pieszych. Zatrzymana przez policję, przez cztery godziny opierała się przed sprawdzeniem poziomu trzeźwości. Poseł Samoobrony Waldemar Borczyk wpadł, gdy policjanci zatrzymali jadące zygzakiem auto. Zasłaniając się immunitetem, odmówił on badania alkomatem[19]. Wart szerszego omówienia jest również postulat dotyczący ograniczenia nadmiernych uprawnień milicji. Po transformacji ustrojowej w 1989 roku wbrew pozorom do tego nie doszło, co pokazuje chociażby przytoczony wcześniej przykład pobitych przez policję pracowników ożarowskiej Fabryki Kabli. Nie jest to wcale przypadek odosobniony. 30 marca 2008 roku policjanci o 4:30 wtargnęli do jednego z mieszkań w Słupsku, aresztując ok. 25 osób, które dzień wcześniej brały udział w demonstracji przeciwko instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce. Zatrzymanie miało bardzo brutalny przebieg. Funkcjonariusze policji włamali się do prywatnego lokum, użyli gazów bojowych i pobili kilka osób, w wyniku czego jedna z nich złamała rękę. Jedna z działaczek antywojennych przyznała również, iż przed manifestacją policjanci nachodzili w domu jednego z jej organizatorów, próbując go zastraszyć. Sprawą zainteresowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Z kolei 15 sierpnia żandarmeria wojskowa próbowała przeszkodzić w pikiecie osobom, które chciały wyrazić swój sprzeciw wobec militaryzmu. Funkcjonariusze otoczyli zgromadzonych, chcąc nie dopuścić do rozpoczęcia legalnej, zgłoszonej uprzednio manifestacji. Przez ponad godzinę legitymowali oni działaczy antywojennych[20]. Policjanci nadużywają swoich uprawnień nie tylko wobec działaczy lewicowych. Jak doniosła „Wirtualna Polska” 29-letni, pijany policjant pobił przypadkowego przechodnia. Wszystkie opisane tutaj przypadki łączy jedna, bardzo ważna rzecz – dzieją się one w demokratycznej Polsce. Gdyby bowiem do podobnych ekscesów doszło w „socjalistycznej” Białorusi czy „komunistycznej” Korei Północnej, osoby poszkodowane stałyby się bohaterami pierwszych stron najbardziej poczytnych gazet. 13. Wprowadzenie bonów żywnościowych na mięso Obecnie z obecnością tegoż produktu w sklepach raczej problemu nie ma; kłopoty dotyczą jedynie jego ceny i jakości. Statystyki są zatrważające. Ponad 35 proc. Polaków nie stać na posiłek zawierający mięso lub ryby przynajmniej co drugi dzień[21]. Gorzej pod tym względem sytuacja wygląda jedynie na Słowacji (41 proc.) i Łotwie (37 proc.). Bardzo niepokojący jest także fakt, że na owe „luksusowe” dobra nie stać nawet tych, którzy zarabiają w okolicach 60 proc. średniej krajowej (czyli 1800 zł[22]), gdyż dochody poniżej owej średniej nie pozwalają na pełne uczestnictwo w życiu kulturalnym, społecznym i gospodarczym[23]. Oznacza to po prostu alienację z całości życia społecznego. W 2004 roku w takiej sytuacji znajdowało się aż 22 proc. mieszkańców Unii Europejskiej, czyli ponad 100 milionów ludzi; w Polsce takie osoby stanowią aż 29 proc. społeczeństwa! W chwili obecnej obywatele naszego kraju stanowią 40 proc. mieszkańców UE żyjących poniżej unijnego progu ubóstwa, czyli 40 proc. miesięcznego wynagrodzenia w UE, uwzględniając siłę nabywczą złotego[24]. Co do jakości sprzedawanych mięs – powszechnie znany jest fakt, iż bardzo wiele sklepów „odświeża” kiepsko wyglądającą żywność w roztworze nadmanganianu potasu. W jednym z delikatesów w centrum Warszawy kiełbasy z pleśnią myje się zmywakiem z płynem, albo zwykłą wodą z kranu, a rozmrażane kurczaki leżą obok otwartego sedesu w toalecie. „Ludzie zjedzą wszystko, jak świnie” – ironizowała jedna ze sprzedawczyń[25]. Oto „wolny rynek” i „wolny handel” w pełnej krasie. A Sanepidowi oczy zasłania zapewne „niewidzialna ręka rynku”… 14. Obniżenie wieku emerytalnego - dla kobiet do 50 lat, dla mężczyzn do 55, lub zapewnienie emerytur po przepracowaniu w PRL 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn Nie da się ukryć, że część osób popierających „Solidarność” motywowała swoje poparcie właśnie tym postulatem. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że osoby te zostały oszukane. Otóż jak powszechnie wiadomo wiek emerytalny wynosi dziś odpowiednio 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Po transformacji ustrojowej wprowadzono również system wcześniejszych emerytur – gdyby tego nie zrobiono już w 1992 roku nowy system borykałby się w pięcioma milionami bezrobotnych[26]. Okazuje się jednak, iż politycy, wspierani przez gremia biznesowe bardzo chętnie znoszą różnego rodzaju uprawienia emerytalne. Przykładowo, w 2007 roku rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, powołując się na artykuł konstytucji mówiący o równości wszystkich obywateli zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepis różnicujący wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn. Działanie to miało doprowadzić do tego, by wynosił on 65 lat dla obu płci. Szkoda jednak, iż pan Kochanowski nie wpadł na pomysł, by wiek ów obniżyć do 60 lat – wtedy wystarczyłoby skrócić czas pracy mężczyzn o pięć lat. Nie na darmo analogiczne zmiany wprowadzono w wielu krajach „socjalnej” Unii Europejskiej, m.in. w Danii, Niemczech, Holandii, Hiszpanii oraz Francji. Skandalem demokratycznej Polski jest także niedawna afera z emeryturami pomostowymi. Otóż funkcjonujący jeszcze do niedawna system pozwalał pracującym w szczególnie trudnych warunkach na emeryturę po 35 latach pracy. Jak jednak można było się domyśleć sytuacja taka nie odpowiadała neoliberałom z PO, którzy zdołali przeforsować w parlamencie ustawę odbierającą słuszne uprawnienia 750 tys. osób. Wprawdzie zawetował ją prezydent Lech Kaczyński, ale Sejm – przy poparciu SLD – zdołał ów sprzeciw odrzucić. 16. Poprawienie warunków pracy służby zdrowia Po upadku Związku Radzieckiego rosyjski kapitalizm skazuje obywateli tego kraju na wymarcie. W roku 1997 liczba zgonów przewyższyła o 3,5 mln liczbę urodzeń; do 2001 była ona od niej większa o 6,75 mln. Według ocen Komitetu Statystycznego Federacji Rosyjskiej do 2050 roku ludność tego państwa może zmniejszyć się o połowę. O ile w 1989 roku średnia długość życia w Rosji wynosiła 64,2 lata, o tyle w 1996 już tylko 57,6. Jest to wydarzenie nie mające precedensu w historii – kapitalizm pogrzebał całe stulecie postępu doprowadzając do sytuacji, w której w czasach Miedwiediewa 16-latek ma mniejsze szanse na dożycie sześćdziesiątki, niż w epoce carskiej ciemnoty[28]. Poziom służby zdrowia w Rosji obniżył się tak bardzo, że w kraju na nowo zagnieździły się choroby, które zostały wykorzenione przed kilkudziesięciu laty - np. czerwonka rozprzestrzeniła się na terytorium wszystkich byłych republik radzieckich, a ilość zachorowań i zgonów spowodowanych błonicą wzrosła tak bardzo, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ostrzegała przed zagrożeniem epidemią. Równie pozytywne jak w Związku Radzieckim przeobrażenia w sferze opieki zdrowotnej przyniosła gospodarka centralnie sterowana w PRL-u, bowiem tereny polskie pod zaborami, a potem II RP były w tej dziedzinie niezmiernie zacofane. Jeszcze w II połowie XIX wieku średnia długość życia galicyjskiego chłopa wynosiła 27 lat (sic!). Wprawdzie w latach 1918-39 dzięki zastosowaniu elementów planowania w gospodarce udało się przeprowadzić kilka sensownych reform, ale na wsi sytuacja nadal wyglądała tragicznie. Rzesze ludności żyły w drewnianych chatach krytych strzechą, bez prądu, toalety i bieżącej wody. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że w tak prymitywnych warunkach szerzyły się epidemie, a śmiertelność wśród niemowląt była wysoka. Dopiero okres po II wojnie światowej miał przynieść olbrzymie przemiany w tej dziedzinie. Dzięki szeroko zakrojonej akcji chłopi zaczęli zamieszkiwać w ciepłych, murowanych domach, a na prowincji pojawiła się elektryczność. Już niebawem tego rodzaju działania przyniosły pożądane skutki – w latach 1960-70 śmiertelność wśród niemowląt spadła prawie o połowę, dorównując niemalże krajom lepiej rozwiniętym[29]. W równie szybkim tempie rosła w owym czasie średnia długość życia. O ile jeszcze w 1950 roku wynosiła ona 56,1 lat dla mężczyzn i 61,7 dla kobiet, o tyle dwie dekady później wzrosła odpowiednio o 10,5 i 11,6 lat. W ostatniej dekadzie PRL-u i podczas transformacji ustrojowej – w latach 1980-90 wskaźnik ten niemal stał w miejscu[30]. Jednak kondycja służby zdrowia to nie tylko śmiertelność wśród niemowląt i średnia długość życia. Równie istotny wpływ na jej poziom ma dostępność leków i opieki medycznej. Otóż warto wiedzieć, iż podczas pierwszych dwudziestu lat istnienia Polski Ludowej na powszechną skalę zaczęto stosować antybiotyki, a w konstytucji z 1952 roku zapisano jakże postępowy punkt, dotyczący gwarancji powszechnej i darmowej opieki medycznej dla każdego obywatela. Ponadto w minionym ustroju leki dla emerytów były zupełnie darmowe. Dziś wielu ludzi nie stać na medykamenty – starsze osoby często mają dylemat, czy ważniejsze jest zdrowie, czy zapłacenie czynszu za mieszkanie i rachunku za prąd… Nie oznacza to oczywiście, że system opieki zdrowotnej w PRL-u był wolny od wad – wręcz przeciwnie. Jednak transformacja kapitalistyczna i kolejne reformy służby zdrowia doprowadziły do znacznego pogorszenia dostępu do podstawowych procedur medycznych. 17. Zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach Nie na darmo było to jedno z haseł wyborczych Prawa i Sprawiedliwości przed wygranymi w 2005 roku wyborami parlamentarnymi. Skutki cięć socjalnych młodzi rodzice odczuwają dzisiaj ze wszystkimi przykrymi tego konsekwencjami. Niejednokrotnie dochodzi do sytuacji tragikomicznych – młode matki czasem jeszcze przed zajściem w ciążę starają się o miejsce w żłobku dla swego maleństwa. Z deficytem tego rodzaju placówek zderzył się także dodatni przyrost naturalny, z którym mamy w Polsce do czynienia od kilku lat. W samej Warszawie w chwili obecnej brakuje 2 tys. miejsc w żłobkach[31], a – dla przykładu - w Opolu chętnych jest dwukrotnie więcej, niż miejsc[32]. Postulat numer osiemnaście dotyczył również chęci wprowadzenia „płatnych urlopów macierzyńskich przez trzy lata”. Po raz kolejny należy zauważyć, iż jest to postulat jak najbardziej lewicowy (choć warto zaznaczyć, że trzeba go rozwinąć choćby o urlopy ojcowskie). Dziś wiele kobiet – wbrew prawu[33] – jest zwalniana z pracy podczas urlopu macierzyńskiego. Co się jednak tyczy jego długości – przy pierwszym dziecku jest to 16 tygodni, przy drugim 18, przy ciąży mnogiej – 26[34]. Liczby te nie wymagają chyba żadnego komentarza – bardzo daleko do postulowanych niemal trzydzieści lat temu trzech lat (156 tygodni). 19. Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania Prawdziwa perełka wśród postulatów MKS! Otóż obecnie czas ów jest w pełni uzależniony od zasobności portfela. Jeśli jest ona niewystarczająca można spodziewać się nie tylko długoletniego pomieszkiwania w wynajmowanych lokalach, ale także eksmisji (notabene rozporządzenie zezwalające na tego rodzaju akty barbarzyństwa zostało wydane przez „męczennicę” SLD Barbarę Blidę). Ponadto, już była o tym mowa, Polska cierpi na drastyczny deficyt mieszkań; a w dobie kryzysu spowodowanego bańką mieszkaniową można się spodziewać jeszcze większych kłopotów. 21. Wprowadzenie wszystkich sobót wolnych od pracy I wreszcie punkt ostatni, uznany przez nas za jedyny po części zrealizowany dotyczył wprowadzenia wolnych sobót. Rzeczywiście należy przyznać uczciwie, iż wielu ludzi ma wolne w tym szóstym dniu tygodnia. Szkoły nie pracują, urzędy są zamknięte, sklepy czynne są krócej (choć też nie wszystkie) etc. Niemniej jednak wielu pracowników musi tego dnia jednak pojawić się w miejscu pracy, choćby nawet na krótszy niż normalnie czas. Ostatnimi czasy można także zauważyć modę na robienie zakupów właśnie w weekendy – to wtedy centra handlowe w wielkich miastach są najbardziej przepełnione. Kapitalizm w takich okolicznościach zmienia ludzi w roboty – w 2005 roku Polacy, obok Litwinów i Brytyjczyków, pracowali najdłużej. Dane statystyczne pokazują, iż pracownicy pełnoetatowi przepracowali najwięcej godzin tygodniowo na Litwie (43,3 godz.), w Wielkiej Brytanii (43,1) i Polsce (41,5 godz.)[35]. Jednocześnie w kraju nad Wisłą przeciętny obywatel miał znacznie krótszy urlop, niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Nie lepiej pod tym względem sytuacja wygląda w Stanach Zjednoczonych. W ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci systematycznie spadała siła nabywcza amerykańskich pracowników – w latach 1979-2005 o 2/3, podczas gdy pracowali oni o 164 godziny w roku dłużej[36]. Powyższe dane mówią same za siebie – pomimo wzrostu technologii produkcyjnych czas pracy systematycznie się wydłuża, ku uciesze najbogatszych. Czego nie postulowano w 1980 roku? Biorąc pod uwagę okres, który upłynął od czasu upadku państw tzw. bloku wschodniego widać, iż pojawiło się całe spektrum zupełnie nowych problemów. Dlatego też postulaty sierpniowe nie wyczerpują kanonu żądań, z którymi występujemy dziś my – lewica socjalistyczna. Podobny proces transformacyjny miał miejsce w praktycznie każdym kraju dawnego obozu radzieckiego. Przemiany w 1991 roku w Rosji na przykład, doprowadziły do olbrzymiego krachu ekonomicznego. Do 1997 roku produkt krajowy brutto spadł o przeszło 80 proc., a inwestycje o przeszło 90 proc. Pociągnęło to za sobą głód milionów ludzi, a także masowe zubożenie ekonomiczne i socjalne[37]. Również w Polsce, z powodu prywatyzacji gospodarka znalazła się na skraju przepaści. W latach 1990-1991 poziom produkcji spadł o niemal 38 proc. w przemyśle ciężkim, o 41 proc. w przemyśle lekkim, oraz o 25 proc. w przemyśle spożywczym[38]. Tutaj sytuacja wygląda jednak nieco inaczej – wprawdzie w latach 1989-91 produkt narodowy brutto spadł o 20 proc. w porównaniu z rokiem 1988, ale wydajność produkcji w 2004 wzrosła o 60 proc. w odniesieniu do roku 1989, choć realne płace pozostały w tym czasie na właściwie niezmienionym poziomie[39, 40]. Co gorsza, w latach 2000-04 wydajność produkcji wzrastała czterokrotnie szybciej niż płace (te tylko w okresie 1990-91 zmniejszyły się o 1/4[41]). W krajach tzw. bloku wschodniego nikt nie postulował także o zdecydowaną walkę z bezrobociem, gdyż taki problem po prostu nie dotyczył państw „realnego socjalizmu”. Określany mianem „giganta prawicowej myśli politycznej” Stefan Kisielewski powiedział kiedyś, iż „socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju”. Jak widać prawda jest inna. To, co bez większych trudności udawało się w gospodarce nakazowo-rozdzielczej (a więc – mimo wszelkich sukcesów – nie takiej, o jaką walczymy my) okazuje się być problemem nie do rozwiązania w systemie kapitalistycznym. Z powodu reform Balcerowicza i jemu podobnych tylko w latach 1990-91 pracę straciło dwa miliony ludzi[42]. Ponadto w 1989 roku zatrudnionych było 80 proc. osób zdolnych do pracy, a 14 lat później wskaźnik ten wynosił mniej niż 55 proc.[43]. Pomimo tego, co wmawiają społeczeństwu politycy i media, państwo nie organizuje praktycznie żadnych kampanii społecznych, inwestując bardzo niewielkie kwoty w programy regulujące rynek pracy oraz stymulujące pracodawców do zatrudniania, a pracowników do poszukiwania pracy. Polski rząd inwestuje we wspomniane kampanie i programy przeciętnie około 41 USD rocznie, na każdego bezrobotnego. W Unii Europejskiej ta kwota wynosi średnio 6000 USD[44]. Masowe bezrobocie na przestrzeni kilkunastu lat zdołało wygenerować wprost niewyobrażalne plagi – ogromna bieda, bezdomność, wzrost przestępczości, ogólna frustracja i poczucie bezsensu to tylko część długiej wyliczanki zjawisk, które pojawiły się po transformacji ustrojowej w Polsce. Niebagatelne znaczenie ma fakt, iż w 1996 roku 4,6 proc. ludności żyło poniżej poziomu przetrwania biologicznego, w 2005 roku było to już 12,3 proc.[45]. Oznacza to, iż tylko na przestrzeni czterech lat liczba osób, których nie stać na podstawowe artykuły niezbędne do przeżycia wzrosła niemal trzykrotnie! Także w czasie tzw. „wzrostu gospodarczego” w 2008 roku według danych Komisji Europejskiej 1/4 Polaków nie stać było na samochód, a ok. 6 proc. na telefon komórkowy, telewizor czy pralkę. Ponadto ponad 90 proc. bezrobotnych nie otrzymuje zasiłków (przysługuje on jedynie przez pierwsze 12 miesięcy, bez względu na to, czy w międzyczasie podjęło się pracę)[46]. W Polsce Ludowej nikt nie postulował także wprowadzenia realnej równości wszystkich jej mieszkańców. Wprawdzie byłoby to po części uzasadnione, bowiem „czerwona burżuazja” często miała dostęp do dóbr nie przysługujących zwyczajnym obywatelom, a standardy życia osób stojących na czele państwa w sposób niebagatelny różniły się od stopy życia robotników, jednak nawet podczas największej zapaści minionego systemu wskaźnik Giniego wynosił 25. Po zaledwie trzynastu latach od restauracji kapitalizmu w Polsce ów miarodajny i raczej obiektywny wskaźnik poziomu rozpiętości w dochodach wzrósł do 35[47]. Różnice pomiędzy bogatymi a biednymi ujawniają się także, jeśli przyjrzeć się dokładniej kondycji polskich przedsiębiorstw. Przez pierwszą połowę roku 2005 zarobiły one 25 miliardów złotych, a całkowite środki finansowe zgromadzone na rachunkach w bankach wrosły o niemal 86 miliardów złotych[48]. W tym samym czasie – jak wykazano powyżej – płace pracowników nie zmieniały się, bądź lekko spadały. Pomimo tak dobrej kondycji finansowej pracodawcy od 20 lat pozostają najbardziej roszczeniową grupą społeczną w Polsce. W 2004 roku płace kadry menedżerskiej i szefów red nadzorczych i zarządów wzrosły przeciętnie o około 4000 PLN, podczas gdy płaca minimalna pozostała na niezmienionym poziomie[49]. Także w skali globalnej kapitalizm od lat 70. XX wieku spowodował olbrzymie rozwarstwienie. Tylko w Ghanie każdego roku z powodu głodu i uleczalnych chorób umiera dwa miliony dzieci, a według niektórych szacunków na całym kontynencie w ciągu ostatnich trzech dekad w podobny sposób skończyło 600 milionów ludzi. Oprócz tego 1/3 ludzkości żyje za mniej niż dolara dziennie i nie ma dostępu do bieżącej wody. Ta sama ilość ludzi cierpi głód, podczas gdy dzisiejsze technologie pozwalają wyprodukować dostateczną ilość żywności dla 34 mld ludzi[50]. Przez wolnorynkowe reformy, przeprowadzone pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w wielu krajach Czarnego Kontynentu istnieje permanentna bieda. Nietrudno bowiem zauważyć, iż właśnie tam de facto realizuje się neoliberalna utopia – rządy są zbyt słabe, by móc ingerować w gospodarkę, a wielkie koncerny często budują w biednych krajach swoje fabryki, trując środowisko i zatrudniając ludzi za marne grosze. Najlepiej chyba ten stan rzeczy podsumował Francois Houtart stwierdzając, iż dyktatura ekonomiczna Międzynarodowego Funduszu Walutowego „zniszczyła całe społeczeństwa i była pośrednio u źródła prawdziwego ludobójstwa”[51]. Nędza kapitalizmu ujawnia się także chociażby w tak trywialnej dziedzinie życia, jak sport. Rozwiązanie popularnych w PRL-u Ludowych Zespołów Sportowych sprawiło, że zawodnicy z III i IV RP są na znacznie niższym poziomie; wszak nie od dziś wiadomo, że najlepszy „materiał genetyczny” dla sportowców kształtuje się na wsiach. Wystarczy spojrzeć na polską kadrę w piłce nożnej. Choć różnego rodzaju nieobiektywne statystyki często pokazują coś zupełnie innego, współczesna reprezentacja stoi na o wiele niższym poziomie niż kilkadziesiąt lat temu. Wtedy Polska mogła poszczycić się takimi gwiazdami, jak choćby Lato czy Boniek. Po transformacji ustrojowej przyszła klątwa szesnastu lat bez udziału w mistrzostwach świata… Równie kiepsko dla III RP wygląda kwestia ilości olimpijczyków. Mimo że przez lata drastycznie spadały tzw. minima olimpijskie, czyli wymagania, które musi spełnić zawodnik, by zostać dopuszczony do igrzysk, to i tak w latach 1972-80 zawodników w barwach biało-czerwonych było więcej, niż obecnie[52]. Z kolei w kapitalistycznej Rosji – z powodu zubożenia diety przeciętnego człowieka – w ciągu 10 lat wzrost przeciętnego obywatela kraju spadł o 1,5 cm, a sprawność ruchowa o 20 proc.[53] Społeczna zapaść Opisane powyżej wydarzenia nieznane w gospodarce centralnie sterowanej, takie jak bezrobocie czy olbrzymie nierówności w ilości posiadanych dóbr spowodowały, że po 1989 roku w Polsce pojawiły się poważne patologie społeczne. Zdesperowani Polacy masowo sięgają po uzależniające używki. Według różnych statystyk problem alkoholizmu może dotyczyć 10 do 15 proc. obywateli. Około miliona z nich to nałogowi alkoholicy, co – wliczając ich rodziny – daje liczbę 4 milionów ludzi, których ów problem dotyczy. Co gorsza, coraz więcej młodych ludzi sięga po alkohol. Tylko w 1996 roku w izbach wytrzeźwień na terenie całego kraju zatrzymano 7662 nieletnich, w tym 393 dziewczęta. Nadużywanie alkoholu – poza niszczeniem zdrowia – niesie ze sobą poważne skutki społeczne: tragiczne konsekwencje psychologiczne i zgubny wpływ na rozwój dzieci, wielomilionowe straty w gospodarce, przestępczość, prostytucję i samobójstwa. Ocenia się, iż w 1996 roku 15,2 proc. nieletnich podejrzewanych o popełnienie przestępstwa było pod wpływem alkoholu. Dotyczyło to przestępstw najbardziej brutalnych – zabójstwa, gwałty, bójki czy trwałe uszkodzenie ciała. Pokrewnym, choć znacznie trudniejszym problemem w III RP jest narkomania. W Polsce Ludowej problem ten – z wielu powodów miał znacznie bardziej ograniczony charakter. Posiadanie marihuany nie było karalne, a dostęp do narkotyków był ograniczony. Zresztą i skala obu zjawisk – narkomanii oraz alkoholizmu – choć i tak za duża, była zdecydowanie mniejsza niż obecnie. Według rejestrów policyjnych w 1996 roku w Polsce było 2212 nieletnich narkomanów, choć statystyki te z całą pewnością nie oddają skali problemu. Ponadto szacuje się, iż 0,7 proc. przestępstw popełnionych przez nieletnich miało miejsce po zażyciu środka odurzającego. Wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej w Polsce znacznie nasiliło także zjawisko przestępczości. O ile w 1990 roku na terenie Polski popełniono 883346 czynów niezgodnych z prawem, o tyle dwanaście lat później było ich już 1404229. Ponadto, pomimo istnienia afirmowanej przez neoliberałów gospodarki kapitalistycznej w latach 1990-2000 ilość przestępstw gospodarczych wzrosła czterokrotnie w porównaniu z okresem PRL-u. Z roku na rok rośnie ilość czynów zabronionych, popełnianych przez osoby niepełnoletnie. W latach 1990-2000 ich liczba zwiększyła się ponad dwukrotnie. O ile w roku 1990 10200 nieletnich zostało objętych specjalnymi środkami wychowawczymi lub karami w związku z popełnieniem czynu zabronionego, to w 1998 było ich już 18517. Najbardziej niepokoi wzrost ilości brutalnych przestępstw, popełnianych przez młodych ludzi. W 2001 roku ich liczba wynosiła 84,9 tys. i była 2,5 razy większa niż w 1990 roku. W 2001 roku orzeczono środki wychowawcze w związku ze zjawiskiem demoralizacji wobec 9878 nieletnich, w tym za popełnienie czynu zabronionego (4410), spożywanie alkoholu (1461), środków odurzających (342), włóczęgostwo i udział w grupach przestępczych (628). Dla porównania w 1990 roku takie środki zastosowano jedynie wobec 4050 młodych ludzi. Nowym zjawiskiem, nieznanym w czasach Polski Ludowej jest także handel ludźmi. Główną przyczyną tego ponurego procederu jest kiepska sytuacja materialna, która zmusza ludzi do poszukiwania lepszych warunków bytowych w krajach Europy Zachodniej. Ofiarami tegoż przestępstwa padają szczególnie młode kobiety. W 2003 roku wykryto 21 przypadków handlu ludźmi, choć według danych Organizacji ds. Migracji przy ONZ z Polski rocznie wywozi się 10 tys. kobiet. Trafiają one do domów publicznych w krajach zachodnioeuropejskich i są zmuszane do prostytucji. Transformacja ustrojowa przyniosła także wzrost liczby samobójstw. W roku 2000 ich ilość była trzykrotnie wyższa w porównaniu z 1951. W okresie 1990- 2000 liczba tego rodzaju czynów zwiększyła się o ponad 30 proc. na wsiach i 22,5 proc. w miastach. Z roku na rok rośnie ilość samobójców w wieku 15-20 lat. Wielu ekspertów stoi na stanowisku, iż tego rodzaju zachowania są powodowane najczęściej złą sytuacją ekonomiczną. Nie wszyscy za kapitalizmem Wbrew temu, co serwuje na co dzień oficjalna propaganda nie wszyscy mieszkańcy państw tzw. „bloku wschodniego” chcieli restauracji systemu kapitalistycznego. Znamienne, iż w słynnych wyborach parlamentarnych z 1989 roku w pierwszej turze głosowało 62 proc. dorosłych Polaków, a w drugiej tylko 25 proc. (sic!). 3/4 społeczeństwa nie poszło do urn wyborczych, mimo że wtedy właśnie rozstrzygały się kluczowe dla zwykłych ludzi kwestie. Także dziś, pomimo olbrzymiej, zmasowanej ofensywy neoliberalnych massmediów, dziennikarzy, „ekspertów”, prawicowych polityków itp. Polacy pozostają bardzo niejednoznaczni w ocenie Polski Ludowej. Z przeprowadzonego w grudniu sondażu TNS OBOP wynika, iż w społeczeństwie występują duże różnice nawet w kwestii oceny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Oto pomimo łopatogicznego przekazu sączącego się z takich programów jak "Leksykon PRL" czy "Bronisław Wildstein przedstawia", w których serwuje się widzom przekaz, jakoby ustrój sprzed 1989 roku był jednym, wielkim pasmem mordów i udręki, co piąty Polak pozytywnie ocenia rządzącą wtedy partię. Znamienne, iż 40 proc. ankietowanych albo nie ma zdania w tej sprawie, albo uważa, iż na kartach historii PZPR zapisała się „ani dobrze, ani źle”. Ośrodek badawczy zwraca uwagę, że podczas ostatniej dekady wyraźnie przybyło osób bez jasnego stanowiska w powyższej kwestii oraz, że o kilka punktów procentowych spadła przewaga ocen negatywnych nad pozytywnymi[54]. Z kolei z badań firmy IMAS International, przeprowadzonych na zamówienie prawicowej „Rzeczpospolitej” 30 proc. ankietowanych uważa, że najlepszym okresem rozwoju Polski był PRL. W okresie, gdy w kraju nad Wisłą zaprzestano centralnego planowania, w ZSRR, NRD i innych krajach bloku wschodniego przemiany dopiero nabierały tempa. Jednak także tam społeczeństwo nie zawsze chciało zostać wdrożone w system wolnorynkowy. Latem 1989 roku Związkiem Radzieckim wstrząsnął masowy strajk górników, którzy w miastach przemysłowych zakładali Rady, podobne do tych z 1917 roku. Po części pod wpływem tych wydarzeń doszło do rozruchów w Chinach. Zaczęło się od fermentu w Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, a skończyło na wielkiej manifestacji na placu Tien An Men, gdzie robotnicy, żołnierze i studenci razem śpiewali „Wyklęty powstań ludu ziemi! Powstańcie, których dręczy głód!”. Jak nietrudno się domyśleć, powstanie zostało szybko utopione we krwi przez stojącego na czele państwa Denga Xiaopinga. Walka o demokratyczny socjalizm toczyła się jednak dalej w NRD. 3 stycznia 1990 roku w Berlinie odbyła się dwustupięćdziesięciotysięczna demonstracja przeciwko zbezczeszczeniu przez niemiecką prawicę pomnika żołnierzy radzieckich w parku Treptow. Zdezorientowane jej masowością władze NRD, zamiast podejmować próby pacyfikacji, same do niej dołączyły. Mimo innego powodu rozpoczęcia akcji manifestacja okazała się wielkim ruchem w obronie wschodnioniemieckiego państwa robotniczego. Echa tego wydarzenia były tak wielkie, iż doniosła o tym nawet radziecka „Prawda” i gazeta codzienna Armii Radzieckiej „Krasnaja Zwiezda”. Po dziesięciu latach, w styczniu 2000 roku, Michaił Gorbaczow wspominał: „To się zaczęło 3 stycznia i trwało prawie codziennie, (...) to było, wiecie, podobne do potoku ognistej lawy, który zaczął wypływać”. Już w sierpniu 1990 roku Gorbaczow poparł Jelcynowski plan 500-dniowego, forsownego marszu ku kapitalizmowi. Walka trwała jednak dalej. 7 listopada 1991 roku w Moskwie odbyła się demonstracja w rocznicę rewolucji październikowej, w której udział wzięło 100 tys. osób. Początkowo miała ona charakter nielegalny, jednak wobec tylu tysięcy manifestantów władze nie odważyły się zastosować siły, i w ostatniej chwili na nią zezwoliły. Z kolei 23 lutego 1992 - w Dzień Armii Radzieckiej - funkcjonariusze Oddziałów Milicji Specjalnego Przeznaczenia (Spec-Naz) otoczyli demonstrantów i na oczach publiczności pobili na śmierć pewnego radzieckiego generała. Ulica Gorkiego w Moskwie była zalana krwią. Po dwudziestu latach od kapitalistycznych przemian nastroje społeczne nie są wcale tak jednoznaczne, jak starają się to wmówić Polakom neoliberałowie. Jak wynika z przeprowadzonego w połowie grudnia 2008 roku sondażu w 1989 roku aż 71 proc. mieszkańców NRD oczekiwało po zjednoczeniu poprawy swej sytuacji życiowej, do zrealizowania czego dziś może przyznać się tylko 46 proc. z nich. Ponadto co czwarty Niemiec ze wschodu jest zdania, że żyje mu się gorzej, niż u schyłku Republiki Demokratycznej. Sporo ponad 60 proc. badanych uważa także, że po transformacji ustrojowej wzrósł poziom korupcji w kraju[55]. Bezrobocie w byłym NRD wynosi obecnie 14 proc. - dwa razy więcej niż na Zachodzie, a płace są znacznie niższe[56]. Po zjednoczeniu zlikwidowano miliony miejsc pracy. W przeprowadzonym niedawno sondażu 52 proc. obywateli wschodniej części Niemiec stwierdziło, że gospodarka rynkowa im „nie odpowiada”, a 43 proc. preferowałoby socjalizm od kapitalizmu. Jednocześnie w Niemczech w okresie od stycznia do listopada 2008 sprzedano 1500 egzemplarzy "Kapitału" K. Marksa - trzy razy więcej niż w całym ubiegłym roku i sto razy więcej niż w 1990 roku. Jest alternatywa! Przez wiele lat jako niepodważalny aksjomat w debatach nad kapitalizmem funkcjonowało stwierdzenie Margaret Thatcher: „there is no alternative” („nie ma alternatywy”), przekute później w „there is no better alternative” („nie ma lepszej alternatywy”). Owo TIN(B)A przychodziło z pomocą neoliberałom zawsze wtedy, gdy lewica przedstawiała rzetelne argumenty na temat ogólnego bankructwa systemu kapitalistycznego na wielu płaszczyznach. Jednakże pod koniec 2008 roku – obok pęknięcia bańki na rynku nieruchomości – z hukiem trzasnął także sztucznie napompowany balon braku realnej alternatywy. Był on zresztą niedorzeczny w samej swej istocie. Wystarczy sobie wyobrazić jak historia oceniłaby człowieka, który kilkaset lat temu stwierdziłby, że nie da się zmienić stosunków produkcji opartych na niewolnictwie, znieść morderczej pracy dzieci w kopalniach czy chociażby sprawić, by średnia długość życia nie wynosiła tylko trzydziestu lat. Cała hałastra powołująca się obecnie na TINBA zrobiłaby to wówczas tylko wtedy, gdyby poniosła klęskę próbując przekształcić ponurą rzeczywistość, lub gdyby ktoś drogą rzeczowych argumentów dokładnie wyperswadował im, że nie jest możliwe, by miliony ludzi dożywały 70 lat. O sukcesach odnoszonych przez uspołecznione fabryki na terenie Ameryki Łacińskiej lewica socjalistyczna mówi od wielu lat. Hasła dotyczące oddania najważniejszych zakładów produkcyjnych i usługowych pod kontrolę pracowników, którzy mieszkając na danym terenie będą najlepiej wiedzieli, jak należy zarządzać i ile produkować są stale obecne w marksistowskim dyskursie. Uspołecznione środki produkcji powinny znaleźć się pod kontrolą demokratycznie wybieralnych i odwoływalnych komitetów, których członkowie byliby wyłonieni z grona pracowników danej firmy. Rozwiązania takie funkcjonują obecnie w wielu miejscach w Ameryce Łacińskiej (np. FLASKO w Brazylii, Inveval w Wenezueli) i sprawdzają się znakomicie. W porównaniu z okresem, gdy zakłady te znajdowały się w rękach prywatnych, udało się nie tylko zwiększyć produkcję, ale także poprawić bezpieczeństwo i utworzyć przy nich instytucje kulturalne czy zapomogowe. Dlaczego zwolennicy kapitalizmu ignorują te przykłady, choć prawdopodobnie o nich wiedzą? Odpowiedź: nie opłaca się o nich głośno mówić! Warto w tym miejscu po raz kolejny podkreślić, iż naszym celem nie jest budowa czegoś w rodzaju PRL-bis. Jako socjaliści nie negujemy wielu ważnych i przełomowych osiągnięć społecznych minionego systemu, jednak był on w dużej mierze karykaturą ustroju społeczno-politycznego, o który walczymy. Społeczeństwo, w którym fabryki byłyby zarządzane w sposób oddolny i demokratyczny z całą pewnością osiągnęłoby znacznie więcej, niż Polska w latach 1945-89. Ta była wprawdzie bardziej przychylna robotnikom, niż kapitalistyczna III RP, ale jej bezkrytyczna afirmacja jawi nam się jako absurd. W jednym należy się jednak zgodzić z przytaczanym w pierwszym akapicie tegoż tekstu artykule profesora Marka Safjana. Otóż Polacy mają się „nie najgorzej” w tym sensie, że pomimo bombardowania od 20 lat papką propagandową są stosunkowo odporni na prawicowe kłamstwa. Widać to wyraźnie chociażby po stosunku większości społeczeństwa do słów „liberał” czy „prywatyzacja”, których dotąd nie udało się wybielić. Przed wielu laty angielski pisarz Gilbert Keith Chesterton trafnie stwierdził: „[Zwyczajni ludzie] schwytani w pułapkę potwornej przemysłowej maszynerii, łupieni ze skóry z odrażającym ekonomicznym okrucieństwem, otoczeni brzydotą i beznadzieją nie mającą precedensu w dziejach, ogłupieni sekciarską wiarą lub jeszcze głupszą sekciarską niewiarą – ubodzy pozostają zdecydowanie najweselszą, najnormalniejszą i najbardziej odpowiedzialną częścią społeczeństwa”. Źródła: 1. Numer 2/2009. 2. CBOS, "Aktualne problemy i wydarzenia", 4-10 grudnia 2008 roku. 3. Art. 13 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz. U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483). 4. Raport Eurostatu. 5. Kwartalna informacja o rynku pracy. GUS, Warszawa 2008. 6. Mieczysław Kabaj, „Ekonomia tworzenia i likwidacji miejsc pracy”. 7. Amerykański „Socialist Appeal”. 7. Dane Eurostatu. 8. Ustawa z dnia 10 października 2002r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (Dz. U. z 2002r., Nr 200, poz. 1679). 9. Tamże. 10. Mieczysław Kabaj, „Ekonomia tworzenia i likwidacji miejsc pracy”. 11. Centrum Badań i Analiz Rynku ASM. 12. Lewica.pl 13. TVN, program „Teraz my”. 14. Emetro.pl 15. MSPstandard.pl 16. Dziennik.pl 17. Tamże. 18. Art. 105 ust. 5 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. 19. Informacje pochodzą z witryny prywatnej Zdzisława Raczkowskiego. 20. Informacje zaczerpnięte z portalu Lewica.pl 21. Dane UE, za Centrum Informacji Anarchistycznej. 22. Internetowe badanie wynagrodzeń 2007 przeprowadzone przez Sedlak & Seldak. 23. Dane Komisji Europejskiej. 24. Dane UE, za Centrum Informacji Anarchistycznej. 25. Skandal wykryli reporterzy programu UWAGA, TVN. 26. „Nowy Tygodnik Popularny”. 27. CIA. 28. „Le Bolchevik”. 29. Childinfo.org: Child Mortality. 30. Przeciętne dalsze trwanie życia w latach 1950-2005. 31. RDC.pl 32. nto.pl 33. Art. 177 § 1 34. Femina.org.pl 35. Raport European Industrial Relations Observatory. 36. NewYouth.com 37. “Le Bolchevik”. 38. Rocznik Statystyczny 2004, GUS. 39. Rocznik Statystyczny 2004, GUS. 40. Mieczysław Kabaj, „Ekonomia tworzenia i likwidacji miejsc pracy”. 41. Tamże. 42. Rocznik Statystyczny 2004, GUS. 43. Mieczysław Kabaj, „Ekonomia tworzenia i likwidacji miejsc pracy”. 44. Tamże. 45. Tamże. 46. Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. 47. Mieczysław Kabaj, „Ekonomia tworzenia i likwidacji miejsc pracy”. 48. Gini coefficient in Central and Eastern Europe. 49. Rocznik Statystyczny 2004, GUS. 50. Dane Światowej Organizacji Zdrowia. 51. „Nowy Robotnik” – „Kościół w czasach globalizacji” 52. “Przegląd Sportowy”. 53. Money.pl 54. http://www.lewica.pl/index.php?id=18201 55. Lewica.pl 56. Socjalizm.org |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł» |
|---|
| Strona główna |
| przeszukiwanie portalu |
| kraj |
| świat |
| Ameryka Łacińska |
| kultura |
| gender |
| historia |
| Reductio Ad Absurdum |
| statystyki |
| ruch pracowniczy |