Po prostu święto pracowników! Drukuj Email
Napisał(a): Piotr Kuligowski [socjalizm.org]   
29.04.2008.

 W tym roku pierwszy maja – międzynarodowe Święto Pracy - będzie obchodzony po raz 117. Data ta upamiętnia masakrę amerykańskich robotników na placu Haymarket w Chicago, kiedy to od kul policji zginęło kilkudziesięciu demonstrantów, uczestniczących w ogólnokrajowym strajku. Już wtedy tamtejsza klasa robotnicza wysunęła postulat, który w praktyce nie znalazł zastosowania po dziś dzień – wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy. Ponadto ludzie biorący udział w owym masowym wystąpieniu (w 1886 roku wyszło na ulice 610 tys. osób!) nie godzili się na obniżkę płac. W cztery lata po owych tragicznych wydarzeniach obradujący w Paryżu kongres II Międzynarodówki wybrał datę 1. maja na święto robotników.

Prawicowe wynurzenia

Tak wygląda prawdziwy obraz owego święta. Niestety, jak to często bywa, prawica lubuje się w tworzeniu własnych, absurdalnych teorii, które są później bezkrytycznie przyjmowane przez massmedia głównego nurtu. Warto rozprawić się w tym miejscu z kilkoma najbardziej rozpowszechnionymi mitami, aby przypadkiem nie przyszło komuś do głowy przyjmowanie ich jako obiektywnej prawdy.

Owe zakłamania generowane w pozbawionych ośrodka odpowiedzialnego za logiczne myślenie głowach (tzw. cerebrum) sięgają samych korzeni Święta Pracy. Otóż prawa część sceny politycznej pozwoliła sobie w zupełnie bezczelny sposób ogłosić, jakoby na placu Haymarket faktycznie zginęli robotnicy, ale wyłącznie z własnej winy. Według tej, zaiste wartej dostrzeżenia, teorii masakrze pracowników winni są anarchiści, którzy 3 maja przyłączyli się do strajku, wszczynając w miasteczku chuligańskie burdy. Dzień później ci sami wywrotowcy mieli rzucić bomby na policjantów, w wyniku których zginęło kilku z nich, a kilkudziesięciu zostało rannych. Historia ta na pierwszy rzut oka może wydawać się prawdopodobna, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie widać, że jest szyta grubymi nićmi. Po całych zajściach okazało się bowiem, że wskazany przez naocznych świadków zamachowiec Rudolph Schnaubelt jest niewinny, a z ośmiu aresztowanych i skazanych na karę śmierci związkowców i anarchistów ostatecznie czterech poddano najwyższemu wymiarowi kary. Poza tym warto zauważyć, iż ów pseudohistoryczny bełkot w żaden sposób nie wyjaśnia, dlaczego właściwie policjanci otworzyli ogień do manifestantów, wśród których ofiar było znacznie więcej niż w szeregach sił porządkowych.

Inną, zaprawdę ciekawą tezą jest stwierdzenie, jakoby Święto Pracy wywodziło się nie od wydarzeń z Chicago z maja 1886, ale z ZSRR. U tak myślących prawicowców po raz kolejny widać brak jakiejkolwiek logiki oraz najlżejszej chociażby nutki trzeźwego myślenia. W stwierdzeniu tym bowiem dostrzec można inwersję czasową, która może z powodzeniem znaleźć zastosowanie w filmie czy literaturze, ale w historii raczej niekoniecznie. W jaki mianowicie sposób święto ustalone w 1889 roku miałoby mieć korzenie w kraju powstałym w roku 1922?! Naprawdę, jest to dylemat godny uwiecznienia, tak by potomni mogli zobaczyć na własne oczy, z jakimi absurdami musiała rozprawiać się lewicowa publicystyka w początkach XXI wieku.

Prawdziwą perełką jednak wśród owych rozlicznych, pseudohistorycznych wynurzeń jest teza postanowiona przez egzotyczną Polską Partię Narodową, której przewodniczącym jest sam Leszek Bubel, naczelny antysemita III RP. Na internetowym portalu owego ugrupowania autor (a może autorzy? Tekst nie został podpisany…) postawił wyśmienitą tezę, jakoby Święto Pracy było wymysłem masonów, którzy myśleli o objęciu panowania nad światem. Według tegoż tekstu sam Karol Marks zresztą był szychą w loży masońskiej. Naprawdę, to już przechodzi wszelkie granice jakiekolwiek logicznego myślenia. Nie trzeba tu nawet stawiać kontrargumentu, bo po prostu nie ma z czym polemizować!

Jeśli prawica nie chce się ostatecznie ośmieszyć, niech lepiej nie tyka się interpretowania faktów historycznych, w szczególności tych związanych w jakiś sposób z lewicą. A jeśli chce się ośmieszać nadal, to niech chociaż wypracuje jedną pseudoteorię, zamiast tworzenia kilku.

Lewicowa konieczność

Nie da się ukryć, że po upadku tzw. bloku wschodniego w państwach postkomunistycznych obchody pierwszomajowego święta niemal zupełnie zanikły. Winne takiemu stanowi rzeczy jest przede wszystkim minione, zdegenerowane, robotnicze państwo, które chcąc pokazać swe „przywiązanie” do idei marksistowskich organizowało pompatyczne pochody, zmuszając ludzi do wzięcia w nich udziału. Należy rzecz jasna pamiętać, że w PRLu czy innych państwach pseudosocjalistycznych zdarzali się oczywiście ideowcy, którzy w obchodach Święta Pracy wzięliby udział nawet, gdyby nie było odgórnego nakazu. Z drugiej jednak strony naprawdę spora część osób brała udział w pochodach z przymusu, bowiem z powodu nieuczestniczenia w nich groziły im różnego rodzaju sankcje. Poza tym na zdecydowaną krytykę zasługuje również sama formuła owych obchodów, bowiem zamiast eksponować ich prosocjalne i propracownicze oblicze skupiano się na utwierdzaniu społeczeństwa w przekonaniu, iż nad ich losem czuwa dobrotliwa i kompetentna partia. Poza tym chętnie eksponowano na nich biało – czerwone flagi oraz napisy „Partia z narodem”, mające na celu podkreślenie, iż ów „komunizm” nie jest czymś obcym i narzuconym z zewnątrz, tylko stricte polskim. Nie trzeba chyba dodawać, że było to absolutne zafałszowanie rzeczywistości, przez co Święto Pracy stało się tak naprawdę świętem oligarchów rządzących Polską.

Nie ma się co dziwić, że po tzw. transformacji ustrojowej lwia część społeczeństwa przestała brać udział w obchodach 1. maja, uważając je za relikt przeszłości. W tym momencie widać także, że lewica w Polsce, zamiast ukazywać niedoedukowanym politycznie Polakom prawdziwe korzenie tego święta oraz udowadniać, że obchodzenie go ma sens szczególnie dzisiaj, w dobie neoliberalnej ofensywy, woli organizować własne, wyizolowane od społeczeństwa i pracowników pochodziki lub zajmować się kłótniami na własnym podwórku.

Na szczęście dużo lepiej rzecz ma się w krajach, które po II wojnie światowej nie znalazły się w strefie wpływów Stalina. Na całym świecie – od Japonii, po Francję, Szwecję i Hiszpanię rokrocznie organizowane są masowe pochody, w których biorą udział tysiące ludzi, zdeterminowanych do walki w obronie podstawowych praw społecznych. Warto, by i Polacy czerpali z tych państw inspirację, i zamiast wyjechać na majówkę, podczas której można spotkać się z rodziną i ponarzekać na rosnące ceny i niskie pensje, wyszli i pokazali, że pierwszy maja jest po prostu świętem pracowniczym. I choćby prawicowi politycy i massmedia wiły się niczym nadepnięte dżdżownice, to tak oczywistemu faktowi nie zaprzeczą...
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł»

In Defence of Marxism WebRing