11 września: to już 36 lat temu – my wciąż pamiętamy Drukuj Email
Napisał(a): Wojciech Figiel [socjalizm.org]   
17.09.2009.
 
Każdego roku 11 września są tam świeże wiązanki kwiatów i znicze. I nie chodzi tu bynajmniej o „strefę zero” w Nowym Jorku, lecz o grób Victora Jary w Santiago de Chile, jednej z pierwszych ofiar gen. Pinocheta. To właśnie tego dnia, 36 lat temu gen. Augusto Pinochet w wyniku zamachu wojskowego przejął władzę.
 
W polskich mediach postać Pinocheta jest jeśli nie gloryfikowana, to przynajmniej usprawiedliwiana. Wprawdzie nikt, oprócz niektórych polityków prawicy, nie chwali go za rozprawę z „komunistami”, ale zdarzają się pochlebne komentarze dot. „cudu gospodarczego”, który miał rzekomo być udziałem Chile w tamtej epoce, albo „walki z chaosem w kraju”.Nic bardziej mylnego!

Rewolucja w Chile


W listopadzie 1970 r. urząd prezydenta Chile obejmuje kandydat lewicy – Salvador Allende. Ten 60-letni lekarz i zarazem lider Partii Socjalistycznej wierzył, że drogą stopniowych, parlamentarnych reform będzie można wprowadzić socjalizm. Początkowo wydawało się, że ma rację – w 1971 r. zostają znacjonalizowane kopalnie miedzi, a rząd wprowadza szereg reform, m.in. słynną „szklankę mleka dla każdego dziecka”. Chilijczycy, zmęczeni rządami prawicy, reformy przyjmują entuzjastycznie – oto bowiem wreszcie rządzi ktoś, kto stara się dotrzymać swoich obietnic wyborczych. W kolejnych wyborach lewica uzyskuje coraz większe poparcie, które osiągnie nawet 49% w marcu 1973 r.

Z równym entuzjazmem organizuje się też i prawica chilijska. Wkrótce po wyborach z 1970 r. ginie lojalny wobec Allendego generał Rene Schneider. Na terenie całego kraju działają prawicowe bojówki skupione w organizacji „Ojczyzna i wolność”. Reforma rolna spotyka się ze zbrojnym oporem posiadaczy ziemskich. Na ironię losu zakrawa fakt, że Allende tym działaniom prawicy przeciwstawiał się nieustannie apelując do armii, by „broniła porządku publicznego”. Przypomnijmy, że Pinochet otrzymał stanowisko ministerialne z rąk Allende na kilkanaście dni przed puczem.

Ofensywa prawicy trwa. Na jesieni 1972 r. szefowie firm transportowych organizują lock-out, za który – jak później się okazało—otrzymali 5 mld dol. od CIA. Kampania morderstw i chaosu nasila się. 28 lipca 1973 r. dochodzi do pierwszej próby zamachu stanu, która jednak szybko zostaje odparta przez masową mobilizację szeregowych działaczy związków zawodowych i partii lewicowych. Znacznie lepiej niż Allende zdawali sobie bowiem oni sprawę z grożącego niebezpieczeństwa.

Pucz

11 września 1973 r. pucz powtórzono, ale tym razem na znacznie szerszą skalę. Cała operacja wojskowa zajęła ledwie 7 godzin – od zajęcia portu w Valparaiso o godz. 7 rano do zbombardowania pałacu prezydenckiego o godz. 14. Tak szybki tryumf wojsko zawdzięcza absolutnej bierności przywódców lewicy, którzy czekających na hasło do mobilizacji zwolenników reform wezwali do pozostania w domach.

Generałowie już jednak na nic nie czekali. Natychmiast zorganizowano całą serię aresztowań i zatrzymań. W kilka dni tysiące ludzi zostały zgromadzone na największych stadionach kraju. To tam właśnie torturowano i zabito Victora Jarę, któremu przed śmiercią odcięto język i palce – by nie mógł graniem i śpiewaniem dodawach otuchy współwięźniom.

Oficjalne szacunki podają, że za rządów Pinocheta (1973-1990) zaginęło lub zostało zabitych 3 197 działaczy lewicowych. Jednak liczba ta może być jeszcze większa. Na początku 1974 r. w obozach koncentracyjnych zorganizowanych przez Pinocheta znajdowało się 250 000 ludzi – były to więc największe obozy od czasów Hitlera. Często trafiali do nich ludzie apolityczni. Oto jak fakt ten komentował komendant obozu Pisagua: „Niektórym więźniom nie postawiono wprawdzie żadnych zarzutów, ale muszą pozostać tu, dopóki nie odnajdą właściwej drogi”. Ową „właściwą drogę” odnajdowali przeważnie poprzez olśnienie, którego doznawali podczas tortur – fizycznych i psychicznych.

Cud gospodarczy?

Co do tego, że Pinochet nie postępował zbyt elegancko z politycznymi przeciwnikami zgodzi się zapewne wielu. Jednak najbardziej kontrowersyjne okazują się być działania dyktatora na polu ekonomicznym. Tuż po objęciu władzy Pinochet natychmiast prywatyzuje m.in. banki i kopalnie miedzi, a rozdzieloną uprzednio między chłopów ziemię oddaje z powrotem w ręce latyfundystów.

Zaślepiony wolnorynkowym fanatyzmem sprowadza do kraju Chicago Boys, którzy z Chile czynią poligon eksperymentalny „neoliberalizmu”. Odtąd państwo ma się nie mieszać do gospodarki, którą ma sterować wyłącznie niewidzialna ręka rynku. Skutki stały się jasne dla Chilijczyków od razu – hiperinflacja przez pierwsze kilka lat dyktatury, spadek realnych płac o 10%, wzrost bezrobocia do 22% w 1984 r., zapaść w sektorze finansowym, która kraj kosztowała równowartość 7,8% PKB. Na dodatek liczba ludzi żyjących w nędzy zwiększyła się z 20% w 1970 r. do 40% w 1990 r.

„Demokratyczna twarz” Pinocheta

Deklarowanym przez uzurpatorów celem zamachu stanu było przywrócenie „porządku” w kraju i walka z „marksistowskim rakiem” toczącym społeczeństwo i zagrażającym instytucjom chilijskim. Allende oskarżany był o sianie chaosu w kraju i zbrojenie bojówek lewicowych. Uzbrojona okazała się jednak być armia (bynajmniej nie lewicowa) oraz prawicowe bojówki paramilitarne. Gdy na tydzień przed zamachem milion ludzi manifestujących poparcie dla Allendego wzywał go do zamknięcia zdominowanego przez prawicę parlamentu, ten odpowiadał, że byłoby to niezgodne z konstytucją. Tymczasem Pinochet pierwszym dekretem ów parlament rozwiązał, nie bacząc na żadną konstytucję, czy demokratyczną wolę większości społeczeństwa.

To prawda, że za rządów Pinocheta odbyło się kilka plebiscytów wyborczych. Były one jednak nie wyrazem demokratyzacji junty, lecz paniczną odpowiedzią na kryzys i presję oddolną. W 1978 r. Chile stanęło na skraju bankructwa i gdyby nie kilka miliardów dolarów pożyczonych od MFS, USA i Niemiec Zachodnich (sojuszników dyktatorskiego reżimu) junta miałaby ogłosić upadłość. Natomiast referendum w 1988 r. odbywało się pod znakiem przebudzenia ruchu pracowniczego. Chilijska elita wieziała, że musi pozbyć się Pinocheta, by nie doszło do powtórki wydarzeń z lat 1970-73, czyli do rewolucji społecznej. Pinocheta udało się pozbyć, ale do końca życia nie zastosowano wobec niego żadnych sankcji karnych.

Widmo znów krąży nad Chile

Choć od 1990 r. kraj znowu jest „demokratyczny”, to trudno nie dostrzec pozostałości dyktatury. Ordynacja wyborcza dalej skonstruowana jest tak, by do parlamentu nie mogła wejść Partia Komunistyczna. Rządzący w koalicji z socjalistami chadecy otwarcie popierali reżim Pinocheta. Dwa lata temu podczas demonstracji policja zabiła związkowca. Media kryminalizują i oczerniają protestujące grupy społeczne… Słowem – dyktatura w rozkwicie. Tylko teraz zmuszona do założenia “demokratycznej” maski. Ostatnie, coraz bardziej radykalne protesty studentów i strajki robotnicze wskazują, że jest to tylko maska, którą będzie można w razie potrzeby zdjąć.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing